Szukaj na tym blogu

17 czerwca 2018

Jezioro.

7. Na granicy życia i śmierci.

Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie że samochód porusza się do przodu. Wiedziałem, że jedziemy, nie miałem jednak pojęcia dokąd. Podejrzewałem, że do jakiegoś szpitala. Chciałem o to zapytać, lecz nie miałem już sił. Przed moimi oczami, znów, zapadła ciemność.
Zresztą, taka sytuacja powtórzyła się jeszcze kilkukrotnie. Cały czas błądziłem na granicy życia i śmierci. Raz byłem świadomy i rejestrowałem wszystko, co się wokół mnie działo, z innych momentów w mojej pamięci pozostała tylko pustka.
Nie pamiętam, jak oni to zrobili, ale, w którymś momencie, dotarło do mnie, że jestem rozebrany do naga i owinięty dwoma kocami. Siedziałem skulony na jednym z tylnych siedzeń.
Przede mną, wciśnięta między fotele, klęczała na podłodze Joasia i trzymała mnie za dłonie:
-Wszystko będzie, dobrze, zobaczysz będzie dobrze, - mówiła do mnie łagodnym głosem.
Bardzo chciałem w to wierzyć. Uczepiłem się tej myśli i trzymałem kurczowo, jak topielec. Ta noc zdawała się nie mieć końca.
Poruszaliśmy się drogą gruntową. Samochód jechał bardzo szybko i co chwilę podskakiwał na wystających z ziemi korzeniach. Patrząc przez okno, widziałem tylko czubki wysokich świerków, majaclzących na, rozświetlonym promieniami księżyca, niebie.
Po jakimś czasie wjechaliśmy na czyjeś podwórko. Usytuowane było w samym środku lasu, na niewielkiej polanie. To było jak scena wyjęta z horroru. Chłopaki wyszli z samochodu i zaczęli walić w drewniane drzwi. Echo niosło się po całej okolicy. W końcu ktoś otworzył.
-Co się stało? - usłyszałem męski głos.
-Niech nam pan pomoże. Oni chyba się wyziębili, - odezwał się, bardzo zdenerwowany, Adam.
-Wyziębili, w jaki sposób?
-Wpadli do wody. Pomóżcie nam!
-W porządku, wiem wszystko. Dawajcie ich szybko do środka.
Byłem półprzytomny. Nie mogłem ustać na własnych nogach. Wnieśli mnie do przestronnego salonu i położyli obok rozpalonego kominka.
Byłem słaby jak niemowlę. Leżałem na podłodze. Podszedł do mnie duży pies i zaczął lizać po twarzy. Nie byłem w stanie się bronić, ale było to przyjemne.
W tej samej chwili, jakiś dziwny sposób, przestałem się bać. Wiedziałem, że już więcej nic złego się nie stanie. Kiedy poczułem intensywne ciepło żywego ognia, od razu zrobiło mi się lepiej.
Dosłownie z sekundy na sekundę odprężałem się i czułem, że zasypiam. Tym razem, nie straciłem przytomności, po prostu, bardzo chciało mi się spać.
Zarejestrowałem jeszcze tylko, jak mężczyzna podszedł do mnie i, dwa razy, klepnął mnie w policzek.
-Żyje pan? - zapytał.
-OK, w porządku. Wszystko w porządku, -  odpowiedziałem cichym głosem.
-Hipotermia, - stwierdził mężczyzna. - jemu nic nie będzie. Zaraz przyniosę nalewki, to się rozgrzeje. Co z tym drugim?
-Gorzej. Wciąż jest nieprzytomny, - odpowiedział Marcin.
-Gdzie żeście wpadli? - zapytał mężczyzna.
-Na pomoście, jakieś trzy kilometry stąd.
-Aha, wiem gdzie to jest. Co żeście tam robili w środku nocy?
-Zatrzymaliśmy się za własną potrzebą. Jedziemy do Mikołajek.
-Zdaje się, że jemu będzie potrzebna pomoc medyczna. Nie jestem lekarzem, ale widzę, że trzeba zawieźć go do szpitala, - usłyszałem, ten sam ochrypły, głos.
Trudno było mi utrzymać otwarte oczy. Co chwilę zapadałem w płytki sen i miałem wrażenie, że wciąż jestem pod wodą. Nie mogłem wymazać swojej pamięci tej, blado-sinej, ale dziwnie pięknej twarzy. Kolejne sceny z rzeczywistości rejestrowałem, jak przez mgłę.
-Co to było?! Do jasnej cholery, co to było?! Wy też żeście to widzieli?! - mówił Marcin.

Niesamowite cycki pod wodÄ… w basenie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...