12. Brałyście do buzi?
Milczałem, próbując ubrać w odpowiednie słowa to, czego za moment zamierzałem dokonać.
Robiło się coraz bardziej nerwowo. Wstała, zrobiła kółko po pokoju i weszła na ławę. Choć ta się, kołysała, przeniosła na nią cały ciężar. Pochyliła się do tyłu i oparła na rękach. Na jej twarzy wciąż malował się, ten sam, słodki, rozbrajający uśmiech.
-Masz jeszcze coś do potrzymania? - odezwała się drżącym głosem.
Byłem coraz bardziej podniecony. Nie mogłem uwierzyć, że tak łatwo dały się prowadzić. Ola podeszła do niewielkiej szafki, pochyliła się, a następnie oparła nagimi ramionami o blat. Delikatnie się uśmiechając, uważnie mnie obserwowała. One też grały.
-Mam, a jakże.
Czekałem na dalszy rozwój wypadków. Tak naprawdę, nie mogłem ich do niczego zmuszać. Niemniej podobało mi się, że same w taki sposób kreowały sytuację. Trudno było przewidzieć, czym to się skończy, ale podobało mi się coraz bardziej.
Edyta usadowiła się na fotelu, odwróciła do mnie przodem i pochyliła, opadając dłońmi na boczne oparcia.
-No to dawaj, dawaj! - niecierpliwiła się.
Rozciągnąłem usta w szerokim uśmiechu.
-Widzę, że to, co było do tej pory, podobało się wam.
W tej samej chwili Ola weszła głębiej na szafkę i opadła na nią odsłoniętym brzuszkiem.
-Wiem, co ci biega po głowie. Spoko, tylko od razu wyskakuj z kasy, bo nie chcę robić tego za darmo, - mruknęła.
Blondynka odwróciła się do mnie plecami i usiadła na własnych stopach. Bezceremonialnie gapiłem się na jej dupę. Spojrzała na mnie przez ramię. Uśmiech na jej ustach powoli gasł.
-Będzie kasa? - spytała.
-Będzie, - potwierdziłem.
-Czego chcesz tym razem?
Uśmiechałem się tajemniczo.
-Założę się… - zacząłem.
-Tak? - spytała zaintrygowana.
-Że nigdy…
-Mów, mów…
Położyła się w poprzek fotela i, jakby od niechcenia, wysoko uniosła nogi. Patrzyła na mnie. Właściwie nie odrywała ode mnie wzroku. Zastanawiałem się, czy badała moje zamiary. Była śliczna: ni to poważna, ni wystraszona. Jej buzia wydała mi się bardziej okrągła i pełna niż dotychczas. W tej, jednej chwili bardzo zapragnąłem pocałować jej delikatne usteczka.
-Powiedz wreszcie, - naciskała czarnowłosa.
Czekałem na kolejny ruch, a kiedy nic się nie działo, dodałem:
-Brałyście do buzi?
Ola przechyliła się na jeden bok, wystawiając w moją stronę swój zgrabny tyłeczek. Wiedziała, że na niego spojrzę.
-Ja brałam, - powiedziała odważnie, ale wiedziałem, że zmyśla, aby wyjść na bardziej dorosłą.
-A ona?
-Ona też, tylko się wstydzi, - skwitowała.
Odczekałem chwilę.
-Jeśli brałyście, to pokażcie, że wiecie, o co chodzi, - rzuciłem wyzwanie.
Czarnulka usiadła z podwiniętymi nogami, rozstawiła szeroko kolana i znowu się uśmiechnęła. Chociaż, tym razem, jej uśmiech wydał mi się trochę sztuczny.
-No dobra, palancie, - rzuciła.
-Proszę, proszę! - pokiwałem z uznaniem głową.
-Ale to kosztuje, cieniasie, - prowokowała, a ja uśmiechnąłem się serdecznie.
W końcu udało się zająć jej odpowiednią pozycję. Z kolanami podciągniętymi pod brodę i ramionami oplecionymi wokół nich mierzyła mnie czujnym wzrokiem. Teraz nie mogłem się wycofać. Zastanawiałem się tylko czy starczy mi kasy i z czego będę żył do końca miesiąca, ale co tam.
-Oczywiście, że nie za darmo, - przytaknąłem.
Była bardzo zdenerwowana, o mały włos nie spadła. Utrzymała jednak równowagę. Jedną stopę wciągnęła pod tyłek, a drugą oparła na gładkiej powierzchni. Włożyła rękę pod bluzkę i ostentacyjnie zaczęła masować swoje cycki. W tym samym momencie jej mina przybrała wyraz słodkiego koktajlu.
-No, jeszcze jeden banknocik, proszę. Och jak ja je lubię.
Wyjąłem pieniądze.
-Tu kładę po stówie, - powiedziałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz