14. Ola trzymała samą głowicę, Edyta lizała trzon.
Edyta przez chwilę się wahała.
-Kurczę… no naprawdę…
-Co? - spytałem z zainteresowaniem, bo wydawało mi się, że mimo wszystko mogą się rozmyślić.
-Hmm… no wiesz… co innego o tym gadać, rozumiesz, przechwalać się, a co innego…
-Czyli jednak nie weźmiesz. No cóż, jestem rozczarowany.
-Hej, hej, poczekaj! Tak, od razu?! Już teraz, bez namysłu?
Koleżanka spojrzała na nią uważnie.
-Ty jednak nie brałaś, - stwierdziła.
-No wiesz… to nie tak… - tłumaczyła się.
-Kłamałaś jędzo jedna! Przechwalałaś się tylko.
-Nie o to chodzi…
-A o co? Jak takaś mądra, to teraz bierz! No bierz go, cipo głupia!
Nie wiem, czy to miały być żarty, czy nie, ale chwyciła ją za głowę i zaczęła naginać w stronę mojego przyrodzenia. Miałem wrażenie, że już trzyma go w swojej buzi.
-Kurwa mać! Przestań! - zaprotestowała, - Jak będziesz mnie tak szarpać, to ci przypierdolę. Myślisz, że jestem taka głupia. Jak powiedziałam, że biorę, to biorę. Ale nie pomagaj mi. Zrozumiano?! Ja sama. Chuj z tym. Raz kozie śmierć. Przecież buzi mi nie ubędzie. Jebać to.
Widać było, że ma ochotę, ale się wstydzi.
-Trzeba było się nie godzić!
Edyta próbowała robić dobrą minę do złej gry.
-Przestań mnie wkurwiać. Dam radę.
Ola, tymczasem, uśmiechnęła się złośliwie.
-Ta… akurat…
W oczach Edyty wciąż widać było panikę, jednak już nieco mniejszą.
-Mówię ci, ogarnę to.
Po minucie, czy dwóch, które zdawały się być wiecznością, Ola, jako pierwsza, wyciągnęła dłoń. Chwyciła kutasa w połowie długości. Uścisk był boski: sprężysty, ciepły, nie za słaby, nie za mocny, idealny. Byłem zachwycony. Penis pulsował. Miałem wrażenie, że za chwilę się spuszczę.
-Jesteś super, - westchnąłem z zadowoleniem.
-Nie żartuj, - skrzywiła się.
-Poważnie, bardzo mi się podoba.
-Tak tylko mówisz.
Pogłaskałem ją po głowie.
-Nie. No naprawdę.
Uśmiechnęła się. Zaczynała się do tego przekonywać.
-No widzisz, to nie jest ani takie straszne, ani takie trudne. Prawda? - mruknąłem.
Uniosła powieki i spojrzała mi w twarz.
-I co dalej?
Dotknąłem palcem jej ust.
-Buzia.
-Co?
-Buzia, - powtórzyłem.
Odruchowo uchyliła wargi.
-Jeszcze trochę.
W jej oczach widziałem niepewność, ale i dużą ciekawość.
-Bez obaw. Nic ci się nie stanie.
Zbliżyła się i chwyciła sam czubek.
-Nie. No, rewelacja. Nie wierzyłem, że to zrobisz. Jesteś bardzo dzielna. Brawo, - pochwaliłem.
Niespodziewanie, nieco niżej, swoją twarz wcisnęła Edyta.
-O, widzę, że koleżanka też chce spróbować, - wtrąciłem.
Spojrzała na mnie i nie podnosząc głowy, wysunęła język. Następnie dotknęła nim gorącego korzenia. Przeszedł mnie intensywny dreszcz.
-Och, jak milutko! - jęknąłem.
Gdy Ola trzymała samą głowicę, Edyta lizała trzon.
-No, ale żeby wszystko było jasne. Jak chcesz tę forsę, to musisz go chwycić w buzię, a nie tylko lizać.
-Co?
-W buzię. Chwycić.
-Aha. Tak? - mówiąc to, szeroko otworzyła usta.
-No, dokładnie. Widzisz to tu, - pokazałem na łeb swojego chuja.
Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się ze wstydem.
-Popatrz na nią, - powiedziałem, wskazując na koleżankę, - Widzisz? Tak jak ona.
Skrzywiła się.
-Aha.
-No to do roboty. Nie ma na co czekać. Nasienie już się gotuje.
-Och! Co?!
-A nie. Nic, nic.
Ola przekazała pałeczkę, a raczej pałę w ręce przyjaciółki.
Edyta chwyciła go tuż pod grubą żyłą i, tak mocno zacisnęła paluszki, że aż go przegięła. Widać było, że nie ma w tym wprawy.
-Tak może być? - spytała.
-Jest dobrze, - powiedziałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz