Szukaj na tym blogu

25 listopada 2022

Zakład

14. Ola trzymała samą głowicę, Edyta lizała trzon.


Edyta przez chwilę się wahała.

-Kurczę… no naprawdę… 

-Co? - spytałem z zainteresowaniem, bo wydawało mi się, że mimo wszystko mogą się rozmyślić. 

-Hmm… no wiesz… co innego o tym gadać, rozumiesz, przechwalać się, a co innego…

-Czyli jednak nie weźmiesz. No cóż, jestem rozczarowany. 

-Hej, hej, poczekaj! Tak, od razu?! Już teraz, bez namysłu?

Koleżanka spojrzała na nią uważnie. 

-Ty jednak nie brałaś, - stwierdziła.

-No wiesz… to nie tak… - tłumaczyła się. 

-Kłamałaś jędzo jedna! Przechwalałaś się tylko. 

-Nie o to chodzi…  

-A o co? Jak takaś mądra, to teraz bierz! No bierz go, cipo głupia!

Nie wiem, czy to miały być żarty, czy nie, ale chwyciła ją za głowę i zaczęła naginać w stronę mojego przyrodzenia. Miałem wrażenie, że już trzyma go w swojej buzi. 

-Kurwa mać! Przestań! - zaprotestowała, - Jak będziesz mnie tak szarpać, to ci przypierdolę. Myślisz, że jestem taka głupia. Jak powiedziałam, że biorę, to biorę. Ale nie pomagaj mi. Zrozumiano?! Ja sama. Chuj z tym. Raz kozie śmierć. Przecież buzi mi nie ubędzie. Jebać to. 

Widać było, że ma ochotę, ale się wstydzi.

-Trzeba było się nie godzić! 

Edyta próbowała robić dobrą minę do złej gry.

-Przestań mnie wkurwiać. Dam radę.

Ola, tymczasem, uśmiechnęła się złośliwie.

-Ta… akurat… 

W oczach Edyty wciąż widać było panikę, jednak już nieco mniejszą. 

-Mówię ci, ogarnę to.

Po minucie, czy dwóch, które zdawały się być wiecznością, Ola, jako pierwsza, wyciągnęła dłoń. Chwyciła kutasa w połowie długości. Uścisk był boski: sprężysty, ciepły, nie za słaby, nie za mocny, idealny. Byłem zachwycony. Penis pulsował. Miałem wrażenie, że za chwilę się spuszczę. 

-Jesteś super, - westchnąłem z zadowoleniem.

-Nie żartuj, - skrzywiła się. 

-Poważnie, bardzo mi się podoba. 

-Tak tylko mówisz.

Pogłaskałem ją po głowie. 

-Nie. No naprawdę.

Uśmiechnęła się. Zaczynała się do tego przekonywać. 

-No widzisz, to nie jest ani takie straszne, ani takie trudne. Prawda? - mruknąłem.

Uniosła powieki i spojrzała mi w twarz.

-I co dalej?

Dotknąłem palcem jej ust.

-Buzia.

-Co?

-Buzia, - powtórzyłem.

Odruchowo uchyliła wargi.

-Jeszcze trochę.

W jej oczach widziałem niepewność, ale i dużą ciekawość. 

-Bez obaw. Nic ci się nie stanie. 

Zbliżyła się i chwyciła sam czubek.

-Nie. No, rewelacja. Nie wierzyłem, że to zrobisz. Jesteś bardzo dzielna. Brawo, - pochwaliłem.

Niespodziewanie, nieco niżej, swoją twarz wcisnęła Edyta.

-O, widzę, że koleżanka też chce spróbować, - wtrąciłem. 

Spojrzała na mnie i nie podnosząc głowy, wysunęła język. Następnie dotknęła nim gorącego korzenia. Przeszedł mnie intensywny dreszcz. 

-Och, jak milutko! - jęknąłem.

Gdy Ola trzymała samą głowicę, Edyta lizała trzon.

-No, ale żeby wszystko było jasne. Jak chcesz tę forsę, to musisz go chwycić w buzię, a nie tylko lizać.

-Co?

-W buzię. Chwycić.

-Aha. Tak? - mówiąc to, szeroko otworzyła usta. 

-No, dokładnie. Widzisz to tu, - pokazałem na łeb swojego chuja.

Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się ze wstydem. 

-Popatrz na nią, - powiedziałem, wskazując na koleżankę, - Widzisz? Tak jak ona.  

Skrzywiła się.

-Aha.

-No to do roboty. Nie ma na co czekać. Nasienie już się gotuje.

-Och! Co?!

-A nie. Nic, nic. 

Ola przekazała pałeczkę, a raczej pałę w ręce przyjaciółki.

Edyta chwyciła go tuż pod grubą żyłą i, tak mocno zacisnęła paluszki, że aż go przegięła. Widać było, że nie ma w tym wprawy. 

-Tak może być? - spytała.

-Jest dobrze, - powiedziałem. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...