2. Z choinki się urwałeś?!
Patrzyła w moje oczy. Doskonale wiedziała, gdzie pada mój wzrok, ale zupełnie się tym nie przejmowała.
-Co, chcesz się założyć?
Burza jej płomiennych włosów wylała się przez ramię na piersi.
-Może tak, może nie?
Nie wytrzymała, wstała, podeszła do okna, odchyliła firankę i spojrzała na ulicę.
-To nie przynudzaj!
Po chwili powoli odwróciła się i bez pośpiechu na mnie spojrzała.
-No… chcę. Tak, na pewno chcę, - kluczyłem.
Bezgłośnie westchnąłem. Obserwowałem jej cudowny profil, delikatne usteczka, malutki nosek i brązowe oczy.
-O co? - mruknęła i uśmiechnęła się podejrzliwie.
-Słucham?
-To znaczy, co chcesz sprawdzić?
Jej jaskrawe włosy kipiały.
-No hm… - udawałem, że się zastanawiam.
Ustawiła się do mnie bokiem i położyła dłonie na obojczykach.
-Nie miaucz, tylko mów.
Ściśnięte przedramionami cycki wypiętrzyły się, próbując rozerwać cienką bluzkę.
-Założę się, że wszystkie jesteście wielkimi tchórzami.
Patrzyła. Nie wiedziałem, czy się uśmiecha.
-Kim? Tchórzami?!
W jej spojrzeniu była nieuświadomiona erotyka.
-No tak, że nie macie w sobie, za grosz, odwagi.
Podszedłem i spojrzałem w jej oczy. Odpowiedziała takim samym, bezczelnym spojrzeniem.
-Odwagi?! - rzuciła twardo.
Zrobiłem jeszcze jeden krok i poczułem ciepło jej ciała.
-Tak, odwagi, - pokiwałem głową.
Chyba trafiłem w czuły punkt. Nawet na moment nie odwróciła źrenic.
-Nam brakuje odwagi?!
Pomiędzy długimi, czarnymi rzęsami lśniły brązowe tęczówki.
-Tak uważam.
Teraz się uśmiechnęła. Przyglądałem się misternemu wzorowi jej pomarańczowych piegów.
-Ty chyba żartujesz?! - powiedziała z zacięciem.
Miała, naprawdę, kształtne, śliczne usta. Były tak różowe, tak delikatne, że chciało się od razu je pocałować.
-Nie. Mówię poważnie, - podtrzymałem swoje zdanie.
Odsunąłem się. Jej oczy na powrót wydawały mi się czarne.
-Dobra. Jak mamy ci to udowodnić?
Usiadła, a właściwie prawie się położyła.
-Uważam… - zacząłem.
Podparła się na łokciach i wciągnęła kolana na piersi.
-No… - niecierpliwiła się.
Jej stopy zawisły w powietrzu, tuż koło mojej twarzy.
-Uważam, że nigdy wcześniej nie widziałyście… - znowu nie skończyłem.
Spojrzałem w dół. Jej tyłek był większy, niż u pozostałych dziewczyn.
-Batmana? - żachnęła się.
Ciasne spodnie mocno wrzynały się w jej cipkę. Miałem wrażenie, że za moment pękną.
-Nie, - powiedziałem krótko.
W tej samej chwili, ze swojego miejsca, podniosła się Edyta. Była coraz bardziej rozbawiona.
-Wilkołaka? - rzuciła.
Przemierzyła pokój w jedną i w drugą stronę. Musiałem ją rozczarować.
-Też nie.
Zatrzymała się na środku i odwróciła tyłem. Po chwili powoli zmysłowo przechylając głowę, spytała:
-Diabła?
Stanęła przodem i, jakby od niechcenia, położyła dłonie na swoich malutkich piersiach.
-To nie to, - naprowadzałem.
Jej uśmiech stał się szczery, szeroki.
-Więc co, węża?
Jasna, mleczna grzywka niedbale tańczyła po jej czole.
-O, blisko, całkiem blisko, - śmiałem się.
Błękitne oczy przyglądały mi się uważnie, a malutki nosek zdawał się drgać nerwowo.
-No… ty nie mów, że to jest to, o czym myślę.
Myślałem, że pęknę ze śmiechu, ale jakoś udało mi się powstrzymać. Stanęła naprzeciwko okna i odwróciła się bokiem.
-A o czym myślisz?
Tarmosiła swoją bluzeczkę, raz odsłaniając, raz zasłaniając brzuszek.
-Kurde!
-Co?
-Z choinki się urwałeś?!
Jej usta wciąż były otwarte, a uśmiech stał się mniej serdeczny.
-Nie, - powiedziałem poważnie.
Pochyliła się, jak urwis, który zrobił jakąś psotę.
-To czego miałybyśmy nie widzieć?
Jej usta złączyły się, tworząc jedną, harmonijną całość, błyszczały. To była ta chwila.
-Ha, męskiego członka! - rzuciłem z triumfem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz