Szukaj na tym blogu

14 września 2023

Urlop w dziczy.

1. Idealne miejsce na dziki wypad.


Tegoroczny urlop postanowiłem spędzić nietypowo. Razem z żoną ustaliłem, że pójdziemy na tak zwany żywioł. 

-Nie wynajmujemy drogich hoteli, nie pchamy się tam, gdzie wszyscy... - snuła wątek, który miał się stać naszą myślą przewodnią.

-Bieszczady! - rzuciłem.

-Głusza, las, jakiś strumień... - ciągnęła.

Tak też się stało. Sporo wysiłku kosztowało nas znalezienie takiego miejsca, ale się opłaciło. Spakowaliśmy niezbędne rzeczy do samochodu i ruszyliśmy w drogę.

Po przejechaniu kilkuset kilometrów byliśmy już nieźle zmęczeni. Przed autem w perspektywie zaczęły rosnąć wzniesienia. Zbliżaliśmy się do celu.

Dochodziło południe, z nieba lał się prawdziwy żar. Zjechaliśmy z głównej szosy w taką asfaltówkę, ale mało uczęszczaną. Po paru minutach wjechaliśmy w zupełnie zapomnianą, wiejską drogę. Już zaczynałem się obawiać, że pobłądziliśmy, ale żona zapewniała mnie, że jedziemy dokładnie według mapy.

-Skręć tu, - wskazała leśną, ledwie widoczną drogę.

Dostosowałem się do polecenia. Jechaliśmy już tak dobrych parę kilometrów, wszystkie zabudowania zostały daleko w tyle, odgłosy cywilizacji ucichły zupełnie. Do naszych uszu dobiegał jedynie cichy szum drzew i śpiew ptaków.

Pod rozłożystymi koronami drzew było nieco chłodniej, chociaż komfort jazdy był nieporównywalnie gorszy. Ledwo nadążałem z wymijaniem dołków i wystających korzeni drzew.

Po półgodzinie dotarliśmy na dużą polanę. Kiedy ją ujrzeliśmy, wiedzieliśmy, że to na pewno jest to nasze miejsce. Nasza podróż dobiegła końca. Polana była porośnięta wysoką trawą, tu i ówdzie kępami krzewów.

-To idealne miejsce na dziki wypad, - stwierdziłem, uśmiechając się do żony.

-Dziki, romantyczny i pewnie rozpustny, - dodała.

Z oddali dobiegały pomruki nadciągającej burzy. Zabraliśmy się więc pospiesznie za ustawianie namiotu. Był to duży, kwadratowy domek dopinany do samochodu. Jako że wybraliśmy jedną z najnowocześniejszych konstrukcji, rozkładało się go bez najmniejszego problemu.

-No widzisz, przeszła bokiem, - powiedziała Ela, widząc, że ciemne chmury oddalają się od nas.

-Niepotrzebnie się tak spieszyliśmy, - zauważyłem.

-No dobrze, to zrobimy coś do jedzenia. Jestem strasznie głodna.

Rozstawiłem plastikowy stolik i krzesła, a ona przygotowała gorącego kurczaka z turystycznego piekarnika. Po tylu kilometrach jazdy byliśmy tak głodni, że zjedliśmy po dużym kawałku.

Kiedy delektowaliśmy się cytrynową herbatą, zorientowaliśmy się, że nasza radość była przedwczesna. Nawałnica wracała szybciej, niż nam się zdawało i to ze zdwojoną siłą. Ledwie zdążyliśmy pozbierać naczynia, kiedy lunął obfity deszcz.

Staliśmy pod okapem namiotu i obserwowaliśmy, jak pada. Rzęsiste ściany wody przesłaniały przeciwległą ścianę lasu. Niebo zrobiło się czarne, wokół pociemniało. Co jakiś czas rozlegał się suchy trzask, a później ogłuszające echo. Ziemia pod naszymi stopami momentalnie zmieniła się w jedno, wielkie rozlewisko. Mieliśmy wrażenie, że za chwilę popłyniemy. Na szczęście samochód i reszta namiotu stała na niewielkim wybrzuszeniu terenu.

Na szczęście po paru minutach pioruny ucichły, ale ulewa jeszcze się wzmogła.

-Dawno nie widziałem tak ulewnego deszczu, - odezwałem się z niepokojem, patrząc, jak nasza polana szybko zamienia się w jedno wielkie jezioro.

Lało i lało, nie zanosiło się na to, że wkrótce przestanie. O dziwo temperatura powietrza wcale nie spadła, no może było trochę mniej duszno. Byliśmy trochę oszołomieni, ale przede wszystkim niesłychanie zafascynowani tym, co się działo z pogodą. To była dla nas zupełnie nowa sytuacja. Do tej pory nie byliśmy przyzwyczajeni do tak bliskiego kontaktu z naturą.

W pewnym momencie moja ślubna szybko zdjęła z siebie ubranie i wyskoczyła wprost w strugi wody. W ciągu paru sekund zrobiła się kompletnie mokra. Szeroko rozpostarła ramiona, twarz zwróciła w stronę nieba i, radośnie się śmiejąc, krzyczała na całe gardło:

-Boże jak cudownie!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...