19. Sklep i gołe policjantki.
Znów podszedłem do okna. Jeszcze raz się przeciągnąłem. Zaczynało mi się nawet tutaj podobać. Pomyślałem sobie, że może coś zjem, a później wyjdę na krótki spacer. Nagle do moich uszu dobiegł przenikliwy, przykry dla uszu wrzask:
-Zboczeniec!!! Łapcie go!!! Chłop w ubraniu!!! Policja!!!
Odruchowo spojrzałem w tamtym kierunku. Kilka metrów od okna stała kobieta w wieku może trzydziestu pięciu lat. Miała ciemne długie włosy, dość duże bardzo sterczące piersi i wskazywała na mnie palcem.
-Policja, policja, łapcie go!!! To zboczeniec!!! - darła się na cale gardło.
“Kurwa, co jest?” - pomyślałem, - “czemu ona tak krzyczy? Jaki zboczeniec, przecież wszystko jest w porządku? Nikomu nic złego nie zrobiłem. Czego ta baba ode mnie chce? A swoją drogą jest zajebiście podniecająca. No nie wiem, może to nie ja? Może chodzi o kogoś innego?”
Dopiero po chwili dotarło do mnie, że zjebałem sprawę.
-Kurwa mać, same kłopoty, - wyrwało mi się mimowolnie.
Szybko cofnąłem się w głąb mieszkania. Nie chciałem więcej problemów. Krzyki ucichły, ale moje zdenerwowanie nie zmalało. Czułem jak serce mi wali.
“To jakiś pojebany świat, żeby człowiek normalnie w ubraniu, jak bóg przykazał, nie mógł stanąć w otwartym oknie?”
Usiadłem w fotelu i dopiłem piwo. W tej samej chwili zaczęła we mnie wzbierać pasja.
“Ja im, kurwa pokażę! Pojebańcy! Chuj tam, zobaczymy, co się stanie. Zrobimy mały eksperyment. Ciekawe czy jesteście przygotowani na faceta w ubraniu?”.
Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Miałem dość. Chciałem rozsadzić ten system od środka. W kieszeni miałem kilka drobnych. Stwierdziłem, że wejdę do sklepu obok i kupię sobie gumę do żucia. Przecież nic mi nie zrobią. To potrwa tylko chwilę. Bez zastanowienia wstałem i wyszedłem.
Na ulicy, mimo wszystko gotowy do ucieczki, odruchowo rozejrzałem się dookoła. Jednak nikogo nie było. To może i lepiej. Chociaż sam się z siebie śmiałem.
“Niezły ze mnie chojrak. Kurwa, bab się boi, no nie. Przecież to tylko dziewczyny.”
Drzwi do sklepu otworzyły się z cichym brzęknięciem. To był mały sklep typu Żabka. Za ladą stała młoda dziewczyna. Spojrzała na mnie, ale ku mojemu zaskoczeniu nie podniosła alarmu.
“Chyba wszystko okej?”
To była drobna blondynka z malutkimi piersiami i niewielkim zarostem między nogami. Kutas sterczał między moimi udami, napierając na materiał spodni. Nie było jednak okej. To, że nie wydarła się na całe gardło, nie znaczy, że się nie przestraszyła. Patrzyła na mnie i nie mogła ode mnie oderwać wzroku. Tak jakbym na głowie miał antenkę, a moja skóra była zielona. Wyraźnie zbladła. No ale nic, poszedłem do kontuaru.
-Co podać, - powiedziała, nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Winterfresh ice i te cukierki miętowe, - powiedziałem, mając złudną nadzieję, że jednak nic się nie stanie.
Wyjąłem pieniądze i zapłaciłem. Na szczęście waluta się nie zmieniła. Wciąż obowiązywał poczciwy złoty polski. Resztę i zakupy włożyłem do kieszeni i wyszedłem. Nic się nie działo. Na razie. Chyba nawet odetchnąłem z ulgą. Za wcześnie.
Nie zdążyłem wrócić do swojego mieszkania kiedy moją drogę zajechał radiowóz policyjny. Zatrzymałem się i patrzyłem oniemiały. Z samochodu wydostały się dwie młode kobiety. Były nagie. To, że mam do czynienia z policją mogłem poznać jedynie po pagonach przypiętych do gołego ciała. O matko święta, to chyba były jakieś plastry, albo taśma dwustronna. W każdym bądź razie trzymały się dobrze. Na biodrach miały pasy z bronią. Zjawisko pierwsza klasa. Pierwszy raz widziałem coś takiego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz