20. Tylko dla twoich oczu
Pokręciłem głową. Uśmiechnąłem się, choć nie chciałem. Bo miała rację. I jednocześnie nie miała. Bo rzeczywistość czekała za bramą. Z nazwiskami, z rolami, z tym, kim jesteśmy, kiedy ktoś patrzy.
– Nie mogę przestać na ciebie patrzeć – powiedziałem, zanim zdążyłem ugryźć się w język. Bo to była prawda. Prosta, głupia, oczywista prawda. Moja dłoń sama powędrowała do jej policzka. Dotknąłem go ostrożnie, jakby była z kruchego szkła. – Czuję, że wciąż mi mało. Że chcę zapamiętać wszystko. Kształt twoich ust, kiedy się śmiejesz. Jak światło układa się w twoich włosach. Te pieprzyki na obojczyku. Wszystko.
Milczała. Patrzyła tylko. A ja czułem, że się palę.
– Patrz więc – szepnęła i przysunęła się bliżej. Tak blisko, że czułem ciepło jej oddechu na szyi.
– Właśnie, że nie mogę – powiedziałem, i tym razem głos mi się załamał. – Świat na zewnątrz nie pozwoli. Zasady. To, kim jesteśmy dla innych. Edyta… to, co się tu stało… to było tylko dla ciebie. Tylko dla twoich oczu.
Zadrżała. Widziałem to. Nie z zimna. Z czymś innym.
Położyła mi dłoń na piersi. Płasko. Tam, gdzie serce waliło jak oszalałe.
– I dla twoich – powiedziała tak cicho, że prawie nie usłyszałem. – Zawsze pamiętaj. To, co mam najcenniejszego… pokazuję tylko tobie.
Coś we mnie pękło na dobre. Przyciągnąłem ją do siebie. Mocno. Nie pocałowałem. Po prostu objąłem. Nasze ciała przylgnęły do siebie – skóra do skóry, ciepło do ciepła, bicie do bicia. Wtuliła twarz w moją szyję. Ja swoją w jej włosy. Pachniała słońcem, trawą, mną. Pachniała nami.
Staliśmy tak. Minuty? Godziny? Nie wiem. Świat się zatrzymał.
– Obiecaj mi coś – powiedziała w końcu, nie odrywając ust od mojej skóry.
– Wszystko – wyrwało mi się natychmiast. Bo to była prawda.
– Obiecaj, że to nie koniec. Że to dopiero początek. Że to, co się tu narodziło… znajdzie swoje miejsce. Nasze miejsce.
Zacisnąłem ramiona tak mocno, że pewnie zostawiłem siniaki. Nie dbałem.
– To nie obietnica – powiedziałem jej prosto do ucha, czując, jak drży pod moim oddechem. – To pewność. To się nie skończy. Nigdy. Nawet jak będziemy musieli udawać. Nawet jak będziemy się mijali w korytarzu i tylko spojrzeniami się dotykali. To będzie żyło. We mnie. W tobie. Zawsze.
I wtedy, stojąc nago pod drzewem, w opuszczonym ogrodzie, wśród ruin i jaśminu, wiedziałem już, że nie ma odwrotu.
Że właśnie zacząłem kochać. Na serio. Na zawsze.
I że będę to nosił w sobie jak najświętszą, najbardziej zakazaną tajemnicę.
Tylko dla jej oczu.
Koniec
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz