72. Przekroczyć swoje własne ograniczenia.
-Ale gdyby nie ciocia w ogóle bym tam nie poszedł. To ona mnie namówiła i tak naprawdę to ona pomogła mi się przygotować do tego występu, - powiedziałem.
-Wiem, wiem, nie jesteś pierwszy. Ona zawodowo zajmuje się pomaganiem ludziom. Antonina to naprawdę wyjątkowa babka. Jak sobie coś postanowi, to nie odpuści, dopóki nie dopnie swego, - powiedziała, śmiejąc się do słuchawki.
-Masz rację, ciocia Antonina to rzeczywiście niezwykła osoba. Jej determinacja i wsparcie naprawdę znaczą dla mnie wiele, - odpowiedziałem z uznaniem. - To dzięki niej znalazłem w sobie odwagę, żeby spróbować czegoś nowego, wyjść przed tak liczną publiczność i zaśpiewać. Choć tak naprawdę nigdy wcześniej tego nie robiłem. Wiesz, jak się bałem? Bez niej nigdy bym się na coś takiego nie zdobył.
-No tak, znam Antoninę ze wcześniejszych występów i wiem, że jest bardzo charyzmatyczną osobą. Potrafi doskonale planować i osiągać swoje cele.
-No właśnie, to nie tylko jej zaangażowanie, ale też umiejętność motywowania innych jest niesamowita, prawda? Wiesz, kiedy dowiedziałem się, że będę musiał wystąpić przed tak liczną publicznością, myślałem, że kompletnie się popłaczę ze stresu. No ale ciocia Antonina wzięła mnie pod swoje skrzydła i naprawdę pomogła mi przezwyciężyć ten strach, - opowiadałem dalej.
-To świetnie, że miałaś wsparcie kogoś takiego przy sobie. Czasem to właśnie ludzie, którzy w nas wierzą, potrafią dać nam motywację do pokonywania trudności, - mówiła, a ja słuchałem uważnie.
-Zgadza się, to jest ta jej magiczna cecha. Nawet wtedy, gdy miałem chwile zwątpienia i myślałem, że sobie nie poradzę, ona miała do mnie pełne zaufanie. To było dla mnie ogromnie ważne, że ktoś wierzył, że mogę to zrobić, - kontynuowałem.
-A teraz, gdy już występ minął, pewnie czujesz się bardzo dobrze, z tym że podjąłeś wyzwanie i przeszedłeś przez to doświadczenie, Prawda? - spytała Amelia.
-Tak, jak najbardziej. Wiesz, to uczucie, gdy schodziłem ze sceny po zakończonym występie, było niesamowite. Byłem taki dumny z siebie, że zdecydowałem się na to i że udało mi się to zrobić. To był naprawdę ważny krok dla mnie, - odpowiedziałem z radością.
-Cieszę się razem z tobą, Julian. To, co się stało, pokazuje, że warto czasem podjąć ryzyko i wyjść ze strefy komfortu. Możesz być pewien, że teraz zyskałeś pewność siebie i doświadczenie, które będzie ci towarzyszyć w przyszłości, - usłyszałem z drugiej strony.
-Dokładnie, teraz wiem, że potrafię przekroczyć swoje własne ograniczenia. I mam nadzieję, że w przyszłości będę mógł sięgać po kolejne wyzwania, dzięki tym doświadczeniom, - powiedziałem z determinacją.
-To świetne podejście. Trzymam za ciebie kciuki i życzę jeszcze wielu udanych występów i osiągnięć. A cioci Antoninie gratuluję wspaniałej pracy motywacyjnej! - zakończyła żartobliwie.
Na chwilę zapadła cisza, podczas której zastanawiałem się nad tym, że to rzeczywiście prawda.
-No to co, spotykamy się w niedzielę, - wyrwała mnie z zamyślenia.
-Co? Och nie. W niedzielę nie mogę.
-O, a dlaczego?
Przełknąłem ślinę, zanim to powiedziałem.
-Bo w niedzielę wybieram się z ciocią nad jezioro.
-O, - zdziwiła się, - nad jezioro, razem z ciocią… A co będziecie robić?
-Och nic takiego…
-No, no… jakieś tajemnice…
-Nie, no wiesz, żadne tam tajemnice, po prostu robimy sobie małą sesję fotograficzną.
-Małą sesję fotograficzną? Hmm… pewnie nie będziecie fotografować krajobrazu, co?
-Nie, no skąd. Zaproponowałem, że zrobię kilka zdjęć cioci.
-Cioci?
-No, w stroju kąpielowym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz