Szukaj na tym blogu

20 stycznia 2023

Miasto kobiet.

27. Językiem doprowadza mnie do orgazmu. 


Jakaż ta pizda, była ładna i podniecająca! To wszystko tak niesamowicie mnie nakręcało, że trudno było mi wytrzymać. Szczególnie że właśnie w tej chwili w swojej łapie trzymała mojego napęczniałego i sinego z rozkoszy fiuta.  Trzymała go na wysokości lekko uchylonych ust jak mikrofon i czekała tylko na ten ostateczny moment. Oczywiście nie czekała biernie. Pieczołowicie się nim zajmowała. 

Uniosłem głowę, aby móc ją lepiej widzieć. Chciałem mieć ją cały czas na widoku. Nie przeszkadzało jej to. Bezceremonialnie patrzyła mi w oczy. Delektowała się moim wciąż narastającym podnieceniem. Wychodziło na to, że znakomicie kontroluje sytuację. Niczym się nie przejmowała. To ja byłem tym gorszym, znajdą bez znaczenia, od której się bierze wszystko, co potrzeba i się odchodzi. Chociaż muszę się przyznać, że i mnie jakoś to pasowało.  

Po chwili zrozumiałem, po co go tak trzyma. Chodziło o to, że zabawa miała się dopiero rozpocząć. Po kilkunastu sekundach jak gdyby nigdy nic przejechała samym łbem po swoich gorących i wilgotnych usteczkach. Zrobiła to tak, jakby rozprowadzała na nich błyszczyk, powoli w jedną i w drugą stronę. 

-Ooooooch, - westchnąłem głęboko. 

Zrobiło mi się niesamowicie gorąco. Opanowanie tego wszystkiego było zbyt trudne. Poczułem, że tracę przytomność. Musiałem włożyć w to niesamowicie dużo wysiłku, aby nie odpłynąć całkowicie. 

Zaraz później wysunęła języczek i zaczęła lizać. Najpierw spokojnie: od dołu do góry, z wyczuciem, ale dostatecznie mocno, żeby za każdym razem przez moje plecy przebiegł gorący dreszcz. Później robiła dłuższe, mocniejsze pociągnięcia, a mnie już na poważnie kręciło się w głowie. Dyszałem jak stary cap, wiedząc, że jestem już na samym skraju porządnego wytrysku. Przyłożyła swój jęzorek całkiem mocno i nie odrywając go, zaczęła nim wodzić do góry i do dołu. 

-Och, och Boże, och, już nie mogę, - jęczałem, a ona w ogóle nie zwracała na to uwagi. 

Miałem wrażenie, że ją to nawet bawiło. Patrzenie na to jak się męczę, sprawiało jej widoczną radość. Wodziła języczkiem w poprzek po samej żyle i jej rozwidleniu. Nie mogłem oddychać. Dusiłem się, ale chciałem jeszcze i jeszcze. Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Mój kutas lśnił od jej śliny, skóra pod wpływem jej dłoni obciągnięta była do samego dołu, lśniła wypolerowana i gładka. Moje serce waliło jak oszalałe. To prawie już się działo. Czułem to całym sobą. Odlatywałem w kosmos. Byłem najszczęśliwszym facetem na świecie. 

W pewnym momencie jej górna warga wylądowała na samym wierzchołku niemożliwie nabrzmiałego penisa. Czułem jej oddech na środkowej części głowicy, a język przesuwał się niespiesznie od dołu do góry i z powrotem doprowadzając mnie tym samym do częściowej utraty zmysłów. 

W końcu coś zaczęło się dziać. Niby wiedziałem, co to jest, przecież doświadczałem tego już tak wiele razy, ale teraz zdawało się być to czymś zupełnie innym. Jakby nowy świt ogarnął całe moje ciało i całą świadomość, wszystko to, czym byłem i czymkolwiek kiedykolwiek miałbym być. 

To było mrowienie. Bardzo delikatne, a jednocześnie tak niesłychanie wyraźnie i charakterystyczne, że trudno było pomylić je z czymś innym. Powoli i stopniowo rozchodziło się od najdalszych części mojego ciała od czubków palców stóp i rąk. Szło w głąb niczym tsunami. Najpierw niewyraźne i ledwie wyczuwalne, by przybrać na sile, rosnąć i pęcznieć złowieszczo zmiatając po drodze wszystko, co stanowiło moje jestestwo. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...