Szukaj na tym blogu

14 grudnia 2025

Tylko dla twoich oczu

17. Cały mój


W końcu, gdy wydawało mi się, że oszaleję od tego miłosnego, pieszczotliwego unikania, jej palce wreszcie mnie dotknęły. Nie tam, gdzie skóra była najdelikatniejsza, ale nieco niżej, u nasady mojego członka. Jej dotyk był wciąż lekki, prawie nieobecny, ale ja poczułam to jak porażenie prądem. Moje biodra uniosły się nieznacznie, instynktownie szukając więcej.

Spojrzała na mnie, a w jej oczach zapalił się ten sam, figlarny ogień. Widziała moją reakcję. Widziała, jak bardzo nad nią nie panuję. I to jej się podobało.

– Jesteś jeszcze taki wrażliwy – mruknęła, a jej kciuk wykonał jeden, jedyny, okrężny ruch, który sprawił, że w moich żyłach znów zawrzała krew. – Wszystko tak intensywnie odbierasz.

Jej oddech był gorącym, wilgotnym powiewem na najczulszym miejscu mojego ptaszka. Świadomość, że patrzy na niego, że wącha go, że bada każdy jego centymetr, była bardziej intensywna niż sam orgazm. Byłem nagi, całkowicie w jej władzy, a ten stan zawieszenia między rozkoszą a nowym, rodzącym się pragnieniem, był oszałamiający.

– Och Boże, Edytko! – Jęknąłem ponownie, ale tym razem nie z rozkoszy, a z przytłaczającego nadmiaru wrażeń. Moje nerwy były jak gołe druty, a jej bliskość – ta milimetrowa odległość jej ust od mojego prącia – raziła nieustannym, wysokim napięciem.

Jeszcze mnie nie dotykała. Jej usta, uchylone tylko odrobinę, chwyciły sam czubek głowicy mojego kutasa. To nie był prawdziwy dotyk, to była zaledwie obietnica dotyku. Ciepło jej oddechu, lekka wilgoć śliny – to było wszystko, czego potrzebowała, by wysłać przez mój kręgosłup kolejny, gwałtowny dreszcz. Moje biodra drgnęły instynktownie, szukając więcej, ale jej dłoń u podstawy mocno je przytrzymała, unieruchamiając mnie.

– Cii… – syknęła, a dźwięk wydobywający się obok mojego penisa był dziwny, zniekształcony, nieprawdopodobnie erotyczny. – Spokojnie. Nie ruszaj się.

Przymknąłem oczy, walcząc z silnym zawrotem głowy. Zapach, który rozchodził się wokół nas, był przytłaczający. Słodka, kwiatowa nuta jej perfum zmieszana z ostrym, zwierzęcym aromatem seksu – jej soków, mojej spermy i potu. To był zapach tego miejsca, tej chwili, naszej historii. Ona wciągała go głęboko, jakby chciała zapamiętać go na zawsze.

Wtedy jej język dotknął mnie po raz pierwszy.

To nie było lizanie. To było jedno, pojedyncze, nieprawdopodobnie płynne muśnięcie. Jak pędzelek zmoczony w ciepłej wodzie, który przeciągnięto od samej podstawy aż do czubka, zbierając po drodze każdą kroplę naszej wspólnej historii. Jęk, który wydarł się z moich ust, był cichy, zduszony, pełen niedowierzania.

– Uuuuuuuooooooohhhhh… 

Otworzyłem oczy. Musiałem. Musiałem zobaczyć ją, Edytę, moją eteryczną, nieuchwytną boginię, klęczącą między moimi nogami, z twarzą zatopioną w moim spoconym kroczu, całującą, czyszczącą mnie ze spermy z taką czułością, jakby była najtroskliwszą z pielęgniarek i największą z uwodzicielek w jednym.

Jej wzrok był utkwiony we mnie. Te ogromne, ciemne oczy, które widziały we mnie wszystko, patrzyły prosto w moją duszę, podczas gdy język i usta zajmowały się moim rozpalonym ciałem. To rozdzielenie, ta podwójna inwazja na moje zmysły, było niemal nie do zniesienia. Była wszędzie. Wypełniała całą moją przestrzeń.

Poruszała się powoli, metodycznie. Jej język był miękki i ciepły, sunął po wrażliwej skórze, gładząc, uspokajając drżenie, które wciąż mną wstrząsało. Nie było w tym porywu, nie było dzikiej żądzy z jej strony. To był rytuał. Akt najwyższego oddania i jednocześnie najsubtelniejszej dominacji. To ona decydowała, które miejsce będzie pieszczone, jak długo, z jaką intensywnością. Ja mogłem tylko patrzeć, dyszeć i drżeć.

Po chwili oderwała usta na tyle, by szepnąć, a jej słowa parzyły moją skórę. 

– Jesteś taki słodki… – Jej głos był niski, zachrypnięty. – I cały mój.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...