Szukaj na tym blogu

6 lutego 2024

Ostatnie wakacje.

64. Ruszyła ścieżka muzyczna.


A później zeszła ze sceny i tak samo jak Natalia zaczęła spacerować między stolikami, odwiedzając gości i nawiązując z nimi kontakt wzrokowy. Byłem oszołomiony tym jak bardzo zgrabne, sprężyste i jędrne jest jej ciało. Napawałem się widokiem każdego centymetra jej pośladków, ud, bioder i piersi. Mój mózg nie nadążał za tym, aby przerobić tak dużą ilość bodźców, do niego docierających w ciągu sekundy i miałem wrażenie, że za chwilę się zawiesi jak stary komputer. 

"Vergossnen Wein der trinkt keiner mehr 

ein grosses Herz bleibt für immer leer 

es ist nie zu spät komm entscheide dich 

reich ihr die Hand, Tränen lügen nicht" - śpiewała, przechodząc tuż koło mojego stolika, a ja niemalże śliniąc się jak małe dziecko, wpatrywałem się w jej krocze i idealnie odznaczający się pod elastycznym materiałem wzgórek łonowy. Kiedy za którymś razem zrobiła delikatny półprzysiad, mocno opinający skórzany materiał wcisnął się w jej krocze tak, że bez trudu mogłem odtworzyć sobie w wyobraźni całą anatomię jej kobiecości. A zaraz później uniosła dłoń do góry i odsunęła ją do tyłu, po raz kolejny eksponując cudowne piersi.

Później znów wracając na scenę, zwróciła się do publiczności: 

-Jesteście świetni! Kocham was! Bardzo dobrze wam to idzie! Bawcie się razem ze mną! 

W tym momencie cała publiczność wstała i zaczęła machać dłońmi nad głowami, tworząc coś na kształt poruszającej się morskiej fali. Ciocia odłożyła mikrofon na stolik i razem z publicznością, stojąc twarzą w twarz z ludźmi, zaczęła kołysać się z boku na bok i wymachiwać ramionami nad głową. 

-Rewelacyjnie! Świetnie! - wołała zadowolona, uśmiechając się serdecznie do ludzi. 

To już nie był tylko jej występ. W tym momencie nie było różnicy między piosenkarką a publicznością. Wszyscy byli jednością, dobrze bawiącą się wesołą gromadą. 

A później znów rozpoczynając śpiewanie, podskakiwała do góry w rytm muzyki, pokrzykując radośnie: 

-Hej, hej, hej, hej!

Miałem wrażenie, nie ja wręcz byłem pewny, że jej wielkie cycki nie wytrzymają tej dyskoteki i za chwilę obydwa radośnie wyskoczą na wierzch i zaczną swój własny taniec ku uciesze publiczności. Kiedy znów spojrzałem na boki, zorientowałem się, że nie ma ani jednej osoby, która siedziałaby przy swoim stoliku. Wszyscy stali, tańczyli, machali dłońmi i śpiewali razem z ciocią. To było niesamowite, a ja byłem oczarowany, bo nie spodziewałem się aż takiego pokazu z jej strony. 

Choć byłem w tak dużym szoku, to wcale jeszcze nie był koniec tych bardzo intensywnych wrażeń tego wieczoru. Właściwie punkt kulminacyjny, gwóźdź programu, cała kwintesencja była jeszcze przede mną. Muzyka na chwilę ucichła, pozwalając publiczności wyciszyć się i przygotować do kolejnej piosenki. Światła na sali na chwilę przygasły, sprawiając, że znów widać było tylko pojedyncze świeczki na stołach gości, by później zapłonąć czerwienią i pomarańczem zachodzącego słońca, oświetlając scenę nastrojowym blaskiem.

Ruszyła ścieżka muzyczna, choć jeszcze nie byłem w stanie rozpoznać, jaki to utwór, wiedziałem już, że będzie on różnił się od tego co przed chwilą usłyszałem. Rytm był wolniejszy bardziej wyciszony i nastrojowy. Czułem, że go znam, ale nie potrafiłem jeszcze ocenić tytułu. Dopiero po kilkunastu sekundach, gdy w tle usłyszałem nastrojowy chórek, dotarło do mnie to, co za chwilę miało się rozegrać. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...