Szukaj na tym blogu

13 stycznia 2023

Miasto kobiet.

20. Celowały do mnie z paralizatorów. 


Nie mogłem oderwać od nich oczu. Może nie tyle z tego, że nie miały na sobie ubrań, chociaż to też bardzo mnie podniecało, tylko z tego niesłychanie groteskowego połączenia ich nagości z dystynkcjami służby publicznej przyczepionymi wprost do ciała. Dziewczyny były wyjątkowo apetyczne i miałem na nie niesamowitą ochotę. Obydwie miały duże lekko opadające cycki. Jedna z nich była posiadaczką jasnych jak len włosów, głowa drugiej była ciemna, prawie czarna. Między ich zgrabnymi udami znajdowały się w identycznym kolorze, superpodniecające zarosty cipek. 

-Dzień dobry, posterunkowa Malinowska, - przedstawiła się grzecznie, a pod moimi spodniami kutas naprężył się tak, jakby za chwilę miał je rozerwać, - poproszę od pana dokumenty.

Mimo niecodzienności tej sytuacji wydawało mi się, że wszystko z grubsza jest w porządku. "Ten świat jest nieco zwariowany", - pomyślałem sobie, - "ale to przecież tylko zwykła kontrola policyjna. Ja tylko grzecznie idę sobie po ulicy. Może takie mają tu procedury". Odruchowo sięgnąłem do kieszeni. Na szczęście dowód osobisty był na miejscu. Pokazałem jej niewielki kartonik, a ona spojrzała i od razu pokręciła głową. 

-Nie, nie, nie, - zaczęła, - to nie to. 

Spojrzałem na nią zaskoczony. Jednak coś było nie tak. 

-Jak to nie to? Przecież dałem pani dowód osobisty? - powiedziałem zaskoczony.

Już zacząłem się niepokoić. Morze rzeczywiście dałem jej nie to, co trzeba? Może to była jakaś karta kredytowa, ale kiedy zauważyłem moje zdjęcie w rogu, wiedziałem, że nie mogło być mowy o pomyłce. 

-Dowód przynależności, - powiedziała wolno i wyraźnie tak jakbym był niespełna rozumu. 

Szczęka mi opadła. "O co jej kurwa chodzi?" 

-Nie rozumiem, - powiedziałem, nie odrywając o w niej wzroku. 

Wyraz jej twarzy diametralnie się zmienił. Nie wydawała się już tak bardzo przyjazna jak na początku. 

-No co tak na mnie patrzysz, mężczyzno? Okaż się dowodem przynależności, inaczej cię aresztuję, - odezwała się stanowczym głosem. 

Widziałem, że wszystko coraz bardziej odbiega od normy, jednak z drugiej strony zdawałem sobie sprawę, że mam do czynienia z władzą, jakby nie było i żarty raczej nie są wskazane. Mimo wszystko pomyślałem sobie: “Kurwa, pojebało babę. Czego ona ode mnie chce?” Zastanawiałem się, jak to wszystko ugryźć. 

-Przepraszam, nie rozumiem, - zacząłem trochę jakby nie pewnie.

Nie poskutkowało. Zamiast jakiegokolwiek wyjaśnienia padły kolejne ostre słowa.

-Dlaczego chodzisz sam po ulicy bez dowodu przynależności? 

-Co?

-Gdzie jest twoja właścicielka? 

Przełknąłem ślinę. Zaczynało do mnie docierać, że nie rozumiem więcej, niż mi się wydaje, a ostrzeżenia mojej kochanki nie były bezpodstawne. Z jednej strony byłem trochę rozbawiony, rozdrażniony, a z drugiej coraz bardziej wystraszony. 

-Że co? - próbowałem jeszcze udawać głupszego, niż w rzeczywistości jestem. Moim świecie przy policji zawsze to skutkowało. Miałem nadzieję, że jakoś uda mi się z tego wykaraskać. 

Funkcjonariuszka sięgnęła do swojego pasa i wyjęła zza niego paralizator elektryczny. Kiedy wycelowała we mnie, a na końcówkach pojawiły się niebezpieczne iskry, zrozumiałem, że to nie przelewki. 

-Zdejmij ubranie! - uniosła głos.

Skrzywiłem się w grymasie niezadowolenia. 

-Że co? - rzuciłem odruchowo. 

To był błąd. Jej reakcja była błyskawiczna. 

-Natychmiast! W tej chwili! - wydarła się na całe gardło, celując we mnie z niewielkiej odległości. 

Druga funkcjonariuszka, ubezpieczając koleżankę, zachowywała się w podobny sposób. Więc jednak to nie były żarty. Celowały do mnie z paralizatorów dwie gołe policjantki i kazały się rozebrać. “Paranoja jakaś”, - pomyślałem. Coraz dobitniej docierało do mnie, że mam się nie stawiać. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...