Szukaj na tym blogu

21 stycznia 2023

Miasto kobiet.

28. Wytrysk w usta.


Zaciągnąłem się powietrzem tak, jakby to miał być mój ostatni oddech. Cała energia zaczęła kumulować się w jednym miejscu. Najpierw ogarniając okolice kutasa, a później wędrując tam, gdzie się spodziewałem, do samej żołędzi i przyprawiając mnie o totalne szaleństwo. Fiut lśnił, był jeszcze grubszy i sztywniejszy niż wcześniej. Nie mogłem zebrać myśli i tylko odliczałem czas do momentu, w którym się zacznie. Myślałem tylko o szczytowaniu. 

Na samym jego końcu dziurka powiększyła się i zaczęła pulsować. Dziewczyna nie przerywała. Z wielkim zapałem robiła to, co do tej pory. Przeciągała całą powierzchnią języka, pozostawiając grubą warstwę lepkiej ciepłej śliny, a ja odpływałem coraz bardziej i coraz bardziej wszystko miałem w dupie. 

Ze spokojem patrzyła na mnie i doskonale wiedziała, że właśnie teraz się spuszczę. Ta współpraca była niesamowita i cudowna zarazem. No i stało się. Nawet nie wiem, jak to się zaczęło. W pewnym momencie nasienie samo zaczęło płynąć. Nie byłem w stanie już nad niczym zapanować. Byłem gdzieś między Ziemią a Plutonem i było mi z tym zajebiście. Nie chciałem zmieniać ani jednego szczegółu. Zaczęło się bardzo niewinnie, od niewielkich, ale niesamowicie przejmujących skurczów, które wyrzucały umiarkowane porcje nasienia prosto na jej wystawiony języczek. 

-O tak, właśnie tak, - dyszałem ciężko, - jak cudownie. 

Chciałem to chłonąć wszystkimi zmysłami wszystkim, czym byłem, całym sobą.  Jako że ściskała mnie koło korzenia mocno i zdecydowanie, to mimo że byłem bardzo spięty i podniecony, moja sperma nie poszybowała pod sufit, tylko płynęła spokojnym strumieniem, który trafiał właśnie tam, gdzie miał trafić. 

Z zapałem rozcierała spermę po swojej twarzy. Mazała po ustach i policzkach jak najlepszym kremem. Intensywny zapach rozszedł się od razu po całym pomieszczeniu, sprawiając, że wszystko zdawało się być przesiąknięte seksem. Przez cały czas słyszałem jej nierówny podniecony oddech i westchnienia. To było śliczne i niesamowicie podniecające. Cały dół jej buzi był już brudny, a ja wciąż wyrzucałem z siebie kolejne porcje białego budyniu, który lepił się wszędzie tam, gdzie trafił. Patrzyła na mnie i swoim sprawnym językiem zbierała kropelki, które jeszcze wydostawały się z mojego węża. Wreszcie skończyła i spojrzała na mnie rozczulona. 

Na drewnianym niskim krześle w drugim końcu niewielkiego pomieszczenia siedziała brunetka. Chociaż nie wiem, jak to się działo, zaczynałem się do tego wszystkiego przyzwyczaić. Przychodziło mi to o wiele łatwiej, niż mogłem na początku przypuszczać. Może dlatego, że w pewnym momencie przestałem się tym wszystkim przejmować. Dałem się ponieść prądowi życia, bo tak było najprościej. Zacząłem zachowywać się tak, jakby w ogóle mnie nie to dotyczyło. Zdawało to egzamin, a nad tym co miało być później, na razie starałem się nie zastanawiać. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...