Szukaj na tym blogu

18 listopada 2023

Randka w ciemno

34. Bzykałem tę młodą cipeczkę.


Gdybym ją chciał wziąć w ramiona, objąć, to pewnie by się w nich cała zmieściła, choć sam nie byłem typem dryblasa i pakera. Ale nie to było najważniejsze. Nie jej ciało, bo do tego zacząłem się powoli przyzwyczajać. W tej chwili, w tej jednej, krótkiej chwili poraziło mnie jej spojrzenie. W tym jej geście oddania uniesionych wysoko dłoni, w tym dziecięco dorosłym spojrzeniu pełnym pożądania i podniecenia zobaczyłem zwykłe kurestwo.

"Mała nimfomanka," - dotarło do mnie, - "ja pierdolę, mała nimfomanka". 

Jej oczy mówiły: "nie daruję ci. To jeszcze nie koniec. Wykorzystam cię tak, jak będę chciała i wtedy kiedy będę chciała, a ty będziesz robił wszystko to, co ci powiem. Koniec". 

Mój umysł potrzebował stabilności, bo zaczynałem tracić poczucie orientacji. 

Nie miałem czasu na zaczerpnięcie przysłowiowego oddechu, na uspokojenie się. Jeszcze może, jakby to powiedzieć, próbą odzyskania stabilności, by nie popaść doszczętnie w obłęd, było ponowne przejście do ostrej gry, do zdecydowanej zabawy. No ale przecież ona tego chciała. Czekała na to. Tak to odczytałem. 

Stało się to tak szybko, że mnie znów wyszło ze mnie dzikie zwierzę. Może to zwierzę było we mnie cały czas, tylko nie potrafiłem go odkryć. Sam nie wiem. Przestałem kalkulować, zastanawiać się. Moje ciało, mój instynkt dyktował mi, co mam robić, jakie ruchy wykonywać. Właśnie. Rękawica została rzucona, wyzwanie przyjęte. Nie wiem, czy brała pod uwagę także i moje szaleństwo, moje zachowanie. Może przeliczyła się w swojej kalkulacji, a może nie. Nie wiem. Trudno to określić. 

Błyskawicznie obróciłem ją plecami w swoją stronę, położyłem dłoń na jej łopatkach i zmusiłem do tego, aby się pochyliła do przodu. Później w jakiś sposób chwyciłem ją za dłonie. Nasze palce splotły się w jedno tak, że nie miała za bardzo ruchu. Te splecione dłonie przycisnąłem mocno do jej bioder od przodu, a swoje podbrzusze do jej pośladków. Kiedy w nią wchodziłem swoim twardym, długim mieczem, przed moimi oczami zrobiło się ciemno, a w uszach usłyszałem monotonne dudnienie. Wytrwałem jednak. 

Stała przede mną w delikatnym rozkroku na nieco ugiętych kolanach, mocno pochylona do przodu. Nasze dłonie były splecione, a ja siedziałem w niej po same jaja. Z jej gardła wydobywały się krótkie, stłumione nieartykułowane dźwięki, westchnienia stęknięcia, coś na kształt dziewczęcego, młodego płaczu. Zacząłem pracować swoimi biodrami, a mój fiut poruszał się w niej równo i gładko do przodu, do tyłu, do przodu, do tyłu do przodu, do tyłu… To był amok. Orgazm napływał szybkimi krokami z każdego zakamarka mojego ciała i nie byłem już w stanie nad tym zapanować. 

Na granicy najwyższego podniecenia, na granicy orgazmu mojego i jej, ta młoda laska nie była już w stanie utrzymać się na nogach. Ugięły się pod jej ciężarem i opadła ciężko na kolana. Wciąż mocno pochylona do przodu, ze splecionymi dłońmi, stękała, osiągając swój gorący szczyt. Teraz jej uda były szerzej rozwarte. Klęczałem za nią i poruszałem swoimi biodrami: i raz, i raz, i raz… Moje jaja uderzały o jej podbrzusze: chlap, chlap, chlap… 

-Ych, ych, ych… - raz po raz wydobywało się z jej gardła. 

Bzykałem tę młodą cipeczkę, a jej soki płynęły po jej udach, spadając gęstymi, śliskimi strugami na ten mały biało-szary dywanik, mocząc go i plamiąc w różnych miejscach. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...