Szukaj na tym blogu

16 grudnia 2025

Tylko dla twoich oczu

19. Tylko dla twoich oczu


Pokręciłem głową. Uśmiechnąłem się, choć nie chciałem. Bo miała rację. I jednocześnie nie miała. Bo rzeczywistość czekała za bramą. Z nazwiskami, z rolami, z tym, kim jesteśmy, kiedy ktoś patrzy.

– Nie mogę przestać na ciebie patrzeć – powiedziałem, zanim zdążyłem ugryźć się w język. Bo to była prawda. Prosta, głupia, oczywista prawda. Moja dłoń sama powędrowała do jej policzka. Dotknąłem go ostrożnie, jakby była z kruchego szkła. – Czuję, że wciąż mi mało. Że chcę zapamiętać wszystko. Kształt twoich ust, kiedy się śmiejesz. Jak światło układa się w twoich włosach. Te pieprzyki na obojczyku. Wszystko.

Milczała. Patrzyła tylko. A ja czułem, że się palę.

– Patrz więc – szepnęła i przysunęła się bliżej. Tak blisko, że czułem ciepło jej oddechu na szyi.

– Właśnie, że nie mogę – powiedziałem, i tym razem głos mi się załamał. – Świat na zewnątrz nie pozwoli. Zasady. To, kim jesteśmy dla innych. Edyta… to, co się tu stało… to było tylko dla ciebie. Tylko dla twoich oczu.

Zadrżała. Widziałem to. Nie z zimna. Z czymś innym.

Położyła mi dłoń na piersi. Płasko. Tam, gdzie serce waliło jak oszalałe.

– I dla twoich – powiedziała tak cicho, że prawie nie usłyszałem. – Zawsze pamiętaj. To, co mam najcenniejszego… pokazuję tylko tobie.

Coś we mnie pękło na dobre. Przyciągnąłem ją do siebie. Mocno. Nie pocałowałem. Po prostu objąłem. Nasze ciała przylgnęły do siebie – skóra do skóry, ciepło do ciepła, bicie do bicia. Wtuliła twarz w moją szyję. Ja swoją w jej włosy. Pachniała słońcem, trawą, mną. Pachniała nami.

Staliśmy tak. Minuty? Godziny? Nie wiem. Świat się zatrzymał.

– Obiecaj mi coś – powiedziała w końcu, nie odrywając ust od mojej skóry.

– Wszystko – wyrwało mi się natychmiast. Bo to była prawda.

– Obiecaj, że to nie koniec. Że to dopiero początek. Że to, co się tu narodziło… znajdzie swoje miejsce. Nasze miejsce.

Zacisnąłem ramiona tak mocno, że pewnie zostawiłem siniaki. Nie dbałem.

– To nie obietnica – powiedziałem jej prosto do ucha, czując, jak drży pod moim oddechem. – To pewność. To się nie skończy. Nigdy. Nawet jak będziemy musieli udawać. Nawet jak będziemy się mijali w korytarzu i tylko spojrzeniami się dotykali. To będzie żyło. We mnie. W tobie. Zawsze.

I wtedy, stojąc nago pod drzewem, w opuszczonym ogrodzie, wśród ruin i jaśminu, wiedziałem już, że nie ma odwrotu.

Że właśnie zacząłem kochać. Na serio. Na zawsze.

I że będę to nosił w sobie jak najświętszą, najbardziej zakazaną tajemnicę.

Tylko dla jej oczu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...