Szukaj na tym blogu

10 grudnia 2025

Tylko dla twoich oczu

13. Usiadła na moich udach


Rozpędzaliśmy się. Moje ruchy szybsze, mocniejsze, już bez finezji – tylko konieczność. Jej ciało brało każde pchnięcie, odpowiadało drżeniem, którego nie dało się zatrzymać. Czułem, jak traci kontrolę, jak ta krawędź jest tuż. I wiedziałem – ona też tam jest, pędzi ze mną.

Nagle zesztywniała jak struna. Jęk urwał się, wdech – gwałtowny, jakby brakło powietrza. Palce wbiły się w moje udo, aż zabolało. I wtedy…

Jej cipka zalała mnie falą gorąca – pulsujące, miażdżące skurcze, jakby chciała mnie zatrzymać w sobie na zawsze. Krzyk, jak wreszcie puścił, był długi, drżący, pełen czystej ekstazy. Kolana jej się ugięły, a ja – trzymając mocno – podtrzymałem ją, nie przerywając ani na sekundę, pchany jej orgazmem.

Głowa jej opadła na moje ramię, ciało osunęło się w ramionach – bezwładne, drżące, jeszcze wstrząsane ostatnimi falami. Oddech szybki, płytki, jak u ptaka.

A ja… wciąż w niej. Czułem tę pulsującą, niesamowitą ciasnotę. Moja granica tak blisko, że prawie ją dotykałem. Ale patrzyłem na nią – na tę kruchą, cudowną istotę, zawieszoną w moich ramionach, kompletnie oddaną. I ten widok był silniejszy niż wszystko.

– Mariusz, Jesteś cudowny, – westchnęła z przejęciem.

Cisza, która zapadła po jej słowach, była gęsta i ciepła, nasycona szybkimi oddechami i wspólnym, głośnym biciem serc. Zapach naszych ciał, słodki i słony, mieszał się z kurzem starego pomieszczenia, tworząc intymny koktajl, który niemal można było dotknąć. Edyta patrzyła na mnie z czułością, ale i z wyzwaniem, jej ciemne, głębokie oczy mówiły więcej niż jakiekolwiek słowa. Wdzięczność i satysfakcja mieszały się w jej spojrzeniu z iskrą nieokiełznanej, młodzieńczej ciekawości.

Chwyciła mnie za nadgarstek. Jej dłoń była malutka i gorąca w moim dużym, muskularnym uścisku. Pociągnęła, a ja dałem się poprowadzić, moje ciało posłuszne każdemu jej skinieniu. Mój wzrok nie mógł oderwać się od jej szczupłej, poruszającej się z gracją sylwetki, od pośladków, które unosiły się i opadały w hipnotyzującym rytmie. Doprowadziła mnie do starego, wyściełanego krzesła stojącego na uboczu, w mniejszym, mniej zniszczonym pokoju. Mebel wyglądał na niezwykle stary, jego tapicerka była wytarta i poplamiona, ale wciąż miękka.

Spojrzała na to krzesło, a potem na mnie. W jej oczach zapalił się ten sam, psotny błysk, który pamiętałem z zewnątrz, spod kwitnącego bzu. To spojrzenie mówiło: „Widzisz? Wiedziałam, że tu jest. Znalazłam to dla nas.” I już wiedziałem, czego chce. Moje serce zabiło mocniej, a krew zaszumiała głośniej w uszach.

Usiadłem. Skóra moich pleców i ud dotknęła chłodnej, nieco szorstkiej tkaniny. A potem ona. Edyta uniosła się, stanęła nade mną przez jeden, dwa płynne, nieskończenie powolne momenty, pozwalając mi nasycić wzrok widokiem jej nagiego, stojącego przede mną ciała, jej smukłych nóg, ciemnej kępki pomiędzy udami, płaskiego brzucha z tym moim ukochanym, głębokim pępkiem. I wtedy opadła.

Usiadła na moich udach, a jej wilgotna, gorąca cipka muskała wierzch mojego naprężonego, sterczącego ptaka. Nie wszedł w nią. Nie jeszcze. To było jedynie dotknięcie, przesunięcie, które zostawiło na mojej skórze płonący, mokry ślad. Jęk, który wydarł się z mojego gardła, był niski i zwierzęcy, pełen niedosytu i oczekiwania.

– Mariusz… – wyszeptała moje imię, a ono w jej ustach brzmiało jak najsłodsza obietnica.

Dopiero teraz, bardzo, bardzo powoli, uniosła biodra nieco wyżej. Jej dłonie oparły się na moje muskularne ramiona, czując drżenie, które mną wstrząsało. Jej wzrok był utkwiony w mojej twarzy, chłonąc każde drgnięcie mięśni, każdą zmianę wyrazu oczu. I wtedy, z tym idealnym wyczuciem czasu, który zawsze miała, opadła.

Tym razem to nie było muśnięcie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...