Szukaj na tym blogu

16 lutego 2024

Ostatnie wakacje.

75. Weszła majestatycznie jak królowa.


To było rewelacyjne uczucie wiedzieć, że robi się takie rzeczy, może trochę dziwne i niedozwolone. No bo ciocia przecież pewnie nie pochwalałaby takiego wyczynu. Odgłosy burzy stawały się coraz wyraźniejsze i zdawały się nadciągać wraz z coraz jaśniejszymi błyskawicami od zachodu nad jeziorem, ale ja się tym nie przejmowałem. Byłem przecież królem dżungli – Tarzanem. Teraz pasowałoby tylko wydać z siebie przeciągły głośny okrzyk tryumfu, ale nie zrobiłem tego w obawie, że mogę wzbudzić ciocię. Zupełnie nie zastanawiałem się, jak ja teraz wejdę z powrotem do swojego pokoju, tylko metr po metrze gałąź po gałęzi schodziłem coraz niżej.

W końcu, kiedy miałem już ostatni gruby konar pod sobą, chwyciłem go oburącz, opuściłem się i zeskoczyłem na ziemię. "No to rzeczywiście nic trudnego" - pomyślałem zadowoleniem i rozejrzałem się uważnie dookoła. Znalazłem się przy bocznej ścianie budynku. Stojąc przodem do okna, po lewej stronie miałem podwórko, bramę i furtkę wejściową, a po prawej jadalnię, taras oraz sypialnię cioci. Przez chwilę zastanawiałem się, w którą stronę ruszyć, ale wybór wydawał się oczywisty. Mówiłem sobie, że przecież nic złego nie robię. Przecież nie miałem zamiaru jej podglądać. No przynajmniej świadomie, a okno i tak miała odsłonięte. Przecież nic się nie stanie, jak sobie tylko zerknę.

Obejście tego dosyć dużego budynku wcale nie było takie trudne i zajęło mi dosłownie chwilę. Okna do pokoju cioci były rzeczywiście ogromne i sięgały do samego poddasza. To była raczej szklana ściana, bo w ogóle nie przypominało żadnego znanego mi okna. Może raczej witrynę sklepową, ale to też nie było trafne porównanie. Wielkie zasłony były odsunięte na boki, tak jak to widziałem, kiedy byłem u niej. Z wewnątrz padało przymglone ciepłe światło kinkietów zawieszonych na ścianach. Podszedłem bliżej. Na łóżku leżał skórzany złoty kostium, który miała na sobie w pubie. Jej samej na razie nie było nigdzie widać, a widok miałem na całą sypialnię. To było niezwykle ekscytujące. Czułem się jak detektyw z powieści Agathy Christie. A może byłem zwykłym podglądaczem, a nie żadnym detektywem – któż to wie.

W każdym razie nie miałem zamiaru tego przerywać. O nie, nie w tej chwili. Doskonale wiedziałem, co mogę zobaczyć za moment. Bardziej to przeczuwałem, niż byłem świadomy, ale nie mogłem wykluczyć, że ciocia pojawi się w pełnej krasie i okazałości, i pokaże wszystko, co ma najpiękniejszego. Z perspektywy czasu wiem, że powinienem był wtedy jednak się dyskretnie wycofać i wrócić do swojego pokoju. Nic by się nie stało. Ale nie, ja brnąłem w to nadal, nie bacząc na ryzyko i konsekwencje z tym związane.

Weszła majestatycznie jak królowa w różowym puchatym szlafroku. Jej czarne, gęste, długie włosy były mokre. Widać było, że dopiero wyszła spod prysznica. Patrzyłem na nią oniemiały, z jakąś taką niesamowitą dziecinną fascynacją, młodzieńczym podnieceniem i zauroczeniem. Mimo że była szczelnie otulona tym szlafrokiem, chłonąłem każdy moment, każdy milimetr jej sylwetki. Nie wiedziałem, jak bardzo jestem podniecony i jakie to może nieść za sobą skutki.

Nie mogła mnie dostrzec, gdyż znajdowałem się po drugiej stronie podwórka, w ciemności, gdzie nie docierał blask z jej sypialni. Mogłem więc czuć się w miarę bezpiecznie i komfortowo, podglądając ją i śledząc każdy jej ruch. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...