41. Przecież ja do pani córki…
No ale dobra, w sumie to też nie było do końca tak. Cała ta sytuacja, wszystko to, co się działo, sprawiło, że moje podniecenie po prostu eksplodowało. Nagle wszystko wystrzeliło w kosmos. Straciłem poczucie orientacji tego, co dobre i złe. Straciłem poczucie tego, gdzie się znajduję i kto jest obok mnie. Straciłem poczucie tego, co właściwe i niewłaściwe. Poza tym brnąłem w to, chociaż, za cholerę tego nie rozumiałem. Nie rozumiałem ani siebie, ani swoich reakcji. Po prostu zostałem wmanewrowany w coś, nad czym nie miałem kontroli i brałem to takim, jakim było.
To działo się szybko, za szybko. Byłem tak oszołomiony, że nim zdążyłem policzyć do trzech, ona już była bez garsonki. Boże, to ja ją z niej zdjąłem! Właśnie trzymałem ją w dłoni i odrzucałem gdzieś z tyłu. Za cholerę nie wiedziałem, jak to się stało, ale to nie koniec. Długą dłoń oplotłem na jej biodrach i przyciskałem mocno do siebie tak, jakbym bał się, że za chwilę mi ucieknie. Nie wiem, może rzeczywiście tak czułem.
No i pif-paf - wygrała. O to chyba jej chodziło. W końcu miała to, co chciała. Byłem jej. Byłem w stanie wykonać każdy jej rozkaz, najbardziej zwariowane polecenie i to bez szemrania. Trzymała mnie za jedną stronę szyi, pocałunkami obsypywała drugą, łącznie z obojczykiem, a mimo to bałem się, że mi ucieknie i wciąż przyciskałem ją mocno do siebie. Choć miała już swoje lata, drżałem na samą myśl, że mogę ją mieć w swoich ramionach. Mój podniecony do granic możliwości penis napierał na jej podbrzusze, domagając się dalszej, coraz bardziej wyuzdanej i gorącej gry, ale mój mózg nie do końca zdawał sobie z tego sprawę. Dopiero po chwili zacząłem coś niemrawo mamrotać jej do ucha:
-Pani Bożenko, och pani Bożenko, co pani robi?! Przecież my…my nie możemy, och, co pani robi Pani Bożenko?! Przecież ja do pani córki…
I wiecie, co usłyszałem? Nie uwierzycie. Zszokowało mnie to, co usłyszałem.
-Zamknij się gówniarzu! Jak chcesz mieć moją córkę, to musisz najpierw zająć się mną. Musisz porządnie mnie wyruchać, tak, żebym była zadowolona.
A po chwili dodała:
-Nie bądź mięczakiem. Bierz to, co ci dają, a nie będziesz żałował.
Tak to było. Bardzo szybko uczyłem się życia, a to była moja pierwsza poważna lekcja. To, co było pod spodem, to wcale nie była spódnica, tylko sukienka. Przekonałem się o tym, kiedy zaczęła ją z siebie ściągać, przez głowę, kiedy wciąż trzymałem ją w pasie, a ona stała przede mną w biustonoszu typu push up i majtkach. Dziwne, że człowiek wcześniej o takich rzeczach nie myśli, nie zastanawia się. Spódnica, sukienka, cóż to za różnica? I nagle, kiedy dochodzisz do tego, okazuje się, że to jest ważne. Przynajmniej w jakimś sensie. Prawda?
Byłem zszokowany, wciąż byłem zszokowany z każdą kolejną minutą coraz bardziej. Jej cycki były jak sadzone jajka w tych niewielkich pojemnikach. Nie mieściły się w tym biustonoszu. A może on tylko je tak eksponował?
Tak, na pewno tak było. Nie zmieniało to jednak stanu rzeczy. Nie zmieniało tego, jak byłem podniecony. Ona miała tę sukienkę na wysokości głowy. Materiał zasłaniał jej twarz. Właściwie nic nie widziała, a ja coraz bardziej podniecony i roztrzęsiony, wpatrywałem się w jej cycki i myślałem tylko o tym, żeby dotknąć ich swoimi ustami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz