21. Uwodzenie było jej drugą naturą.
Powiedzenie, że Anetka była młodszą kopią swojej siostry, nie byłoby zbyt precyzyjne. Poza tym w żaden sposób nie oddałoby jej własnej urody. Fakt, Anetka była podobna do swojej starszej siostrzyczki, ale miała w sobie jakąś domieszkę urody azjatyckiej. Może to tylko złudzenie, ale tak mi się wydawało.
Drobna, niesamowicie harmonijna o trójkątnym pokroju buzia. Mały, ale dosyć szeroki nosek, kształtne równie ładne usta i śliczne czarne oczy. Buzia — to chciałem podkreślić, bez najmniejszej skazy czy to trądziku, czy nierówności, czy niedostatków urody. Idealnie gładka, pielęgnowana nie kosmetykami, ale młodą świeżością. Jej ciemne, prawie czarne włosy, może z niewielkim dodatkiem głębokiego kasztanu długą, nierówno obciętą grzywką opadały na czoło, zasłaniając częściowo jej ślicznej źrenice.
Boże, prawie sikałem po nogach na jej widok. Nawet, teraz kiedy o tym piszę, robi mi się słodko i bardzo przyjemnie. Poza tym czułem się dodatkowo dziwnie, a jednocześnie jakoś tak niesamowicie z samego tego powodu, że przecież nie przyjechałem do niej tylko do jej siostry.
Jakoś tak od pierwszej sekundy, od pierwszego momentu coś we mnie krzyczało, że to jakaś pomyłka, że to jakaś straszna pomyłka, że powinienem przyjechać właśnie do niej. Chociaż ogólnie rzecz biorąc, nie miałem czego żałować.
Ela przecież była bardzo atrakcyjną, piękną o idealnych kształtach dziewczyną. Ela była dorosłą kobietą i naprawdę byłoby grzechem mówić jakiemukolwiek facetowi, że żałuje, że to z nią się właśnie spotkał. Przecież miałem już ją w swoich ramionach i doskonale wiedziałem, co może mi zaoferować. To ona do mnie napisała, zdecydowałem się na nią, zdecydowałem się pójść w tamtym właśnie kierunku, i to ona miała do mnie pierwszeństwo.
Dlaczego właśnie teraz tak się czułem? Przecież nie powinienem. Anetka to było dziecko. Wyglądała jak dziecko i zachowywała się jak dziecko, chociaż miała swoje piętnaście lat. Mimo to właśnie coś w tym było. Nie potrafię określić co. Może właśnie to? Młodość, wdzięk i słodka uroda.
Siedziała teraz na tym łóżku, a drzwi do jej pokoju były uchylone. Stanąłem w nich, a ona mnie nawet nie zauważyła. Patrzyła za okno na przejeżdżające samochody. Patrzyła z ponad tych swoich owalnych okularów jakby onieśmielona, trochę, zatroskana zdziwiona, ja myślałem: "cudowny kwiatuszek, pączek, lilia, róża, anioł w ludzkiej postaci, który zstąpił na ziemię, aby mnie zbawić, aby mnie zabrać do raju". Dopiero po dłuższej chwili, nie wiem, ile to mogło trwać, minutę, dwie takiego mojego przyglądania się, a wręcz gapienia na nią, odwróciła się powoli w moją stronę.
Później wcale nie było łatwiej. Nie poczułem się bardziej rozluźniony i spokojny. Ona miała to we krwi. Uwodzenie było jej drugą naturą. Nie musiała wymyślać skomplikowanych sposobów, aby totalnie zawrócić facetowi w głowie. Nie musiała chwytać się okrytych tajemnicą sztuczek, aby poderwać chłopaka. Ona robiła to tym, kim była, swoją osobą, truskawkowym wyglądem i miała w tym stuprocentową skuteczność i nawet nie zdawała sobie z tego sprawy. W każdym razie, jeżeli chodzi o mnie. O innych facetach trudno mi się w tej chwili wypowiadać.
Odwróciła się, jeszcze szerzej rozsunęła uda, te swoje śliczne jędrne uda, które tak niesamowicie mocno rozbudzały moją wyobraźnię, pochyliła się nieco do przodu i podparła między nimi na dłoniach. Przy czym patrzyła na mnie znad tych swoich okularów w taki sam sposób, w jaki przed chwilą spoglądała na ulicę. To było niesamowicie uwodzicielskie, a jednocześnie tak niewinne i skromne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz