2. Tu nie ma żadnego jeziora.
-Czekaj, czekaj, masz to na GPS? - wtrącił Adam.
-Nie. No właśnie chodzi o to, że nie, - odpowiedziałem, nie mogąc uwierzyć w to, co widzę na ekranie.
-Jak to?! - dopytywał się, równie zaskoczony.
Jeszcze raz dokładnie przyjrzałem się wyświetlaczowi.
-No, normalnie, tu nie ma żadnego jeziora, - stwierdziłem z całą pewnością.
Adam tylko pokręcił głową, a po chwili odezwał się, wykrzywiając twarz w ironicznym uśmiechu:
-To ciekawe! Spójrz na prawo. Co widzisz?
-No… jezioro.
-W takim razie, coś się nam tutaj nie zgadza.
Nerwowo przesunąłem palcami po ekranie, tym samym zwiększając obszar podglądu.
-Wiesz co, owszem, google pokazuje mi, że najbliższe jezioro powinno być… jakieś trzy kilometry stąd.
W tym samym momencie Asia spojrzała na mnie i uśmiechnęła się ciepło.
-Jarek, zatrzymajmy się, - poprosiła, kładąc dłoń na moim przedramieniu.
Jej dotyk był bardzo przyjemny. Nie spodziewałem się tego.
-Co? - powiedziałem zaskoczony, skupiając się bardziej na tym co zrobiła.
-Stań na chwilę, to popatrzymy.
-Ale, po co?
Uśmiechnęła się jeszcze serdeczniej. W swoim spojrzeniu nie uwzględniała mojego sprzeciwu.
-Bo to piękne, - powiedziała po prostu.
-Piękne?
-Uhu…
-Co piękne?
-Och, Jarek okolica.
Rozbawiła mnie tym, ale jednocześnie zaintrygowała.
-A co, ty zakochana jesteś, że chcesz spacerować w blasku księżyca, - wypaliłem.
Chwilę później już tego żałowałem. Wyglądała na nieco obrażoną, ale nie dawała za wygraną.
-Zwariowałeś?!
-Przepraszam, tylko pytam.
-Nie, nie jestem zakochana… i już na pewno nie w tobie, ale jest w tym miejscu coś dziwnego… no powiedzmy… magicznego, - westchnęła z rozmarzeniem.
Dawne uczucie, mimo tak wielu lat, gdzieś na dnie mojego serca, tliło się jeszcze. Chętnie bym z nią pospacerował, nawet o tej porze, ale nie tutaj. Teraz tylko pokręciłem głową.
-Nie sądzisz, że to niebezpieczne, tak zatrzymywać się, w środku lasu?
Mimo, że prowadziłem, ujęła moją dłoń. Moje serce zabiło mocniej. Odruchowo spojrzałem jej w oczy. Przez krótki moment, ale bardzo wyraźnie, zobaczyłem w niej znów tą samą, dwudziestotrzyletnią, piękną, delikatną i kruchą dziewczynę, jaką była zaraz po skończeniu szkoły. Miałem ochotę ją pocałować.
-Żartujesz, a co nam się może stać? Przecież jesteśmy całą grupą? - odezwała się cicho.
Mimo swojego uroku, tego księżyca, wody zasnutej mgłą, nie podobało mi się to miejsce. Nie wiem dlaczego, ale czułem jakiś dziwny, trudny do określenia, niepokój. Jakiś chłodny dreszcz na plecach. Coś mi mówiło, że powinniśmy jechać dalej. Jeżeli kiedykolwiek mógłbym mówić o intuicji, to właśnie teraz gadała ona do mnie, jak najęta. Miałem złe przeczucia.
-Wolałbym nie. Jakoś nieprzyjemnie tutaj.
W tym samym momencie do rozmowy wtrącił się Bogdan.
-Daj spokój, kto nam może zrobić krzywdę. Przecież tu jest pusto i głucho, jak na końcu świata.
-No właśnie i to mi się nie podoba, - westchnąłem.
Mówił, trudnym do zrozumienia, głosem. Widać było, że alkohol w jego głowie zrobił już swoje.
-Wiesz co, no chyba, że jakaś rusałka wyjdzie z wody.
-Tobie niepotrzebna już żadna rusałka. Z ciebie to niech lepiej, ta wódka, co żeś ją w siebie lał, wyjdzie. Na twoim miejscu, to siedziałbym w samochodzie. Jeszcze wyrżniesz orła kałużę i do końca trasy będziesz jechał mokry.
Nie przejął się moimi słowami, tylko zaczął się śmiać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz