6. Chcę cię tak, że aż boli.
A potem nagle odwróciła się przodem – zatrzymałem się tak blisko, że o mało w nią nie wpadłem. Byłem rozwalony: w oczach panika, podniecenie, którego nie dało się ogarnąć, i te wszystkie uczucia naraz – seks, miłość, przyjaźń. Musiała to widzieć. Jej mina mówiła wszystko: brwi w dół, nosek zadarty, usta ściągnięte – „oj ty biedaku, co ja z tobą zrobię?”
Spojrzałem w dół – z dziurki na czubku wyciekła mała, gęsta kropla. No, prawie doszedłem. A ona patrzyła na to spokojnie, jakby się zastanawiała: ile jeszcze pociągnąć tę grę, jak bardzo go jeszcze pomęczyć.
Jedną ręką podparła piersi od dołu, lekko uniosła, drugą położyła na obojczyku. Moje oczy skakały po niej – od twarzy, przez piersi, brzuch, pępek, aż do tej zarośniętej cipki. Chciałem. Cholernie chciałem. Każdą komórką. Cel tak blisko – wystarczyło wyciągnąć ręce, przyciągnąć ją, poczuć oddech, zapach, ciepło. Normalnie, bez pośpiechu.
Ale nie ruszyłem się. Jeszcze nie. Pozwalałem się męczyć – w najsłodszy sposób. Bo czekanie było lepsze niż nagroda.
Jej ciepła dłoń zatrzymała się na mojej klatce. Czułem bicie – jej serca albo mojego, już nie wiedziałem. Pachniało bzem, starym drewnem i nią – słodko, kobieco, aż w głowie się kręciło.
– Mariusz… – szepnęła, głos jak letni wiatr. Te ciemne oczy patrzyły prosto we mnie, bez wahania. Widziała wszystko: moją panikę, desperację, tę kropelkę na czubku, która krzyczała, jak bardzo tego chcę. I uśmiechnęła się. Tym samym niewinnym uśmiechem – raj i piekło w jednym.
Nie odwróciła wzroku. Jej dłoń sunęła w dół – powoli, po spoconym brzuchu. Wstrzymałem oddech. Świat skurczył się do jej palców.
Dotknęła. Skurcz mnie przeszył.
– Boisz się? – szepnęła, kręcąc kółka na skórze.
– Że się obudzę – wychrypiałem.
– Nie śpisz – rzuciła twardo. Drugą ręką chwyciła mojego kutasa. – To prawda, Mariusz.
Jej dotyk był lekki, ale pewny. Penis rósł w tej małej dłoni, która wyglądała tak krucho, a jednak trzymała go mocno. Nie ściskała, nie ruszała. Tylko trzymała – czuła gorąco, pulsowanie, tę lepką kropelkę na czubku. Kciuk przesunął się po niej, rozsmarował z taką czułością…
– O Boże… – jęknąłem. Nogi mi się ugięły.
Pociągnęła mnie do siebie. Naga, gorąca – przykleiła się do mnie. Skóra do skóry. Jej małe, twarde piersi wbiły się w mój tors, szorstki zarost między udami musnął moje udo. Usta znalazły moje – najpierw tylko dotknęły, a potem otworzyły się głodnie, gorąco. Język wślizgnął się do środka, smakował mnie, mieszał się ze mną. Słodka, jak dojrzały owoc, z nutą czegoś dzikiego, nie do ujarzmienia.
Pocałunek był powolny, głęboki – obiecywał wszystko bez słów. Jej dłonie sunęły po moich plecach, delikatnie, ale jakby chciała zapamiętać każdy mięsień. Moje ręce w końcu ruszyły – objęły jej wąską talię, powędrowały w górę na ramiona, w dół na te małe, jędrne pośladki. Przyciągnąłem ją mocno. Z jej gardła wyrwał się cichy, zadowolony pomruk.
Oderwała usta, oddychała szybko, gorąco na mojej skórze.
– Chcesz mnie? – zapytała znowu, ale tym razem bez zadzioru. Tylko ciekawość i może ta sama niepewność, co mnie gryzła od początku.
– Edyta… wiesz, że tak – wychrypiałem, przygryzłem jej dolną wargę, potem pocałowałem mocniej, już bez wstydu. – Chcę cię tak, że aż boli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz