44. W życiu nie widziałem takiego piździska.
A później stało się to, właśnie to. Jezu, właściwie nie wiem, jak to opisać. To było spotkanie trzeciego stopnia, że tak to ujmę. Mój celebryta, wielki, lśniący, gruby i sztywny jak pan w smokingu miał spotkanie na najwyższym stopniu z jej… no właśnie, z jej panią, z jej soczystą, wielką, mięsistą, ciężką od zapachu kobiety i soków pizdą. W życiu nie widziałem takiego piździska. Doznawałem autentycznego i to tak silnego szoku erotycznego, że właściwie nie wiedziałem, co się ze mną dzieje.
"O Boże, o Boże", - myślałem, dusząc się od nadmiaru powietrza, od zbyt szybkiego oddechu.
Jej wargi sromowe i te wewnętrzne, i te zewnętrzne były tak duże, tak obfite, iż miałem wrażenie, że to jakiś potwór z Lot Ness, jakaś paszcza, która za chwilę połknie mojego żołnierza, nie gryząc go nawet. No i ta łechtaczka. O tak, łechtaczka była, jak mały… nie mały, duży, sztywny, gruby pręcik, jak mały kutasik sterczący do góry z główką na końcu. Pulsowała, unosząc się i opadając, i tylko mówiła: "chodź do mnie, no chodź do mnie". No i ja swoim wystraszonym nieco fiutem miałem tam wejść i zrobić to, co do mnie należało. Już sama myśl o tym sprawiała, że nogi stawały się miękkie, a całym ciałem targały tak silne skurcze, że miałem wrażenie, że zaraz odejdę z tego świata.
Ale wszedłem. Chociaż z drugiej strony, gdybym się dłużej trochę zastanawiał, pewnie bym spierdolił z tego mieszkania, gdzie pieprz rośnie. Pewnie bym wyjechał z tego miasta i już nigdy tam więcej nie wrócił. No ale tak jak mówiłem, natura wzięła górę nad moimi myślami, nad moim wystraszonym umysłem i już po chwili wpierdoliłem się całą długością mojego napęczniałego, sękatego chuja w jej soczystą, miękką, wielką pizdę i byłem najszczęśliwszym facetem pod słońcem. Nie wiedziałem, że tak można, że takie doświadczenie może stać się moim udziałem.
To było rzeczywiście kosmiczne. Baba siedziała na stole kuchennym. Tak, bo teraz znaleźliśmy się w kuchni. Sam nawet nie wiem, jak to się stało. Siedziała na tym stole, a on dosunięty był do jakiejś szafy, czy regału. Wiem, że opierała się o to plecami i było to stabilne. Wiem też, że unosiła wysoko kolana, rozwierając przy tym uda i trzymając się za boki swojej cipy taki sposób, że ta wielka łechtaczka wystawała mocno do góry, prezentując całe swoje piękno.
Jak już się wjebałem w to cipsko, myślałem, że padnę trupem, zanim jeszcze wykonam jakikolwiek ruch. Zanim do tego doszło, wydawało mi się, że jej cipka będzie bardzo luźna a doznania słabe. No bo wiecie, wiek, szereg życiowych doświadczeń, no i wygląd, sama wielkość tego jej gniazdka miłości. No i oczywiście też to, co słyszałem do tej pory od kolegów z podwórka, że jak stara to luźna jak stare majtki. Na takie doświadczenia byłem przygotowany.
No i kiedy to się stało, kiedy z głośnym, aromatycznym mlaśnięciem wjechałem po same jaja, tylko jęknąłem z rozkoszy, czując, że robi mi się coraz słabiej. Przepełniała mnie tak niezwykła, tak cudowna, niebiańska rozkosz, że rozpływałem się w niej cały. Nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje naprawdę, chciało mi się śmiać i płakać zarazem, i chciałem jeszcze i jeszcze. Chciałem doświadczać jej ciała, doświadczać jej cipki, doświadczać obcowania z nią, uczyć się, brać i dawać. Cały świat w jednej chwili zawęził się tylko do tego miejsca, do jej cipki i do mojego chuja. Wydawało mi się to już całym światem, całym moim istnieniem, wszystkim, czym byłem, a to był dopiero zaledwie malutki początek, preludium tego, co miało nastąpić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz