Szukaj na tym blogu

3 grudnia 2025

Tylko dla twoich oczu

5. Testowała mnie


Wzięła swoje małe, jędrne piersi w dłonie – od spodu, delikatnie ścisnęła. Brodawki się powiększyły, ściemniały. Patrzyła na mnie i mówiła spojrzeniem: „Patrz. To ja. Dotknij, jeśli chcesz. Pocałuj, jeśli chcesz.”

Nie wiedziałem, co czuję. Bałem się, że za chwilę zrobię coś głupiego. Chciałem… i w końcu zrobiłem. A ona tylko patrzyła i się uśmiechała.

Patrzyła, jak ściągam czarny t-shirt. Patrzyła, jak rozpinam pasek, guzik, zsuwam jeansy z dupy. Patrzyła, jak jednym ruchem zrzucam slipy i wypuszczam na wolność mojego nabrzmiałego, oplecionego mnóstwem fioletowych żył, kutasa. Nie uciekła, nie spanikowała. Przyjęła to spokojnie. Z uśmiechem. No, chyba na to właśnie czekała.

Stałem przed nią goły, z wielkim, sterczącym penisem – znak mojej słabości i siły naraz. Słońce prażyło, a może to ja płonąłem. Puste podwórko, resztki kostki, starego betonu – wszystko tonęło w ciszy i blasku. Dzikie śliwki, bez, jaśmin – idealna scena dla dwojga młodych, głodnych siebie.

– No i co, Mariusz, masz na mnie ochotę? – rzuciła tak, jakby pytała o pogodę.

Po tych słowach odwróciła się bokiem i poszła w drugą stronę, jakby nigdy nic. Dziwne uczucie – surrealistyczne. Wiedziałem, że nikogo nie było w promieniu kilometrów, a jednak czułem się nieswojo. Jak Robinson na wyspie. Albo jakby cały świat zniknął i zostaliśmy tylko my dwoje, żeby go od nowa zaludnić. To słowo – zaludnić – brzmiało jakoś inaczej, niepokojąco, ale i pociągająco.

Za nią, przede mną – stare, wielkie drzwi. Dębowe, bo trzymały się w jednym kawałku. Farba odłaziła, szpary od deszczu, ale nie rozpadły się. Otwarte, jakby zapraszały, choć w środku tylko gruz, zawalony sufit i zielony mech na podłodze. Na zewnątrz – popękany beton, trawa, kwitnący bez, ptaki. My jak Adam i Ewa. Ta działka – nasz raj.

Zatrzymała się między tymi fioletowymi kiśćmi bzu i spojrzała na mnie. Buzia niby niewinna, jak nigdy, ale to nie była niewinność – to prowokacja. Naga, bez skrawka materiału. Szczupła, drobna, jak cień w słońcu.

Ruszyłem za nią, niepewnie. Kutas twardy, siny, ale nie pozwoliłem mu przejąć kontroli. Nie teraz.

„Chcesz tego?” – mówiły jej oczy. „Wiem, że chcesz. Chodź.”

Drżałem. Wyszła na środek, podeszła do kolejnych drzwi – do piwnicy, jeszcze bardziej rozwalonych. Schody w dół, cokół się sypie. Postawiła stopę na krawędzi, dłoń na biodrze, spojrzała przez ramię – na mnie. Miała tylko te brązowe trampki. Jak ja.

Kiedy zgięła nogę w kolanie, pośladki się rozchyliły i zobaczyłem kawałek jej cipeczki. Szarpnęło mną tak, że myślałem, że padnę. Próbowałem złapać oddech, uspokoić serce – coraz trudniej.

Prowokowała? Chciała, żeby to się stało teraz? Włosy jej się rozwichrzyły, jasne kosmyki opadły na twarz. Zaczynałem łapać, że to nie był zwykły striptiz. Nie tylko pokaz nagiego ciała dla chłopaka. To była gra wstępna – coś, co miało mnie rozgrzać, nastawić, podkręcić do maksimum. Żeby wszystko, co zaraz będzie, było wyjątkowe, jednorazowe, nie do powtórzenia.

Teraz zrozumiałem – nie patrzyła na moją twarz, tylko na mojego kutasa. Sprawdzała, czy jestem wystarczająco twardy, czy dam radę do końca, czy nie spanikuję w połowie, czy nie stchórzę w decydującym momencie. Testowała mnie jak nowy samochód na torze. A ta jej niewinna buzia mówiła coś zupełnie innego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...