Szukaj na tym blogu

15 lutego 2024

Ostatnie wakacje.

74. Drzewo rosło tak blisko.


- Miejmy nadzieję, że nie będzie żadnych problemów z twoim wyjściem. No to jak, w poniedziałek o dziewiętnastej?

-Tak, oczywiście.

-Zapisz sobie adres.

-Poczekaj, od razu wpiszę w Google. 

Podała mi lokalizację, a ja od razu wpisałem ją do map Google. Po chwili odezwała się ponownie:

-W takim razie trzymaj się i daj mi znać, jak to będzie z ciocią.

-Oczywiście, powiadomię cię tak szybko, jak tylko sam będę wiedział, - zapewniłem ją.

-Dzięki, słonko. Bardzo fajnie było z tobą pogadać. Czekam na twój telefon, - przekazała mi serdeczne pozdrowienia i zakończyliśmy rozmowę.

Odkładając telefon, zastanawiałem się nad tym, jak bardzo zmienił się bieg wydarzeń tego dnia. Od momentu gdy tylko tutaj się zjawiłem, a później gdy znalazłem tę małą karteczkę od Amelii, tak wiele się wydarzyło. Teraz zastanawiałem się, co ciocia powie na to nasze spotkanie. No cóż, byłem dorosłym chłopakiem i sam decydowałem o sobie. Nie chciałem jej jednak robić problemów i przysparzać dodatkowych zmartwień. Byłem pełen nadziei, że wszystko się ułoży, a spotkanie z Amelią i Grace stanie się rzeczywistością, która odmieni ten letni wieczór w sposób, którego nigdy bym się nie spodziewał.

Gdzieś w oddali za lasem dało się słyszeć ciche, ale szybko narastające pomruki, zbliżającej się burzy. Siedziałem na moim niezwykle wygodnym łóżku przy szeroko otwartym oknie w moim skromnie, ale gustownie urządzonym pokoju na poddaszu. Było już bardzo późno, ale jeszcze nie całkiem ciemno. Przy wciąż narastającym wietrze ciężkie kłębiaste chmury zbierały się nad drzewami. Parne powietrze ustępowało chłodniejszym podmuchom. Wiedziałem, że najdalej za pół godziny zacznie padać. 

Kiedy już miałem się podnieść i iść do łazienki, usłyszałem ciche, lecz wyraźne stukanie w ścianę od zewnątrz. Nasłuchiwałem przez chwilę, zastanawiając się, co to może być. Wyjaśnienie tej kwestii wcale nie było takie proste, znajdowałem się przecież na wysokości pierwszego piętra. Podszedłem do parapetu i wychyliłem się poza krawędź okna. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zorientowałem się, że to jedna z gałęzi pokaźnych rozmiarów klonu kołysze się i rytmicznie stuka w drewnianą ścianę.

Drzewo rosło tak blisko, że jego grube konary, gdyby mogły, na pewno weszłyby do tego pomieszczenia. Byłem zdumiony tym widokiem. Znów miałem to niezwykłe wrażenie deja vu. Ile jeszcze takich widoków czeka mnie na tych wakacjach? - zadałem sobie retoryczne pytanie. To było jak w bajce, jakbym mieszkał w domku Baby Jagi pośrodku groźnego i ponurego boru. Zaraz później naszła mnie myśl, że gdybym chciał, przy moich dwudziestu latach i dobrej sprawności, bez trudu mógłbym przejść na tę gałąź i zejść na ziemię. 

"Tak", - uśmiechnąłem się do siebie, - "To byłoby rewelacyjne wiedzieć, że ma się takie tajne wyjście na wypadek jakiejś awaryjnej sytuacji. Ciekawe, czy mi się to uda", - myślałem. - "Przecież to nie takie trudne. Wystarczy tylko postawić jedną nogę tu, a drugą tu. Później to już łatwizna. Ważne, żeby nie stracić równowagi i nie spaść. To ponad pięć metrów. Mógłbym sobie zrobić krzywdę, ale czy ja się boję? No nie. W dzieciństwie przecież byłem królem wspinania się po drzewach. To dla mnie łatwizna".

Nim zdążyłem się zorientować, już byłem na tej gałęzi i trzymałem się pnia.

 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...