Szukaj na tym blogu

15 listopada 2023

Randka w ciemno

31. Na granicy przecudownego, słodkiego orgazmu. 


Czule obejmowałem ją swoimi ramionami z dwóch stron, a moje palce lubieżnie zbliżyły się do jej kobiecości. Z wielkim pożądaniem, a jednocześnie bardzo delikatnie położyłem opuszki po obydwu stronach jej szparki, ostrożnie odciągnąłem na boki, czując ich miękkość i sprężystość. Moim oczom ukazała się świeża, doskonale wybarwiona, soczysta i żywa różyczka, kwiatuszek zerwany o porannej rosie, o wschodzie słońca, który rozchyla swoje płatki, aby żyć. 

Czułem, jak ta młoda dziewczyna drży w moich ramionach, jak kurczy się i szarpie w narastających konwulsjach rozkoszy, wiedząc, a właściwie nie wiedząc, podejrzewając tylko, co może się stać, co mogę zrobić z tym jej skarbem, w jaki sposób się zabawię, w jaki sposób doprowadzę ją na sam szczyt. 

Po kilku chwilach siedziałem już normalnie, to znaczy na pośladkach na tej podłodze. Pod spodem czułem chłodne płytki. Moje kolana podciągnięte były pod klatkę piersiową, a na jednym z nich jak małe dziecko, potrzebujące ojcowskiej miłości, jak niewinna dziewczynka, jak mała laleczka grzecznie spoczywała Anetka. W ten sposób trzymałem ją w swoich ramionach. 

Spoczywała między moimi udami, mocno przytulona do mojego drżącego, spoconego torsu. Jedną dłonią obejmowała mnie za plecy, a drugą gładziła klatkę piersiową. Patrzyliśmy sobie w oczy. Nasze twarze były bardzo blisko siebie. Wymienialiśmy się gorącymi, szybkimi oddechami. Anetka swoim biodrem raz po raz rozgniatała mojego podnieconego, sztywnego penisa oraz twarde i duże kule jaj. Drżała i trzęsła się we wciąż narastającej, słodkiej rozkoszy. Jej młode uda były szeroko rozchylone, a między nimi, w samym centrum wilgotnego, ciasnego kwiatuszka spoczywały moje nienasycone palce i penetrowały go w poszukiwaniu najbardziej czułego miejsca. Patrzyłem na nią i cała ta czynność wydawała mi się poezją.

Ta młoda dziewczyna była tak drobna, tak krucha, delikatna, że zniknęła w moich objęciach, jakby jej prawie nie było. Wciśnięta w moje ramiona, oddychając szybko, swoimi ciemnymi oczami i słodkim uśmiechem, prosiła, bym robił to dalej. Wszystko to sprawiało, że byłem na granicy wytrysku, na granicy przecudownego, słodkiego orgazmu. 

Oczywiście nie trwało to zbyt długo. Nie mogło. Nawet jakbyśmy się bardzo starali, nie byliśmy w stanie wytrzymać dłużej niż z kilka minut, zabawiając się swoimi palcami. Aha, zapomniałem powiedzieć, że na tej podłodze był dywanik, coś w rodzaju miękkiej, kudłatej wycieraczki, tak aby wychodząc z wanny, nie stawać na chłodnych płytkach. Nie było to zbyt duże, ale wystarczyło, abyśmy mogli zrobić to, co chcieliśmy. Wystarczyło, chociaż teraz zastanawiam się, w jaki sposób w ogóle było to możliwe, abyśmy obydwoje się na tym czymś ułożyli, na boku, jedno za drugim i abyśmy zaczęli się kochać, od tyłu, a zrobiliśmy to.  

Nie wiem, jak dokładnie to się stało. Czy to ona pierwsza się położyła, czy może ja, ruchem swojej dłoni zmusiłem ją, by legła przede mną? Nie wiem też, czy było nam wygodnie. Żadna taka myśl wtedy nie przyszła mi do głowy. Wiem tylko, że ona sama uniosła swoją prawą nogę wysoko do góry, odsłaniając mi wszystko to, co miała najcenniejszego. Mnie pozostawało tylko zrobić resztę. Chwyciłem swojego potężnego penisa w garść, ścisnąłem go mocno tak, że zakręciło mi się w głowie, skierowałem wprost w samą głębię jej jaskini miłości i jednym łagodnym, choć zdecydowanym pchnięciem, wszedłem w jej gorącą kobiecość. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...