12. Wysiadło ogrzewanie.
Emilia mieszkała z nami już od jakiegoś czasu. Przyzwyczailiśmy się do jej obecności tak bardzo, że czasami w ogóle nie zwracamy na nią uwagi. Wrosła w nasze życie i stała się normalnym członkiem rodziny.
Któregoś niedzielnego poranka bardzo wcześnie wstałem z łóżka. Coś mnie wybiło ze snu i, mimo usilnych prób powrócenia w krainę marzeń, wcale mi się to nie udawało. Przewracałem się z boku na bok i jeszcze bardziej się denerwowałem. Postanowiłem więc wstać, ubrać się i wyjść na spacer.
Zbliżało się Boże Narodzenie, dzień był krótki, o tej porze na dworze całkiem ciemno, więc nie była to najlepsza okazja, żeby wychodzić z domu. Poza tym pogoda nie zachęcała do jakiejkolwiek aktywności na zewnątrz. Co prawda nie było mrozu, ale padał deszcz i wiał porywisty wiatr. Ja jednak się uparłem, założyłem buty i kurtkę i rzeczywiście zamierzałem wyjść, chociażby na kilka minut.
Jakież było moje zaskoczenie, kiedy natknąłem się na nią w korytarzu. Zwykle w niedzielę i święta nie wstawała przed dziesiątą. Owinięta w moją starą bluzę sportową patrzyła na mnie tak jakoś dziwnie,z jednej strony w sposób proszący, a z drugiej niewinnie lecz prowokująco.
-Nie możesz spać? - zapytała.
Pokiwałem głową.
-Ja też, -dodała, patrząc mi w oczy .
Była dość wysoka i moja bluza zakrywała jej ledwie pośladki. Patrzyłem na jej gołe uda, pokryte gęsią skórką i uświadomiłem sobie, że w domu musiało być dość zimno.
-Chyba wysiadło ogrzewanie, - powiedziałem, wskazując na piwnicę.
-Chyba tak, - odrzekła, otulając się jak naleśnik.
Uśmiechnąłem się do niej ciepło, bo wyglądała słodko i poszedłem na dół. Rzeczywiście, piec się wyłączył, ale ustawienie go zajęło mi dosłownie chwilę. Gdy tylko to zrobiłem, od razu opuściłem kotłownię i znów znalazłem się na tym samym korytarzu.
-I co lepiej? - zapytałem.
-Chyba tak, jeszcze nie wiem, - odpowiedziała, trzymając poły kurtki tak, jakby za chwilę miała je odkryć.
Nie macie pojęcia, jak bardzo się zdziwiłem, kiedy rzeczywiście to zrobiła.
Najpierw stanęła w lekkim rozkroku, a później, jednym pociągnięciem obydwu rąk, odchyliła połówki obszernej bluzy na boki. Patrzyła na swoje piersi tak, jakby chciała powiedzieć: popatrz jakie one są ładne.
Jak zwykle, w takich przypadkach, zatkało mnie z wrażenia. Muszę przyznać że Emilia jest mistrzynią zaskoczenia. Ma takie pomysły, że nigdy nie wiadomo, co strzeli jej do głowy, ale właśnie to lubię w niej najbardziej. Mój wzrok przez długą chwilę błądził między jej kształtnymi cyckami, a ciasną cipką. Znów byłem cudownie oszołomiony, a moje podniecenie błyskawicznie rosło. To było niesamowicie podniecające. Taki teatr odstawiła specjalnie dla mnie, wiedząc, że za drzwiami, tuż obok, śpi moja żona.
Uniosła do góry ramiona, robiąc z ubrania coś w rodzaju skrzydeł.
-Wuala, - powiedziała cicho, śmiejąc się od ucha do ucha.
-Za chwilę cię zgwałcę, - odpowiedziałem zaciskając zęby.
Krew we mnie wrzała. Wodziłem wzrokiem po zarysie jej jędrnych, kształtnych piersi, po wąskiej talii, szerokich biodrach i miałem całkowitą pewność, że jest kobietą doskonałą, że absolutnie niczego jej nie brakuje. Patrzyłem na jej delikatnie wypukły brzuszek, na głęboko wklęsły pępek, a mój kutas szarpał się, domagając spełnienia.
Nie miałem pojęcia, jak długo dam radę tak stać i jej się przyglądać, ale nie chciałem przerywać tej słodkiej zabawy. Złączyła nogi. Jej cipka w tej pozycji była tylko wąską szparką, bez wystających z niej płatków, tak, jak to mają dojrzałe kobiety. Sprawiało to wrażenie, że jest bardzo niewinna i skromna. Jakież to było złudne.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz