4. Słodka jak cukierek.
Patrzyłem na jej piersi. Małe, jak dwa dojrzałe jabłka. Brodawki trochę ciemniejsze, sutki ledwo zarysowane. Kręciło mi się w głowie od tego wszystkiego.
Stała przede mną, cała moja. Patrzyłem jak na posąg. Moja bogini. Mogłem dotknąć, wziąć w ramiona, ale nie ruszałem się. Czekanie, to napięcie – to było lepsze niż wszystko inne.
Patrzyła na mnie – w oczach miała i prowokację, i niewinność, jakby jednocześnie zapraszała i się wstydziła. Czułem, że jak tylko drgnę, to spłoszę ją jak sarnę. Ale nie ruszyła się. Stała.
Na biodrach wciąż wisiała ta biała spódniczka, lniana, z wyciętymi kwiatuszkami-dziurkami. Zgnieciona, zwinięta od góry, wydawała się krótsza niż na początku. Patrzyłem i wciąż zgadywałem: majteczki są czy nie? Czułem, że nie. I to mnie nakręcało coraz mocniej.
Po chwili zrobiła coś, co mnie rozwaliło. Zadrżałem, jakby mnie prąd przeszedł – całe ciało jak galareta, oddech się rwał, serce waliło jak młot.
Przysiadła na murku. Myślałem, że będzie przerwa, że jeszcze poczeka. A ona – podciągnęła spódnicę pod same piersi i drugą ręką odsunęła majteczki na bok. Tak, miała je. Cieniutkie, elastyczne. Odciągnęła bez problemu. I wtedy zobaczyłem. Nie do końca, bo cień między udami wszystko skrywał, ale i tak – to było jak cios.
Widziałem gęsty, kędzierzawy zarost, ale wszystko było w porządku – przystrzyżone, zadbane, jak u młodej dziewczyny. Nie czarny, nie blond – coś pośrodku.
W środku – wąskie, pionowe cięcie, z delikatnymi płatkami, jak pąk, który dopiero się otwiera. To było to. Moja nagroda za czekanie.
Edyta – myślałem, że taka skromna, niewinna – a tu nagle rozsunęła uda szeroko, żebym widział wszystko, każdy szczegół. To był jej pokaz, tylko dla mnie. Mogłem patrzeć, ile chcę. Marzenie każdego faceta.
Kiedy zsuwała spódniczkę, zrobiła taką rozmarzoną, trochę nieobecną minę i rozejrzała się wokół – czujnie, jakby sprawdzała, czy na pewno jesteśmy sami. Cisza, tylko liście szumią i ptaki śpiewają. Wszystko gra. Można iść dalej. Teraz dopiero zacznie się prawdziwa gra.
To już była formalność. Pokazała mi wszystko, co miała, a ja czułem się jak jakiś odkrywca. Nie patrzyła na mnie – wzrok miała wbity w krzaki, w drzewa – i powoli, bez pośpiechu, zsuwała spódniczkę w dół, aż spadła na ziemię. Tam jej miejsce.
Patrzyłem, wciąż na kolanach. Nie mogłem się napatrzeć. Była taka zwykła, a jednak… niepowtarzalna w tej swojej prostocie, w tym dziewczęcym wyglądzie. Stała przede mną naga – średnie piersi, zarost między udami – seks był tak blisko, że aż powietrze iskrzyło.
Wiedziała, że i tak do tego dojdzie. Była gotowa, ale chciała po swojemu. Ten stary dom, pusta działka, krzaki bzu, jaśminu, forsycji – kiedyś pełno dzieci, śmiechu, teraz cisza. Nasz raj. Ta drobna blondynka odwróciła wzrok, żebym mógł spokojnie, bez skrępowania, nacieszyć się każdym kawałkiem jej ciała.
Wstałem z kolan i stanąłem naprzeciwko. Blisko – to już była odwaga. Serce waliło, nogi jak z waty, ale stałem. Prawie dotykałem jej torsem. Ja w jeansach i ciemnym t-shircie, który w słońcu palił w plecy. Ona powoli odwróciła się do mnie, odgarnęła włosy, lekko pochyliła głowę i spojrzała spod rzęs. Na tej młodej buzi – skromny, rozbrajający uśmiech. Oddanie, zaufanie, ciekawość, i ta psotna iskra w oku. Słodka jak cukierek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz