9. Czyste pożądanie
Jak tylko moje palce dotknęły jej tam – w samym środku – wygięła się w łuk. Głowa do tyłu, gardło na wierzchu, z ust wyrwał się głęboki jęk, który odbił się od tych starych belek. Palce wbiła w moje przedramię, trzymała mocno, nie dała ruszyć.
– Tam… – szepnęła, oczy przymknięte, twarz w ekstazie. – Właśnie tam. Czujesz? To wszystko dla ciebie.
To wyznanie – proste, bez owijania – prawie mnie rozwaliło. Żadnej gry, kokietki. Tylko prawda. Jej ciało, jej głód, jej władza – wszystko w moich rękach, w tej drżącej chwili.
Palce ruszyły – powoli, kółka, każdy fałd, każda zmiana. Miękka jak aksamit, a zaciskała się mocno. Każdy oddech – stłumiony krzyk, każde drgnięcie bioder – „więcej”.
Pochyliłem się nad nią, przygryzłem lekko sutek – nie dotykając ustami, tylko grożąc, żeby nasze oddechy zmieszały się w gorącą mgłę.
– Edyta… – jęknąłem, głos jakby nie mój. Kutas w jej dłoni pulsował, aż bolało, na czubku nowa kropla. – Nie wiem, ile jeszcze pociągnę…
Otworzyła oczy – mgliste, nieobecne, ale jak spojrzała na mnie, błysnęło w nich to samo psotne, niewinne coś z początku. Raj i piekło w jednym.
– A kto każe ci wytrzymywać? – szepnęła, kciuk znów przejechał po czubku, rozsmarował tę kroplę z taką męczącą czułością. Biodra jednak ruszały się w rytm moich palców, jakby ciało mówiło co innego. – Może… po prostu zrób to.
Jej słowa zawisły w powietrzu – gorące, kuszące. Spojrzała na moje usta, potem niżej, tam gdzie wszystko było gotowe. Wciągnęła powietrze, pierś prawie dotknęła mojej klatki. Dłoń na moim nadgarstku poluzowała – wybór. Kontynuować palcami, czy…
Wtedy jej ciało zesztywniało pod moim dotykiem, z gardła wyrwał się krótki, urywany jęk – ciche, ostateczne „tak”.
Jej palce wbiły mi się w włosy, przycisnęły twarz do szyi. Czułem jej puls – wariacki, mój taki sam. Druga dłoń, wciąż na moim twardym dyszlu, prowadziła mnie w to gorąco. Do końca.
Żadnych słów, myśli. Tylko to zwierzęce „weź mnie”. Ciało wygięło się pode mną, nogi szerzej, zapraszały. Gorąco jej cipki na moim brzuchu.
Centymetr. Jeden ruch.
I wtedy… ona zamarła.
Jej dłoń na moim kutasie zamarła. Biodra przestały drgać. Tylko oddech – gorący, mokry – walił mi w ucho.
– Poczekaj – wychrypiała, ledwie słychać. – Chcę… popatrzeć.
Odsunęła się trochę, oparła na łokciach. Skronie mi waliły, całe ciało krzyczało z bólu tej przerwy. Ale te ciemne oczy – widziały wszystko – kazały mi czekać.
Patrzyła. Wzrok wbity tam, gdzie mieliśmy się złączyć. Na mojego kutasa – nabrzmiałego, sinego, drżącego tak, że prawie unosił się sam. Na swoją wilgoć, co lśniła na czubku i na moich palcach. Patrzyła, jakby chciała zapamiętać każdy milimetr, każde drgnięcie, każdą kroplę.
– Jesteś taki piękny – szepnęła, bez zadzioru, tylko szczere zdziwienie. – Cały… żyjesz. I to wszystko dla mnie.
Uniosła dłoń i dotknęła czubka mojego ptaka. Nie dla zabawy – żeby poczuć. Palce zebrały tę białą, lepką kroplę i przyjrzały się jej jak jakiejś perle. Potem podniosła je do ust i zlizała – patrząc mi prosto w oczy.
Ten widok prawie mnie rozwalił. Brzuch mi się zacisnął, z gardła wyrwał się stłumiony jęk. Była niemożliwa. Czyste pożądanie w ludzkiej skórze.
– Edyto… – zaszemrałem, czoło o jej czoło, wirowało mi w głowie. – Proszę…
– Ciii… – uciszyła mnie palcem na ustach. Oczy jej błyszczały. – Ja prowadzę. Pamiętasz?
Skinąłem głową. Nie dałem rady mówić. Byłem jej. Całkowicie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz