61. To, co się działo, musiało się wydarzyć.
W pewnym momencie, ku niezwykłemu mojemu poruszeniu zauważyłem, że ich gorące spojrzenia coraz częściej kierują się w moją stronę. Poczułem się dziwnie, bo nie byłem pewny, czy tak rzeczywiście było, czy tylko mi się zdawało. Czy one naprawdę zwróciły na mnie uwagę? Co prawda siedziałem bardzo blisko sceny, ale nie byłem też jakoś specjalnie wyjątkowym gościem w tym lokalu. Po kilku chwilach byłem już prawie pewien, że one co jakiś czas patrzą prosto na mnie. Ta myśl sprawiała, że moje serce zbijało w takt muzyki, a ciało pogrążyło się w rozkosznych i gorących dreszczach. Chciałem uwolnić swoje pragnienia i oddać się tej hipnotyzującej atmosferze, która wypełniła klub.
Później dopiero zdałem sobie sprawę z faktu, że przez cały czas miałem szeroko uchylone usta i to było powodem tego, że zwróciły na mnie swoją uwagę. To były wyjątkowe artystki. Amelia i Grace w pełni kontrolowały scenę. Ich występ był niepowtarzalny i zapadł w pamięci wszystkich obecnych. Oczywiście, nie mogło być inaczej, zakończyły swój taniec owacjami i gromkimi brawami, które trwały jeszcze długo po tym, jak opuściły scenę.
Amelia i Grace zeszły ze sceny, a ja w ogóle tego nie zarejestrowałem swoimi zmysłami. Siedziałem jak zahipnotyzowany, nie wiedząc, co się wokół mnie dzieje. Dopiero po chwili poczułem delikatne szarpnięcie za ramię i zorientowałem się, że to ciocia patrzy na mnie i czegoś ode mnie chce.
-No już, teraz twoja kolej. Idź i zaśpiewaj. Pokaż im na co cię stać.
-Co? Że co? - rzuciłem w powietrze, kompletnie odrealniony, a kiedy uświadomiłem sobie, że to już, opanował mnie paniczny strach. - Och tak? To niemożliwe. Już teraz?
-Ciocia patrzyła na mnie, uśmiechała się i kiwała głową.
-Tak. Julian idź.
Ruszyłem przed siebie jak maszyna, jak automat. Moje nogi były sztywne. Sam nie wiem, jak dotarłem na podest. To wszystko działo się jakby poza mną, bez mojego udziału, ale trwało tylko chwilę.
W momencie, gdy trzymałem już mikrofon w dłoni i stałem na środku sceny, a wszystkie reflektory skierowane były na mnie, dokonała się metamorfoza, której sam nie do końca byłem świadomy. Nagle wszelka trema zniknęła, pozostawiając tylko mnie, publiczność i moją piosenkę — mój utwór, który śpiewałem specjalnie dla nich.
"Wise men say
Only fools rush in
But I can't help falling in love with you
Shall I stay?
Would it be a sin?
If I can't help falling in love with you" - wydobywało się z moich ust, a głos stawał się niezwykle przenikliwy. Miałem wrażenie, że dotykał najdalszych zakątków sali. Im dłużej to trwało, tym bardziej nabierałem pewności siebie i przekonania o swoim sukcesie. Wiedziałem, że nic już nie jest w stanie mnie zatrzymać. W tym momencie odczuwałem silne i nieodparte przekonanie, że coś lub ktoś pomaga mi w tym, jakby jakaś siła prowadziła mnie i wskazywała, jak napiąć struny głosowe, aby moje śpiewane słowa docierały do ludzi prosto z mojego serca. Zrozumiałem, że to miejsce i czas nie były przypadkowe, że to, co się działo, musiało się wydarzyć, a ja sam musiałem tu być. W jakiś tajemniczy sposób.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz