Szukaj na tym blogu

3 sierpnia 2017

Ewa z raju.

8. Słodki błogostan.

Podszedłem do niej podszedłem bardzo blisko, stanąłem w rozkroku, odejmując jej uda i nagle moje przyrodzenie zamiast między cyckami, znalazło się na wysokości jej ust tak blisko że, wzdrygnąłem się z podniecenia. Mój kutas falował, unosiły się wokół niego opary mojego podniecenia. I w pewnym momencie dotknąłem jądrami jej nosa, a po chwili policzków. Muskałem, sam nie wiem jak to się stało. Dziwne, niesamowite i subtelnie podniecające, ale było mi coraz lepiej, coraz pewniej czułem się w tej roli, w roli kochanka, ofiary, zwycięzcy i pokonanego.
Wysunęła język i zaczęła lizać od spodu. Robiła to bardzo delikatnie. Czułem się tak, jakby to motyl muskał mnie swoimi skrzydłami. Myślałem, że zacznie go ssać i ciągnąć, ale nie ona czekała, aż przykucnę i wsunę go między jej piersi.
Zniżyłem się trochę i tak zostałem. Mój wielki worek samym owłosieniem drażnił jej skórę. Rozhuśtałem go, najpierw do góry i do dołu, a później na boki. Po chwili opadłem jeszcze niżej, pozwalając mu osiąść między nimi.
W końcu mój drąg wylądował w samym środku najcudowniejszej szczeliny na świecie. Nie musiała nic robić, nie musiała mi pomagać, nie musiała nawet ich dotykać. Jedyne co czułem, to wszechogarniający, słodki błogostan. Nie chciałem nic więcej, nie pragnąłem nic więcej, jedyne co chciałem zatrzymać, to może tą chwilę, by trwała wiecznie, by czas się zatrzymał.
I w tym momencie stało się to, o czym marzyłem. Strzeliłem niesieniem na jej twarz, na jej słodką buzię. Nie krzyknąłem, nie jęknąłem, po prostu poleciało ze mnie samo.
Po sekundzie poczułem, że wpadam w głęboką studnię bez dna. Moja sperma zachlapała jej oczy, usta i nos, spływała na dekolt, a ja czułem, że tracę przytomność. W żaden sposób nie mogłem utrzymać się na nogach, ale to było najcudowniejsze, najwspanialsze doświadczenie jakiego doświadczyłem w swoim życiu.
Ocknąłem się z głową między jej szerokimi, obfitymi udami. Pachniała przecudnie. Widziałem jej pobrudzone cycki, przecudowny, miękki brzuszek i ciemno czerwoną jaskinię miłości. Wciąż nie miałem pojęcia, co się ze mną właściwie stało. Patrzyła na mnie i uśmiechała się tak samo słodko i ciepło jak przedtem.
W końcu wstała. Nie miała już na sobie nic. Była naga tak, jak ją Pan Bóg stworzył, naga jak pierwsza kobieta w raju. Moje wyobrażenie seksu, erotyzmu, synonim piękna kobiecego. Pełna krągłości, wypukłości, cudownych, wspaniałych zakamarków, a jednak nie otyła. Wąska talia i szerokie biodra, miękki, wypukły nieco brzuch, ale bez grama zbędnego, zwisającego tłuszczu, o niesamowicie głębokim dołeczku pępka. Miała wspaniałe, długie nogi, zgrabne, od ziemi do samego nieba i dokładnie wydepilowaną, pulchną, miękką cipeczkę. Bez jednego włoska, nawet bez ich śladu.
Jej jaskinia w tej chwili była szczelnie zamknięta i przypomniała przeciętą kajzerkę. Byliśmy w tym samym holu, gustownie urządzonym, ale skromnym, a mnie się zdawało, że jesteśmy w raju.
Była dla mnie niczym bogini, niczym afrodyta, wyłaniająca się z morskiej piany, słodka nieprzeciętna, uwodząca i wciąż, w jakiś sposób, niebezpieczna. Choć całym sobą czułem, że jednak moja.
Leżałem na podłodze na wznak, płasko i patrzyłem na nią, patrzyłem na jej niesamowite, piękne ciało. Nie chciałem wstać nie miałem siły i ochoty. Tak jak było było mi dobrze.
Jedną dłoń założyła na głowę a drugą podtrzymywała pierś
-Dawidzie witaj wśród swoich, - powiedziała cicho.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...