15. Chwyciła moje przyrodzenie.
Mój kutas z wielkim trudem torował sobie drogę w jej ciasnej szparce. Dobiłem do końca wysunąłem się, zatrzymałem w samym przedsionku, odczekałem chwilę i ostrożnie zacząłem pchać się na nowo.
-Ach, ach! - zaczęła pojękiwać.
Stękałem, będąc przekonanym, że za chwilę się spuszczę. Płatki jej różyczki przylegały do mojego oręża niczym najdelikatniejsze usteczka.
W chwilę później odwróciła się na brzuch, a następnie uklękła na skraju łóżka wypinając w moją stronę swój zgrabny tyłeczek i zapraszając mnie do środka.
Mój olbrzymi kutas zrobił się sino-brązowy i wdzierał się w nią niczym średniowieczny pal. Opadła twarzą na pościel, a dłońmi rozwarła swoje pośladki ułatwiając mi dostęp do swej jaskini. Nawet jej nie dotykałem, tylko poruszałem się w tył i w przód, powoli, spokojne, majestatycznie. Wypełniałem sobą każdy milimetr jej dziewczęcego, delikatnego wnętrza. Jak prawdziwy, rasowy samiec robiłem swoje, a okna to wszystko akceptowała z zamkniętymi oczami.
W końcu, jakby doszła do siebie, jakby się przyzwyczaiła, jakby zdołała zaakceptować całą sytuację. Uniosła się i oparła na dłoniach, a ja stopniowo zwiększałem tempo. Stękała i pojękiwała, a jej piersi kołysały się we wszystkie strony.
W którym mieście momencie, odwróciła się, chwyciła moje przyrodzenie, hamując nieco moje samcze zapędy. W końcu udało nam się wychwycić wspólne tempo i dopiero wtedy było naprawdę cudownie.
Po kilkunastu minutach uznała, że nam już doić. Wydostała się spode mnie i kazała mi się położyć. Kiedy tylko to zrobiłem, dosiadła mnie. Teraz już wprawnie włożyła mojego kutasa w swoją cipkę i opadła na niego całym ciężarem. Westchnąłem z przejęciem i chwyciłem ją za biodra. Oparła się dłońmi o moją kartkę piersiową i zaczęła jechać kłusem. Rozchyliłem szerzej nogi, żeby dłużej wytrzymać i wyrównałem oddech. Bałem się, że dostanę kolki. Patrząc sobie w oczy, współżyliśmy, jak starzy kochankowie.
W końcu postanowiła urozmaicić zabawę i zamiast do przodu, odchyliła się do tyłu, siadając między moimi udami. Ciągle w niej byłem, mój fiut nawet na minutę mnie opuścił jej ciasnej norki. Przesuwała się do przodu i do tyłu, podpierając się rękami za swoimi plecami. Wpatrywała się w moją twarz, a ja, jak dzieciak gapiłem się w jej cycki.
-I jak, dobrze ci, dobrze ci ze mną? - szeptała.
Delikatnie trzymałem ją za łydki, stabilizując jej pozycję, a ona, krok po kroku doprowadzała mnie do orgazmu.
Na koniec, znów dosiadła mnie w klasyczny sposób. Z tą jednak różnicą, że nie klęczała tak, jak poprzednio, a opierała się na stopach, siedząc w kuckach. Położyła obydwie dłonie na mojej klatce piersiowej i tak, na wyprostowanych ramionach, podtrzymywała swoją pozycję.
Zamknęła oczy i poruszała się łagodnym pełnym rytmem do góry i do dołu, do góry i do dołu...
Leżałem i jęczałem, a ona niewzruszona robiła swoje. Obserwowałem jej ściśnięte cycki, szeroko rozstawione uda i wiedziałem, że długo to już nie potrwa. Mój orgazm zbliżał się szybko i nieubłaganie.
Nagle, uśmiechając się do mnie, szybko odwróciła się tyłem. Ujęła moją pulsującą, mokrą lachę, bezbłędnie włożyła do swojej cipki i od razu pojechała galopem.
Myślałem, że zwariuję. Wrażenie było trudne do opisania. Jęczałem coraz głośniej, szarpiąc się w narastających konwulsjach. Próbowała wykręcić plecy, by móc spojrzeć na moją twarz, ale nie bardzo jej to wychodziło. Uśmiechnąłem się przez zaciśnięte zęby, chcąc jak najdłużej nie zamykać oczu. Wirowało mi w głowie, powoli traciłem zmysły, ale w żaden sposób nie chciałem tego przerywać. Pragnąłem, aby tak było do samego już końca.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz