Szukaj na tym blogu

10 stycznia 2023

Miasto kobiet.

17. Przebudzenie i zimne piwo. 


Kiedy się obudziłem, jej już nie było. Do mieszkania przez szeroko otwarte okno wpadał świeży powiew. Słońce chyliło się ku zachodowi, a jego przebarwione na pomarańczowo promienie rozświetlały wszystkie meble. Wciąż byłem nagi, ale to już jakoś mi nie przeszkadzało. Tu w jej domu czułem się bardziej swobodnie. Robiliśmy to, co robiliśmy i trudno mówić o jakimś wstydzie czy skrępowaniu. Jeszcze teraz nie mogłem w to uwierzyć. Zadawałem sobie pytanie: co się właściwie stało? Gdzie ja się znalazłem i jak to wszystko dalej się potoczy? Czy miałem prawo się tym interesować? Czy nie lepiej było o nic nie pytać i brać wszystko takim, jakie jest? 

Pierwsze, oprócz niesamowitego zadowolenia i podniecenia, co poczułem to pragnienie. Wciąż było bardzo ciepło, a ja nic nie piłem. Zdałem sobie sprawę, że muszę uzupełnić zapasy płynów w moim organizmie, zanim dojdzie do poważnego odwodnienia. 

Usiadłem i przeciągając się, zacząłem rozglądać się za czymś do picia. Na ławie obok leżała niewielka karteczka zapisana odręcznym pismem. “Musiałam wyjść. Nie krępuj się. Mieszkanie należy do ciebie. Bierz, co chcesz. Jedzenie masz w lodówce. Sonia”. 

Jeszcze raz uśmiechnąłem się sam do siebie. “Kurczę, co za fart. To jak wygrana na loterii. Nie dość, że sobie tak porządnie zaruchałem, to jeszcze zdaje się mam tu pełną obsługę, wikt i opierunek” - przemknęło przez moją myśl. Tak naprawdę nie zdawałem sobie sprawy, co się tutaj wydarzyło. Przecież groziła mi bronią. To wszystko było niejasne i jednocześnie piękne. Jakby mi się zdawało, że więcej jest pytań, niż odpowiedzi. 

Spojrzałem na mojego kutasa tak, jakbym chciał mu podziękować, że sprostał tak wymagającemu zadaniu, że nie poległ na polu bitwy, tylko dotrwał do samego końca, choć było bardzo trudno. O dziwo nawet teraz nie opadł. Sterczał dumnie do góry, a ja czułem coraz silniejsze i coraz mocniej wzbierające w moich trzewiach podniecenie. Odruchowo zacisnąłem napęczniałe jaja między udami, przeciągnąłem się, a przez moje plecy przebiegł przyjemny dreszcz. O tak, bez dwóch zdań, miałem ochotę na jeszcze. Jeżeli do tej pory rzadko uprawiałem seks, to teraz miałem okazję to zmienić. Postanowiłem odbić to sobie za te wszystkie stracone lata. 

Wstałem i ruszyłem w stronę lodówki. Była duża, wyższa ode mnie. Kiedy otworzyłem drzwi, z moich ust wyrwało się głośne: och! Stwierdziłem, że wszelkiego rodzaju żywności jest tu przynajmniej na dwa tygodnie i to dla czterech osób. Musiała robić zakupy w hipermarkecie, bo serki i jogurty były jeszcze w zgrzewkach. 

Tak czy inaczej, mnie w tej chwili interesowało coś innego. Na samym dole w kieszeni drzwi wciśnięte były puszki z piwem. Kilka rodzajów. Przejechałem dłonią po wieczkach tak jakbym nie mógł uwierzyć w to co widzę, a później wziąłem jedną i pociągnąłem za zawleczkę. Usłyszałem przyjemne pstryknięcie i syk. 

Od razu bez zastanowienia pociągnąłem porządny łyk. Goryczkowy smak i chłód napoju sprawiły, że odetchnąłem z ulgą. Dopiero po chwili spostrzegłem, że na suszarce leżą różnego rodzaju szklanki. Wziąłem jedną z nich, przechyliłem puszkę i ostrożnie po ściance nalałem złocistego trunku prawie po sam brzeg. 

Nago, nawet nie pomyślałem, żeby się ubrać, podszedłem do okna. Otwarte, duże, sięgające do kolan wpuszczało do środka przesycone wilgocią powietrze. Zanosiło się na burzę, ale bardziej to było czuć niż widać. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...