Szukaj na tym blogu

7 listopada 2023

Randka w ciemno

23. Szła po trupach.


W ten sposób pierwsze lody zostały przełamane. Dzielił mnie od niej już tak niewielki dystans, że miałem wrażenie, jakby wcale go nie było. No i to wcale nie był koniec. Gdyby na tym się skończyło, mógłbym mieć jeszcze jakieś wątpliwości i się zastanawiać. Mógłbym powiedzieć, że to był przypadek, że to nie było kokietowanie, typowy podryw młodej dziewczyny. No ale nie.

To, co się stało w następnej chwili, przesądziło o wszystkim. Dziewczyna wchodziła w moją psychikę jak przecinak. Szła po trupach, oczywiście na swój słodki niezaprzeczalnie, sposób. Była jak pajęczyca, która omotała mnie swoją siecią. Nie byłem w stanie się z tego uwolnić. Słodka urocza i na dodatek młoda. Efekt mógł być tylko jeden. 

Zmieniła pozycję. Oparła się plecami o ścianę, a nogi podciągnęła pod piersi. Oczywiście nie dało się zrobić tego tak, żeby nie pokazać kolan i ud. No bo jakżeby inaczej. Jej spódniczka była tak krótka, że nie zasłaniała prawie niczego. Chociaż może nie była wcale taka krótka, tylko mi się tak zdawało. Mimo to w tej chwili nie ma to aż takiego znaczenia. Jej plisowana spódniczka zjechała na biodra, odsłaniając pośladki i białe majtki w pomarańczowe kwiatki. 

Wtedy dla mnie było to jak wystrzał z karabinu. Zamarłem z wrażenia. Wstrzymałem oddech. Myślałem, że serce wyskoczy mi z klatki piersiowej. "Zrobiła to celowo, Boże zrobiła to celowo", - myślałem, próbując zapanować nad emocjami. Chociaż z drugiej strony nie wiem, dlaczego tak się ekscytowałem. Przecież tak naprawdę ona jeszcze mi nic nie pokazała. Nadal nic nie widziałem. Przecież to była jakaś paranoja. Jak mogły podniecać niezwykłe majtki? Na dodatek takie mało erotyczne w kwiatki. A jednak. To był jakiś afrodyzjak. Wtedy ten temat był dla mnie bardzo tajemniczy. Dopiero odkrywałem pewne tajemnice życia i wszystko mnie zaskakiwało. Pokazała mi swoje majtki i zachowywała się tak, jakby w ogóle tego nie było, jakby o tym nie wiedziała. Ja byłem pewny, że wiedziała. 

No tak, jak już wspomniałem na samym początku, ta młoda dziewczyna to był zupełnie osobny rozdział całej tej historii. Opowiadając o tym wydarzeniu, nie da się go pominąć. Chociaż z drugiej strony nie wiem w ogóle, jak to tłumaczyć, bo to było takie dziwne. Może wymyślam w tej chwili, ale wydaje mi się, że było moim przeznaczeniem bliskie spotkanie z tą słodką landrynką, z tym cukierkiem owocowym. Po prostu musiało do tego dojść i zdaje się, niewiele mogłem na to poradzić. Wiedziałem o tym, czułem to gdzieś w głębi swojego jestestwa. 

Drugie spotkanie z tą małolatą było dla mnie równie wielkim, jak nie większym, szokiem niż to pierwsze. Bardzo dobrze to pamiętam. To był środek nocy. Właśnie skończyłem ostre i gorące bzykanko z jej starszą siostrą. No i muszę powiedzieć wam, że było naprawdę dobre. Jeszcze nigdy w życiu tak dobrze nie ruchałem. Zdawało mi się, że jestem wypompowany do cna. No cóż, było to tylko złudzeniem. No ale byłem szczęśliwy i zadowolony jak amorek. 

Dopiero co skończyliśmy. Ela leżała jeszcze z rozłożonymi szeroko udami i cipką na wierzchu, nie wiedziała, co się z nią dzieje i powoli dochodziła do siebie, a ja postanowiłem pójść do łazienki i zrobić siku. Z mojego na wpół sztywnego fiuta dużymi, lepkimi kroplami wprost na podłogę spadała sperma. Nie dbałem o to, że pozostaną ślady. Byłem nawet dumny, że jestem takim ogierem.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...