Szukaj na tym blogu

4 stycznia 2023

Miasto kobiet.

11. Walenie konia i mineta.


Pokój pociemniał. Zasłony w oknie z cichym szumem zjechały do środka, odcinając dopływ światła słonecznego i tworząc bardziej przyjemny nastrój. Była tak blisko mnie, taka gorąca i pachnąca, że zadrżałem. To stało się szybciej niż mógłbym się spodziewać. Od razu bez zastanowienia, tak bardzo bezceremonialnie chwyciła mnie za moją grubą i sterczącą pałę. 

Nie pytała o zdanie, o nic nie prosiła, tylko brała to, co jej zdaniem, należało do niej. Poza tym zrobiła to tak gwałtownie i zdecydowanie a ja nie byłem na to absolutnie przygotowany, że niemal podskoczyłem do góry. Odebrało mi mowę, kiedy jej dłoń mocno i zdecydowanie zacisnęła się na moim penisie. 

No cóż, stało się. Od teraz mój fiut należał do niej. Zdaje się, że ja miałem bardzo niewiele do powiedzenia. Raczej nie mogłem wyrazić swojego zdania czy mi się to podoba, czy nie. No cóż, jednak podobało się i to bardzo. 

Trzymając go od spodu, przesunęła uścisk do góry w stronę napęczniałej, oplecionej grubą żyłą, głowicy. Zrobiło mi się gorąco i słabo. Nie chciałem zemdleć, a zanosiło się na to przy takim obrocie spraw. Później nastąpił kolejny i kolejny raz. Pociągnięcia były miękkie i sprężyste, powtarzały się raz za razem i trudno było mi uciec od nich świadomością. Dyszałem tylko ciężko i za wszelką cenę próbowałem utrzymać się przy świadomości. 

Zaraz później nasze usta równie gorące i spragnione połączyły się w niesamowitym pocałunku. Mogliśmy tylko pojękiwać cicho i dyszeć coraz bardziej pogrążając się w namiętnej ekstazie. 

-Och, och, och kurwa, młoda, co ty ze mną wyprawiasz? - wyrzuciłem prosto w jej śliczną buzię. 

Odpowiedziałem jej ciepłym westchnieniem w prosto w moje usta:

-Uuuuuhhhh… och… bierz mnie… 

Zaraz później przeszliśmy do kolejnej fazy. Nastąpiło to tak szybko, że nie zdążyłem zarejestrować zmiany. Ona leżała na tym łóżku ze złączonymi udami, ale wysoko podciągniętymi kolanami. Prawie pod samą brodę. Miałem do dyspozycji wszystko, na czym w tej chwili mi zależało. Przede wszystkim jej oszałamiającą młodą cipeczkę. Nie czekałem ani minuty. Od razu chciałem przejść do rzeczy. Zanurzyłem się w niej bardzo głęboko, jeździłem brodą, językiem od dołu do góry, muskałem napęczniałą, wystającą łechtaczkę, drażniłem, nie dawałem spokoju. Była moja i tylko moja z nikim nie zamierzałem się nią dzielić. 

Wydawała z siebie coraz bardziej podniecone, pełne ekstazy dźwięki. Wzdychała jakby była w gorączce, jakby podawana była jakimś wymyślnym torturom. Jednak absolutnie nic się nie działo. To były tylko moje pieszczoty, tylko to, co ja sam jej dawałem, nic więcej. Chwilami brakowało jej tchu. Wydawało mi się, że kona. Wiedziałem jednak, że to tylko orgazm może kolejny może pierwszy, ale długi. Nie wiem. Lizałem, męczyłem. Przy okazji włożyłem dwa palce w jej kakaowe oczko. Doprowadzałem ją na sam skraj rozkoszy, a ona to wszystko przyjmowała, zdawała się prosić o więcej. Nie chciała, abym choć na chwilę przestał. 

Trudno mi powiedzieć, ile to wszystko mogło trwać. Trudno w takim momencie zwracać uwagę na upływający czas. W każdym bądź razie, kiedy uznałem, że jest już wystarczająco podniecona, znów przywarłem do jej ust w gorącym pocałunku, a ona go odwzajemniła. Wszystko na leżąco. 

W międzyczasie szeroko rozłożyła uda, zapraszając mnie do środka. Całując, pieściłem jej piersi, a ona cicho dyszała. Po chwili już w niej byłem. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...