Szukaj na tym blogu

13 grudnia 2025

Tylko dla twoich oczu

16. Ślady naszej wspólnej zabawy


Gdy ostatnie fale drżenia opuszczały moje ciało, pozostawiając je bezwładne i wyczerpane, opadłem ciężko na tapicerkę krzesła. Mój oddech był głośnym, urywanym łapaniem powietrza. Mięśnie drżały niekontrolowanie. W uszach wciąż szumiało.

Ona wciąż na mnie siedziała, wciąż mnie obejmowała. Jej dłonie zsunęły się z mojej twarzy na ramiona, przytrzymując, stabilizując, gdy świat powoli wracał do normy. Jej własny oddech też był szybki, a na jej policzkach płonęły dwa szkarłatne rumieńce. Patrzyła na mnie w milczeniu, a w jej oczach malował się nie tylko satysfakcjonujący żar, ale i czułe zdumienie, jakby sama była zaskoczona intensywnością, którą razem wywołaliśmy.

– Widziałeś? – szepnęła w końcu, a jej głos był ochrypły od jej własnych jęków. – Widziałeś mnie?

Skinąłem głową, niezdolny do słów. Moja ręka, wciąż drżąca, uniosła się i powiodła opuszkami palców po jej policzku, po granicy rumieńca. Skóra była gorąca i wilgotna.

Uśmiechnęła się. Ten sam, niewinny, rozbrajający uśmiech, który zawsze mnie rozkładał mnie na łopatki. Pochyliła się i złożyła na moich ustach pocałunek. Nie był namiętny ani gorączkowy. Był miękki, pełny i zwilżony, pieszczota i potwierdzenie w jednym. Jej język musnął lekko moje wargi, smakując mieszaninę naszych ciał.

– Cały drżysz – mruknęła, odsuwając się o centymetr, by mi się przyjrzeć. Jej dłonie przesunęły się po moich muskularnych ramionach, wyczuwając drgania mięśni. – Mój silny Mariusz. Cały roztrzęsiony.

– Ty… ty mnie… – wydusiłem zmęczonym głosem.

– Wiem – przerwała mi, kładąc palec na moich ustach. Jej oczy błyszczały. – Wiem. To było piękne. Byłeś piękny.

Powoli, nie spiesząc się, uniosła się na mnie. Opuszczała mnie, centymetr po centymetrze, a każdy milimetr oddalania się był jak strata. Gdy w końcu uwolniła mnie całkowicie, między nami powiał chłodny powiew, zmuszając mnie do drgnięcia. Na moim udzie pozostała mokra, ciepła plama nasienia i jej soków.

Nie odeszła. Zsunęła się z moich kolan, ale zaraz uklękła przede mną na zniszczonej podłodze, pomiędzy moimi rozchylonymi nogami. Jej dłonie spoczęły na wewnętrznej stronie moich ud, rozgrzewając skórę. Jej wzrok był teraz skierowany na mnie, na moje ciało, które wciąż dyszało i drżało po przeżytym intensywnym orgazmie.

Patrzyła z tą samą, niepodzielną uwagą, z jaką przyglądała się mi wcześniej. Jej oczy wędrowały po mojej szerokiej klatce piersiowej, po spoconych, twardych mięśniach brzucha, aż wreszcie opadły tam, gdzie leżał wyczerpany, wilgotny i wciąż niezwykle czuły na jej spojrzenie penis.

Uniosła dłoń. Jej palce, niezwykle delikatne, nie dotknęły mnie od razu. Zawisły w powietrzu, pozwalając mi poczuć ciepło jej dłoni, zanim jeszcze skóra spotkała się ze skórą. Wreszcie, z niemal namaszczoną czułością, opuszkami palców dotknęła mojego uda, kilka centymetrów od celu. Jej dotyk był badawczy, pełen cichego zachwytu.

– Cały jesteś… mokry – szepnęła, a w jej głosie zabrzmiała nutka zdumionej fascynacji. 

Jej palce sunęły wolno w górę mojego uda, zbierając ślady naszej wspólnej zabawy. Gdy dotarły do nasady członka, który dopiero zaczynał tracić swój kamienny twardy wygląd, poczułem, jak całe moje ciało ponownie dygocze. Byłem przecież niewyobrażalnie wrażliwy.

– Edytko… – jeknąłem, ostrzegawczo, choć nie cofnąłem się. Nie mogłem. Byłem przykuty do miejsca jej dotykiem i wzrokiem.

– Cii… – uciszyła mnie, a ułożenie jej ust przypominało delikatny pocałunek. – Ja prowadzę. Pamiętasz?

Jej palce, przesuwające się z niesłychaną lekkością, omijały to najbardziej wrażliwe miejsce. Kreśliły kręgi, zygzaki, sunęły w dół, by wrócić. To było torturujące. To było cudowne. Mój oddech, który dopiero zaczynał się uspokajać, znów przyspieszył. Moje dłonie zacisnęły się na poręczach starego krzesła, chwytając wytartą tkaninę.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...