12. Leżała na mnie.
Leżała na mnie, przyciskając moją klatkę piersiową swoimi dużymi piersiami. Unosiła i opuszczała pośladki rytmicznie, płynnie i zdecydowanie. Nie była specjalnie duża, ale nie była też kruszynką.
Czułem jej ciężar i ciepło na swoim ciele. Wsunęła ręce pod moje ramiona i objęła moją głowę. Jej twarz znajdowała się na wysokości moich ust. Co chwilę całowała mie gorąco i namiętnie. W pomieszczeniu rozbrzmiewały, niezbyt głośno, ale soczyście, dźwięki naszych buziaków. Mój penis, poruszając się w jej cipce, wygiął się w, dość ciasny łuk, co sprawiało mi jeszcze więcej przyjemności.
Czułem się dosyć dziwnie. W sumie nie wiedziałem, jak się zachować. Z jednej strony byłem bardzo zadowolony z tego, co się działo, z drugiej zaś, doświadczałem niepewności.
Znajdowaliśmy się w zupełnie obcym miejscu. To nie był nasz dom, ani mój, ani jej, ani nikogo z naszych znajomych. W ogóle nie miałem pojęcia, gdzie się znajdowaliśmy.
To było obce miejsce, pośrodku lasu. Na dodatek przyprawiał mnie o dreszcze ten nieznany człowiek, który mówił takie dziwne rzeczy. Nie mogłem też zapomnieć o tym wszystkim, co się wydarzyło. Co prawda, teraz czułem się już dobrze, ale wciąż nie opuszczało mnie to chłodne, nieprzyjemne wrażenie. Jakby ta woda wciąż mnie otaczała i wyssała życie.
Jednocześnie czułem bliskość i ciepło mojej przyjaciółki i miłości z dawnych lat. Starałem się trzymać tego uczucia bardzo kurczowo i nie myśleć o tym, co działo się w zakamarkach mojej świadomości. Starałem się nie myśleć o moim lęku.
Ta mieszanina uczuć, sprawiała, że byłem dużo bardziej podatny na wszystko, co się działo, na każdy dotyk, słowo gest.
Tak. Chciałem jej. Chciałem tej kobiety. Chciałem, jak najszybciej, dojść do porządnego, głębokiego orgazmu. Chciałem zadowolenia z nią.
Przestało mnie interesować to, że zostawiłem żonę, gdzieś tam, daleko, w swojej rodzinnej miejscowości, że w tej chwili właśnie, ją zdradzałem. Przestało mnie interesować to, że to, tylko chwilowe, zauroczenie, może spowodować wiele problemów w moim życiu. Chciałem się kochać do końca i być w tej chwili szczęśliwym jak tylko się da. Tylko to się liczyło i nic więcej.
Moja partnerka doskonale mnie wyczuwała. Zdawała się w ciągu jednej chwili rozpoznawać wszystkie moje pragnienia, predyspozycje i upodobania. Jak to było możliwe? Może było, może ona, tak samo jak ja, chciała tylko zadowolenia.
Kochaliśmy się. Unosiła i opuszczała swoje biodra dość szybko, ale nie za szybko. Robiła to intensywnie, stosunkowo mocno, ale w tempie, które stopniowo i skutecznie prowadziło mnie na sam szczyt.
Nie chciałem nic powstrzymywać, grać casanovy, starać się pokazać, jakim to jestem dobrym kochankiem. Było mi cudownie tak jak było. Dawałem w takiej samej ilości, w jakiej brałem i to było w porządku.
Jej twarz była tak blisko, jej ciało niemal mnie otaczało, było takie gorące, a cipka kurczyła się coraz mocniej, zabierając mnie do raju.
Ta kobieta nie była doskonała, a jednak doskonałość była we wszystkim, co robiła. Może to po prostu, wszystkie nasze wewnętrzne zakazy i nakazy, które ze sobą przez całe życie dźwigaliśmy, zostały odrzucone, pozostawione gdzieś w tym ciemnym lesie. Seks był w nas. Przemawiał przez nas wszystkimi zmysłami. Był w każdej komórce naszego ciała.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz