Szukaj na tym blogu

7 czerwca 2018

Relacje koleżeńskie.

84. Nie płacz.

-No dobrze, sam mi to zrobiłeś, więc wiesz, jak powinieneś się zachować, - wycedziła przez zęby.
-Ale… Aniu! Proszę oh nie!
Uśmiechnęła się szczerze.
-Nie płacz. Bądź mężczyzną i zachowuj się jak należy. Leż spokojnie, rozluźnij się i nie rób scen. Zrobimy to szybko i sprawnie. Będzie bolało, ale, zobaczysz, polecisz do nieba.
Bez dwóch zdań, to było szaleństwo. Erotyczne szaleństwo. Od samego początku wariactwo, kurczę, taka jazda bez trzymanki. Powiem szczerze, bałem się. Naprawdę się bałem.
Inaczej sprawa się miała, kiedy robiłem to sam. Dokładnie wiedziałem, jakie doznania będę sobie serwował. Teraz nie miałem nad tym żadnej kontroli. Ta laska, mogła zrobić ze mną wszystko. Mogła przemielić mnie jak mięso w maszynce.
Naprawdę, miałem ochotę wstać i uciec. Spieprzać ile sił w nogach. Tylko gdzie? No i jak to będzie wyglądało. Sam tego przecież chciałem. Sam się prosiłem.
Armagedon nastąpił już po chwili. Pochyliła się i, pewną ręką, dotknęła mojego brzucha. Nie było ulgi. Nie dała mi czasu na zastanowienie się, czy przygotowanie w, jakikolwiek, sposób.
Po prostu dotknęła całym czubkiem parzącej gałązki w sam środek pępka, przy okazji dając do wiwatu także jego szerokim okolicom. To nie była zabawa. Uderzenie bólu było takie silne, że prawie straciłem przytomność.
Czy krzyczałem? Nie, nie krzyczałem. Nie byłem w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku. To było zbyt silne. Oddech zatrzymał mi się gdzieś w gardle. Spiąłem się jak struna i zastygłym tak w bezruchu. Jak bym chciał, w jakiś sposób, zaczarować tą roślinę.
Gałązka pokrzywy wciąż tam była. O nie. Nigdzie się nie wybierała. Dokładnie czułem dotyk tych małych listków na pępku i jego okolicach.
Przerażające, wyrywające z butów wrażenie. Czułem, jak te białe drobniutkie igiełki powoli wbijają się w moje ciało, wzbudzając fale gigantycznego bólu, pieczenia i swędzenia.
W tej chwili, nie potrzebowałem nic więcej. Już samo to, co się działo, było tak intensywne, że przypominało solidny, porządny orgazm.
Moja świadomość zmieniła się nie do poznania. Teraz już nie chciałem, by przerwała. Trudno w to uwierzyć, ale to było tak odlotowe, że pragnąłem tego jeszcze i jeszcze.
Byłem, jak narkoman na głodzie. Drżałem, uderzając piętami o materac. Nie potrafiłem panować nad swoimi reakcjami. Niebo i piekło toczyły walkę wewnątrz mojego ciała.
Nie wiem, ile to wszystko trwało, ale, w końcu, oderwała gałązkę od mojego brzucha. To była bardzo krótka chwila. Zrobiła to tylko po to, by zaraz później, wygiąć ją w łuk i dotknąć bokiem całą jej długością.
Myślałem że oszaleję.
-Jezu, Jezu!!! Aniu! O Boże!!! Tak, tak!!! O tak mi rób!!! - wydzierałem się ile sił w gardle.
Ta dziewczyna była słodka, boska, niesamowita. Już ją kochałem. W jednej chwili stała się ideałem kochanki.
Między nami działa się magia. Pod tym względem byliśmy bratnimi duszami. Łączyło nas coś niesamowicie ulotnego, a jednocześnie tak bardzo intensywnego, że trudno to sobie wyobrazić. Ten seks był, tak wybuchowy i porażający, że byłem pewien, iż nigdy wcześniej, czegoś takiego nie doświadczyłem.
Następne sekundy, także, były dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Nigdy bym nie przypuszczał, że tej nocy coś takiego może się przydarzyć, a jednak.
Podeszła do stolika i, zamiast wziąć kolejną pokrzywę, chwyciła za blat i przesunęła cały mebel w pobliże łóżka.
“O co chodzi?” - zapytałem sam siebie.
W tym momencie, jeszcze, nie bardzo, wiedziałem co się święci. Jednak, dość szybko, sytuacja stała się jasna. Przecież, mogłem się domyśleć.
Zamiast stać obok mnie i parzyć na mój brzuch, zrobiła coś zgoła innego. Wlazła na tapczan i dosiadła mnie okrakiem. Jezu! Umierałem ze szczęścia.
Rozsunęła szeroko kolana, chwyciła mojego fiuta w garść i nakierowała w sam środek swojej ciasnej, opuchniętej cipeczki. Chciałem, by ta cudowna chwila trwała wiecznie.
Po chwili, opadła na niego powoli z błogą miną zadowolonego dziecka. Doświadczyłam wszystkiego na raz, jakbym, w jednej chwili, chciał zobaczyć cały świat.
Bez przerwy czułem piekący, ostry ból w okolicy pępka. Czułem też, jak wchodzę w jej wnętrze: powoli, majestatycznie, przedzierając się przez ciasne, gorące, wilgotne podwoje i docieram do samego końca jej jaskini.
W końcu zgniotła moje jądra swoimi pośladkami, naciągając skórę na moim bananie, co przyprawiło mnie o kolejne, trudne do zniesienia, zawroty głowy.
Bóbr

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...