45. Nie strzeliłem w jej cipkę.
Trzeba było zacząć działać, tylko jak, kiedy już byłem na granicy wytrysku? Trzeba było zacząć poruszać moim fiutem do przodu i do tyłu, wchodzić i wychodzić, głęboko do samego końca, niczego nie żałować nie szczędzić sił i energii, a ja już piszczałem z rozkoszy i nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Musiałem sobie jakoś z tym poradzić, musiałem podjąć to wyzwanie, skoczyć na głęboką wodę, by później niczego nie żałować. Wiedziałem, że drugi raz coś takiego się nie powtórzy.
Boże, nie wiem, co się wtedy ze mną działo. Nie potrafię tego wyjaśnić. Wiem tylko, że ja, młody chłopak, poczułem się tak niesamowicie dowartościowany i doceniony, jakby mi skrzydła na plecach wyrosły, jakbym unosił się nad ziemią niczym anioł.
-Boże, ale jesteś rozkoszny, - chłopcze, dyszała ciężko, - no pchaj się, pchaj się, nie żałuj sobie. Pokaż, na co cię stać. Wiem, że twój kutas potrafi wiele. Pokaż mojej piździie, że jesteś w stanie ją zadowolić, chłopcze. Ruchaj mnie, ruchaj mnie mocno dzieciaku!
Poprawiła pozycję. Usiadła bardziej pionowo, szerzej rozsunęła swoje uda, bym miał lepszy do niej dostęp. Naciskała palcami na swoją cipkę tuż powyżej łechtaczki i chyba sprawiało jej tę dużą rozkosz, bo zaczynała jęczeć i wzdychać głośno. Jej jaskinia miłości robiła się coraz bardziej ciasna. Właśnie, zaskoczyła mnie tym, że była tak ciasna, tak gorąca, wilgotna i słodka. Słodka jak u nastolatki. Na dodatek była tak obszerna, mięsista i tak szczelnie obejmowała mojego żołnierza, że tym wszystkim przebijała najlepszą uczennicę. Ściskałem mocno swojego kutasa u samej podstawy i może właśnie dlatego nie strzeliłem w jej cipkę gorącą porcją mojego nasienia. Ściskałem mojego chuja mocno i zawzięcie i pchałem się w jej słodkie wnętrze coraz dalej i dalej, a przed moimi oczami stopniowo zapadała ciemność.
"Kurwa", - myślałem, - "nie dam rady! Ja pierdolę, nie dam rady! Spuszczę się!"
Ale wiedziałem, że muszę wziąć się w garść, że muszę zacząć ją ruchać równo i regularnie, by doprowadzić to wszystko do końca, by wyjść z tej sytuacji z podniesionym czołem.
Kiedy położyła się na tym stoliku, dobrze, że był taki mocny i wytrzymały, kiedy tak się położyła, a nogi założyła za głowę, całkowicie odsłaniając swoją pizdę, było już o wiele łatwiej. Stolik był na tyle niski, że jej cipka znajdowała się poniżej poziomu mojego kutasa. Niewiele, ale jednak. To dawało mi nową perspektywę, bo mój fiut musiał wyginać się w niewłaściwą stronę. Wygiął się w pałąk i miałem wrażenie, że za chwilę strzeli jak gałąź sosnowa. Ból i rozkosz mieszały się w tak słodkim koktajlu, że stopniowo zaczynałem tracić kontrolę nad sobą.
Wciąż trzymała palce w górnej części swojej kobiecości tak, że jej łechtaczka wysuwała się daleko do przodu, a ja wciąż trzymałem u podstawy mój korzeń, by lepiej sterować jego poczynaniami. Niemal czułem, jak w moich jajach zbiera się ponownie potężny ładunek spermy, który już domaga się natychmiastowego uwolnienia.
Wchodziłem w nią, delikatnie uginając kolana i napierając do przodu. Każdy ruch w tę i z powrotem sprawiał mi tak niebywałą rozkosz, że bałem się, iż kiedykolwiek może się to skończyć. Chciałem, aby trwało to wiecznie, bez końca.
Do przodu, do tyłu, do przodu, do tyłu, równo, powoli, zdecydowanie, dokładnie. I raz, i dwa, i raz, i dwa… do dołu, do góry, do dołu, do góry… chlip, chlap, chlip, chlap… Mój penis lśnił jej soków. W powietrzu unosił się ciężki słodko-kwaśny zapach jej kobiecości, naszego wspólnego podniecenia. Dochodziła. Powoli, ale konsekwentnie dobijała do swojego portu. Czułem to, bo każdy skurcz jej cipki przyprawiał mnie o silny zawrót głowy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz