Szukaj na tym blogu

14 listopada 2023

Randka w ciemno

30. Czekała zapraszająco na moją decyzję.


Nie wiem, może to tylko moje poczucie wstydu, zażenowania, moje poczucie winy, wymieszane z gigantycznym podnieceniem i lęk przed tym, co może się stać, gdyby to wszystko miało wyjść na jaw. Może to tylko moja bujna wyobraźnia, jak zwykle, ale w tym momencie nie byłem w stanie racjonalnie myśleć, podejmować właściwych decyzji. Burza, która się we mnie rozszalała, zawładnęła mną całkowicie.

Rzeczywiście, przegrałem z kretesem na całym froncie. W żadnym wypadku nie można powiedzieć, że była to skromna, niewinna małolata. Małolata może i owszem, ale czy stroma i czy niewinna? Może na taką chciała wyglądać. Kreowała się na taką. Świetnie jej to wychodziło, a mężczyźni, bo zapewne nie byłem ani pierwszy, ani ostatni, robili dla niej  wszystko, co tylko chciała. Zastanawiało mnie tylko, jak daleko to się posunęło? Jak daleko to było wyreżyserowane, zaplanowane? Tego ani wtedy, ani dzisiaj nie potrafię stwierdzić.

Boże, tak doskonale to wszystko pamiętam. Wszystkie, najdrobniejsze szczegóły. Kiedy położyła się na plecach na tych zimnych płytkach w łazience, kiedy położyła się tak przede mną, kiedy tak szeroko rozłożyła swoje jędrne, dziewczęce uda, kiedy tak śmiało, bezczelnie wystawiła w moją stronę swoją młodą, pulchną, dopiero co pokrywającą się delikatnym zarostem cipeczkę, byłem już jej niewolnikiem. Nawet nie potrafię powiedzieć, co się wtedy ze mną działo. Myślałem sobie: "dziewczyno, co ty robisz? Nie! Och nie, podnieś się, proszę cię! Tak nie można. Tak nie wolno".  

Nie chciałem nawet patrzeć na to miejsce. Jej cipka była wilgotna, lśniła perełkami potu i własnych soków. Zapraszała. Walczyłem ze sobą. Chciałem odwrócić wzrok, odejść, wyjść z tej łazienki, ale nie mogłem. Coś mnie tam ściągało, coś kazało mi patrzeć, a ona tak niewinnie ułożyła swoje ramiona obok głowy. Rozłożona, rozkrzyżowana, bezbronna na tej podłodze, czekała zapraszająco na moją decyzję. 

W końcu poddałem się. Moje kolana same się ugięły. Opadłem i pochyliłem się. Później podparłem się na rękach i zawisłem twarzą nad jej niewinną, skromną kobiecością pół metra od celu. Patrzyłem, drżałem. Oddech były szybki, nerwowy, serce waliło jak młotem. 

"No dalej, już, zacznij to robić", - coś zmuszało mnie do wysunięcia języka, pochylenia się jeszcze bardziej i wsunięcia go w sam środek tego wilgotnego, przecudnego kwiatuszka. 

Pachniała jak egzotyczna orchidea, zerwana nocą przy blasku księżyca. Smakowała jak najsłodsza ambrozja. Kiedy wsunąłem swój język głęboko w ciasne wnętrze niczym grubego penisa, z jej gardła wyrwało się ciche, głębokie westchnienie: 

-Ooooch.

A później stało się jeszcze coś. W tamtej chwili, tej nocy po seksie z Elą, w ich łazience z tą niesamowitą gówniarą zachowywaliśmy się w sposób dziki, wyuzdany, bezpruderyjny, ale tak niesamowicie naturalny i prosty. Nie myśleliśmy nad tym, co robimy. Nawet przez chwilę się nie zastanawialiśmy, co, jak i w jakiej kolejności wykonać. To nie było wyuczone. Gra, która między nami się toczyła, była jak najbardziej naturalna. 

Usadowiłem się po turecku, a ona ułożyła się między moimi, szeroko rozsuniętymi kolanami, plecami dociskając mojego penisa do podbrzusza i równie szeroko rozłożyła swoje młode uda, wystawiając na widok moich pożądliwych oczu swoją słodką i gorącą cipeczkę. W pewnym sensie była jak dziecko, zachowywała się jak dziecko, ale z drugiej strony w tym jej zachowaniu nie było ani krzty dziecinności. Wszystko było takie dorosłe, pełne seksu i pożądania. Poza tym, i to chyba najważniejsze, była taka malutka, drobna, delikatna, całkowicie mieściła się między moimi kolanami. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...