85. Dotykała mojego ciała.
Zanim wprawiła swoje ciało w rytmiczny falisty ruch, unosząc się i opadając, sięgnęła po kolejny kawałek pokrzywy. Był także duży, pełny, symetrycznie ustawionych, zielonych, soczystych, liści.
I tak, poczynając od samego wierzchołka, były bardzo malutkie, delikatne, subtelnie wyrzeźbione i gęsto ustawione obok siebie. Stopniowo przechodziły w coraz większe, rzadziej porastając kwadratową gałązkę. W końcu, na samym dole, miały wielkość ludzkiej dłoni. Ich kształt przypominał krople deszczu. Wszystkie miały ząbkowane krawędzie i wyglądały równie przerażająco.
Każdy z nich, niezależnie, czy to bardzo malutki, czy też duży, przy dokładnym, bliższym przyjrzeniu się, uwidaczniał po obydwu stronach, jerzyk bardzo delikatnych, a jednocześnie mocnych i sztywnych, białych włosków. Przywodziły na myśl igiełki.
Tak też, od wierzchniej strony było ich więcej, ale były drobniejsze i mniej parzące. Sllłabiej wbijały się w skórę. Te od dołu, natomiast, były nieco rzadsze, porastały przeważnie okolice nerwów liścia i wyglądały na dużo mocniejsze. Dlatego dotknięcie tą stroną było szczególnie bolesne.
Natomiast osobną sprawą były same łodygi, oraz ogonki liściowe. Tam igiełki były szczególnie mocne i długie, zawierały dużo soku, który wywoływał bąble na ciele swojej ofiary.
Trzymając długą łodygę przez torebkę foliową, dotknęła najpierw swojego, i tak już mocno poparzonego, brzucha. Jej ciało od razu szarpnęło się w gwałtownym skurczu, a cipka uwięziła mnie w gigantycznym uścisku. Widziałem, jak jej źrenice uciekają pod powieki, czułem na swoich biodrach, jak jej ciało drży. Było mi tak słodko i przyjemnie, że nie musiała robić już nic więcej, abym osiągnął, bardzo satysfakcjonujący, orgazm.
Wkrótce, nie patrząc na moją twarz, dotknęła mojego brzucha tą samą gałązką. Poczęstowała mnie solidnym poprzecznym pociągnięciem poprzez pępek.
-Ooooooo… Jezu!!! - wyrwało się z mojego gardła.
Podskoczyłem do góry. Wrażenie przeszywało całe moje jestestwo. Mój kutas wyprężył się do granic możliwości i o mało nie trysnął w nią ponownie. Mało brakowało a wypełnił bym ją gęstym nasieniem.
Dopiero teraz otworzyła oczy, spojrzała na mnie i uśmiechnęła się szeroko.
-Dobrze ci, - westchnęła w moją stronę.
-Och tak, tak… nie masz pojęcia, jak mi dobrze.
-W takim razie, zaczynajmy, - powiedziała cicho i zaczęła swój taniec.
Unosiła się i opadała. Najpierw rytmicznie, ale bardzo powoli. Później coraz szybciej i szybciej. W końcu galopowania na mnie jak prawdziwa dzika amazonka.
Myślałem, że zwariuję. Połączenie tych dwóch, bardzo intensywnych doznań, wyrzucało moją świadomość na orbitę. To była bardzo wybuchowa mieszanina.
Czułem palący ból na brzuchu i czułem jej gorącą, słodką, poruszającą się szybko na moim chuju pizdeczkę. Błyskawicznie wchodziłem na wysokie obroty. Wielkimi krokami galopowałem na sam szczyt.
Byłem przekonany, że na tym już koniec, że więcej nie będzie mnie dotykać pokrzywą.Myliłem się. Chwilę później powtórzyła ten zabieg. Dotknęła: najpierw swojego, a później mojego pępka.
Nie dała mi spokoju do samego końca. Unosiła się i opadała na moim podbrzuszu. Jej cipka kurczyła się coraz bardziej, gwałtownie ściskała mojego fiuta. Miałem wrażenie, że jest w żelaznym uścisku. Przed moimi oczami wirowały już różnobarwne plamy. Słyszałem jednostajny szum w uszach. Czułem, jak porusza się na mnie niczym maszyna.
Dotykała mojego ciała tą cholerną rośliną, przyprawiając o koszmarny ból, a jednocześnie niebiańską, słodką rozkosz. W tym właśnie stanie, dotarłem do finału. Niby nie stało się nic szczególnego. Po prostu, w pewnym momencie, z mojego gardła, wyrwał się mimowolny, głośny krzyk. Był to krzyk rozkoszy bólu i cierpienia.
Strzeliłem w kilku seriach, wypełniając jej słodkie, gorące wnętrze moim budyniem, którego, jeszcze jakimś cudem, tak wiele pozostało w jądrach.
Och, cóż to była za rozkosz!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz