28. Zobaczyłem w niej lolitkę.
I wszystko zepsułem. Cały ten prześliczny cudowny obrazek. Cały ten sielankowy słodki krajobraz, który się przede mną rozciągał i który zdawał się tylko bajką, baśnią, czymś nierealnym. Zresztą, stało się to tak szybko, a ja miałem tak niewielką nad tym kontrolę, że trudno się dziwić, że mogło być w ogóle inaczej.
Kiedy się do niej zbliżałem, taki nagi, z tym swoim umazanym w spermie kutasem, kiedy podszedłem do niej delikatnie z boku i spojrzałem na jej twarz, nie zobaczyłem w niej już dziecka, nie zobaczyłem tej niewinności, która przecież powinna tam być, prawda? Nie wiem, może to ze mną coś jest nie tak.
Zobaczyłem w niej młodą, prześliczną, podnieconą, napaloną na dorosłego faceta lolitkę. Zobaczyłem w niej nie niewinność i skromność, ale doskonale wyreżyserowaną, bezpruderyjną, wyuzdaną seksualność. Zobaczyłem nie dziewczynę, lecz kobietę. Choć młodą, to psychicznie w pełni ukształtowaną i doskonale wiedzącą, czego od życia pragnie. Zobaczyłem kobietę, która u mnie to wykorzystać i wziąć tyle, ile chce, a mężczyzn traktuje jak zabawki, jak rzecz.
Chociaż z drugiej strony, czy tak rzeczywiście było? Nie wiem. Może to tylko moja bujna wyobraźnia i marzenia, może to moje życzeniowe myślenie. Trafiła mi się taka okazja. Nie wiem. W każdym razie w tej jednej chwili, w tej sekundzie, coś we mnie pękło. We mnie i w niej. No bo przecież równie aktywnie brała w tym udział.
Patrzyła na mnie, a właściwie już nie na mnie, tylko na mojego sterczącego penisa, już w pełni gotowego do seksu. Patrzyła wzrokiem dzikim, wzrokiem błędnym, wzrokiem pożądliwym. I kiedy jej się dokładnie przyjrzałem, w tej jednej sekundzie zobaczyłem, jak dolna warga tej młodziutkiej laseczki drży. To było ledwie dostrzegalne i działo się wbrew jej woli. Zrozumiałem, że teraz albo nigdy. Że ona tego chce i to bardzo.
W następnej chwili klęczała przede mną, u moich stóp. Nisko. Mój gruby chuj siedział już w jej ustach prawie do samego końca, a ja oburącz, jak piłkę koszykową trzymałem jej głowę i wbrew jej ruchom ciągnąłem mocno do siebie, wbijając się w jej gardło swoim długim mieczem.
Boże, to było takie wyuzdane, grzeszne, a jednocześnie tak niewinne skromne i takie nasze! Trzymałem jej głowę i poruszałem do przodu i do tyłu, a ona patrzyła na mnie. Wciąż patrzyła na mnie tymi swoimi wielkimi, czarnymi oczami i nie protestowała. Brała wszystko, co jej dawałem.
Po chwili, w jakimś amoku, głęboko osadzoną na mojej tyczce, przytrzymałem. Siedząc w niej po same jaja, zamarłem w bezruchu na chwilę, obserwując jej reakcje. Dziwne. Przywykła? Oddychała przez nos i nie krztusiła się już. To fakt była artystką. Pomimo młodego wieku, wiedziała, co robić. Jej język nie pozostawał bierny i tańczył ze wszystkich stron mojego grubego narzędzia, doprowadzając mnie do szaleństwa. Bardzo szybko osiągnąłem niebotyczne podniecenie. Znów byłem gotowy.
Orgazm przyszedł sam. Szybko, niespodziewanie, błyskawicznie i był gigantyczny. Poczułem tylko, jak pod moim ciężarem uginają się nogi, jak chwieję się niczym kolos na glinianych nogach. Miałem wrażenie, że za chwilę padnę trupem. Czułem tylko pulsowanie w kroczu, darcie w jajach. Czułem jak w olbrzymich, szybko następujących po sobie, skurczach pompuję w jej gardło niesamowite ilości gorącego nasienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz