Szukaj na tym blogu

15 września 2023

Urlop w dziczy.

2. Deszcz był bardzo ciepły.


Zaczęła biegać jak małe dziecko w tę i z powrotem, skakać po kałużach, tańczyć, a mnie ze zdziwienia opadła szczęka. Nigdy bym jej o takie szaleństwo nie podejrzewał. Kiedy zaskoczenie minęło, pojawiło się inne uczucie. Byłem oczarowany i olśniony, zarówno jej spontanicznością, jak i niezwykłością tej sytuacji.

Jej ciało lśniło, mokre włosy oblepiały twarz, a obfite piersi kołysały się na wszystkie strony.

-Chodź do mnie! - zawołała.

Pokręciłem tylko głową, pomyślałem, że jeszcze nie zwariowałem. Chociaż, z drugiej strony, obserwowanie jej samej bardzo mnie podniecało.

-No chodź, nie daj się prosić, - stała przede mną, cała opływała wodą i patrzyła mi w oczy. W jej spojrzeniu były iskierki przekory, a także ogromne pożądanie.

Stróżki wody płynęły po jej twarzy, prześlizgując się przez nos i wargi. Jej oddech był szybki, a piersi drżały w rytm łomoczącego serca.

-Nie, nie chcę, - opierałem się.

Chociaż polana była kompletnie pusta, jakoś tak głupio było mi, ot tak, rozebrać się i wyskoczyć wprost pod kaskady deszczu. Nie mogłem się przełamać.

Ela nie czekała długo. Niespodziewanie chwyciła mnie za ręce i mocno przyciągnęła do siebie. Tracąc równowagę, wyskoczyłem spod bezpiecznego schronienia wprost w strugi ulewnego deszczu. Monumentalnie wszystko, co miałem na sobie, zrobiło się kompletnie mokre. W pierwszej chwili byłem na nią zły, ale później ogarnął mnie radosny, rozbrajający śmiech.

Deszcz był bardzo ciepły. Po całym dniu jazdy w upale jego krople delikatnie chłodziły moje ciało. Trudno było w to uwierzyć, ale pomimo mokrego ubrania, które przykleiło się do mojej skóry, wrażenie było bardzo przyjemne.

-No, zrzuć z siebie te ciuchy! - zawołała uradowana.

Rozejrzałem się dookoła i uśmiechnąłem się do siebie. Kiedy byłem już kompletnie nagi, wiatr przyjemnie owiał moją skórę. Wyciągnąłem ręce do góry. Duże, jak groch, krople deszczu, odbijały się od moich pleców i ramion. Uderzały w głowę i pośladki. Woda strumieniem spływała po moim penisie, a moje stopy znajdowały się w kałuży.

Po chwili zacząłem ją gonić. Śmiała się jak dziecko i uciekała, co sił w nogach. To było niezapomniane przeżycie. Biegaliśmy tak po tej łące, jak para rozbitków na bezludnej wyspie, jak dzikie zwierzęta, cieszące się urokami natury, cieszące się wolnością.

Pędziłem jak szalony, w strugach wody migał mi jej obfity tyłeczek. Wiedziałem, co za chwilę z nią zrobię. Mój penis, obijając się o uda, szybko pęczniał i nabierał sztywności. Oddaliliśmy się od samochodu o dobrych kilkaset metrów.

W końcu dopadłem ją. Popchnięta moim ciężarem upadła na ziemię. Przewróciłem się na nią. Oddychała szybko, jej źrenice były rozszerzone. Zaczęliśmy się namiętnie całować. To był długi, pełen pożądania pocałunek.

Po chwili wstała i ponownie zaczęła uciekać. Biegła w stronę namiotu, co chwilę oglądała się za siebie, jakby chcąc się upewnić, czy aby na pewno, wciąż ją gonię. Zatrzymała się dopiero przy plastikowym stoliku, którego nie zdążyliśmy sprzątnąć. Odczekała jeszcze chwilę, po czym położyła się na białym, mokrym blacie. Zachęcająco rozłożyła nogi, prowokując mnie.

Szedłem powoli, uważnie się jej przyglądając. Moje podniecenie rosło z każdym krokiem, penis był już gruby i sztywny. Spoczywała na plecach, jej piersi swobodnie rozlały się po ciele. Woda obfitymi strumieniami płynęła po jej opalonej skórze. Jej stajnia miłości była szeroko rozwarta, zapraszała w swoje progi mojego rumaka.

Podszedłem, chwyciłem za uda, i bez gry wstępnej, jednym, mocnym pchnięciem wszedłem w nią. Była taka ciasna, że myślałem, iż za chwilę się spuszczę.

Jęknęła krótko jakby z bólu. Zamarłem, na chwilę, w bezruchu, po czym powoli wyszedłem, by jeszcze raz uderzyć z całej siły.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...