62. Śpiewajmy razem!
Już po pierwszej zwrotce, którą zaśpiewałem w niezwykle emocjonalny sposób, rozległy się gromkie brawa i okrzyki zachwytu z każdego zakątka publiczności. Ludzie patrzyli na siebie nawzajem, z niedowierzaniem w oczach, nie mogąc uwierzyć, że biorę udział w tym konkursie tak samo jak wszyscy pozostali uczestnicy.
"Like a river flows surely
to the sea
Darling, so it goes
Some things are meant to be
Take my hand, take my whole life too
For I can't help falling in love with you" - śpiewałem, podążając za muzyką, która mnie prowadziła. Utwór wciąż trwał, a ja oddałem mu całe swoje serce, duszę i istnienie.
Jako że piosenka była dość znana, już po drugiej zwrotce usłyszałem, jak publiczność zaczęła śpiewać razem ze mną. To dodawało mi pewności siebie i jeszcze bardziej mnie motywowało do działania. Nie mogłem uwierzyć, że to się naprawdę dzieje, że tak dobrze mi idzie, ale wiedziałem, że muszę kontynuować śpiew, by zakończyć utwór i zasłużyć na uznanie. Kiedy skończyłem, publiczność eksplodowała radością. Słychać było wiwaty i gwar z każdego zakątka sali. Byłem niezwykle wzruszony, ukłoniłem się nisko, a łzy popłynęły z moich oczu.
To było niesamowite. Byłem przepełniony tak intensywnymi i różnorodnymi uczuciami, że nawet nie wiedziałem, kiedy zszedłem ze sceny. Stałem tam, nie wiedząc, co robić, podczas gdy publiczność wciąż szalała z radości. Ludzie podchodzili do mnie, gratulowali. Byłem kimś. Zwykły, nieznany chłopak stał się artystą, piosenkarzem, kimś ważnym, podziwianym i docenianym. W swoich najśmielszych snach nie przypuszczałem, że takie coś może mnie spotkać w te wakacje.
-Stary, dałeś czadu, - mówił ktoś.
-Masz niesamowity głos. Podasz mi swój numer telefonu? - wyrażała zachwyt jakaś ładna blondynka, której nawet nie znałem.
Kiedy powoli przemierzałem przestrzeń między stolikami i ludźmi, moim oczom ukazała się ciocia z rozpostartymi ramionami, gotowymi, by mnie przyjąć. Bez oporu oddałem się jej objęciom. Ogarnęła mnie tak czule, mocno i głęboko, że całkowicie straciłem poczucie rzeczywistości. Czułem jedynie jej ciepłe, miękkie i gorące objęcia. Jej obfite, pełne ciało otaczało mnie ze wszystkich stron i nie byłem w stanie się temu przeciwstawić. Nie byłem w stanie się pozbierać. Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje, gdzie jestem i dlaczego się tutaj znalazłem. Czułem, jak jej obfite piersi delikatnie przylegają do mojej klatki piersiowej. Czułem jej oddech na mojej szyi i nie potrafiłem określić, co to było. Podniecenie mieszało się z niezwykłą euforią i ekscytacją. Miałem wrażenie, że dziś może stać się wszystko.
-Julian, jestem z ciebie taka dumna, - szepnęła mi prosto do ucha. - Wypadłeś rewelacyjnie.
To był moment, w którym czułem się bezpieczny i kochany jak nigdy wcześniej. W objęciach cioci odnalazłem niesamowite ciepło i wsparcie. Było to potwierdzenie tego, że osiągnąłem coś naprawdę wielkiego i że obok siebie mam ludzi, którzy są gotowi mnie wesprzeć i kochać niezależnie od wszystkiego.
Nie wiem kiedy ciocia mnie opuściła i znalazła się na scenie. Byłem tak zaobserwowany własnym występem, własnym sukcesem, że nie zauważyłem chwili, w której wstała od stolika i zajęła miejsce przed mikrofonem. Dopiero jak usłyszałem znajomy rytm piosenki "Tränen lügen nich" czyli "Łzy nie kłamią", zrozumiałem, że to już jest ten moment i spojrzałem w kierunku, gdzie zbiegały się punktowe reflektory ze wszystkich stron sali. Na środku sceny stała postać w żółtym obcisłym kostiumie z wysoko uniesionymi ramionami i klaskała nad głową. Nie czekała ani sekundy dłużej, tylko od razu krzyknęła w stronę publiczności:
-Hej! Śpiewajmy razem!
A publiczność jej odpowiedziała gromkimi brawami i okrzykami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz