Szukaj na tym blogu

2 czerwca 2018

Relacje koleżeńskie.


79. Całkowicie sponiewierana.

Dotykałem jej cycków gdzie popadnie, bez zastanowienia, raz przy razie. Nie zważałem na jej krzyki, jęki i westchnienia. Nie obchodziły mnie jej łzy ani płacz. Nie obchodziło mnie to, że trzęsie się jak w febrze, zupełnie jakby była bardzo chora.
    W ten sposób, po jakimś czasie, gałązka pokrzywy była już całkowicie sponiewierana. Wyglądała brzydko. Właściwie to nic już z niej nie zostało.
    Jej specyficzne włoski na całej powierzchni były już powykrzywiane i połamane. Po zachowaniu Ani widać było, że ich dotyk jeszcze trochę boli. Nie o to mi jednak chodziło.
    Bardzo zależało mi na dobrym, mocnym efekcie, więc stwierdziłem, że czas już zmienić narzędzie tortur. Byłem gotowy przygotować kolejny, podobny kawałek. Przez moment zastanawiałem się tylko, czy nie wybrać nieco większego.
    W tym momencie moja kochanka całkowicie mnie zaskoczyła. Kiedy zobaczyła moje wahanie odezwała się:
    -Weź cały czubek i nie obcinaj liści.
    Przez chwilę pomyślałem sobie, czy to w ogóle ma sens. Jej drobne, kształtne piersi były już całkowicie i dokładnie usiane bąblami. Pęcherze były wszędzie. Spora ich część była wielkości dziesięciogroszówki. Dużo było też takich trochę mniejszych. Natomiast, w co trudno było mi uwierzyć, każde wolne miejsce między nimi, wypełnione było bardzo malutkimi, drobniutkimi kropeczkami, które dopiero miały zamiar się rozrosnąć w jedną, dużą, puchnącą i bolącą całość.
    Pokrywały, nie tylko sutki, czy brodawki, ale też całe piersi. Już samo tylko patrzenie na nie było nieprzyjemne.
    Ania drżała i szarpała się w, następujących co kilkanaście sekund, gwałtownych skurczach całego ciała. Wyglądało to jak ostatnie tchnienie jej życia. Szarpnięcia mięśni były całkowicie odruchowe, pozbawione jej woli. Nie miała nad nimi żadnej kontroli. Jej zęby były tak mocno zaciśnięte, że miałem wrażenie, że, za chwilę, popęka na nich szkliwo. Z jej oczu, obfitymi strumieniami, płynęły łzy.
    Co chwilę zadawałem to samo pytanie:
    -Czy chcesz, abym kontynuował tą zabawę?
    Miałem wrażenie, że ilość zadanego cierpienia, jest już za duża nawet, jak dla tej, bardzo wytrzymałej, osoby. Mimo wszystko cały czas twierdziła, że jest to w granicach jej odporności i że chce tego jeszcze więcej.
    Znów podszedłem do stolika. Leżała na nim cała góra pokrzyw. Były częściowo już pocięte na kawałki.
    Kiedy stałem już przy krawędzi stołu jeszcze raz spytałem:
    -Rzeczywiście chcesz, żebym wziął cały czubek?
    -Tak, - odpowiedziała, - bardzo tego chcę.
    Cały czas na mnie patrzyła.
    Wziąłem do ręki jedną, ponad dwumetrowej długości, roślinę. Uniosłem do góry jak kwiatek i odwróciłem się w jej stronę.
    -Jest właściwa? - spytałem.
    -Podejdź bliżej, - poprosiła.
    Kiedy byłem już obok łóżka, zacząłem obracać niebezpieczną łodygą wokół własnej osi, prezentując wszystkie jej niebezpieczne i bolesne zalety.
    Skrzywiła się tylko i pokręciła z dezaprobatą głową. Nie była zadowolona.
    -Ta jest za bardzo zwiędnięta, - odezwała się sucho, - Poszukaj ładniejszej.
    Wróciłem do stolika i zacząłem przekładać rośliny z kupki na kupkę, jedna obok drugiej, starając się wyszukać jak najpiękniejszy okaz. Kiedy wreszcie zdawało mi się, że znalazłem odpowiednią, ostrożnie wyjąłem ją w całej gromady.
    Zadowolony z siebie uniosłem do góry i pokazałem mojej koleżance. Jeszcze raz poprosiła, abym się zbliżył, by mogła ocenić jej wygląd.
    Kiedy byłem już przy łóżku przez długą chwilę przyglądała się uważnie. W końcu uśmiechnęła się i powiedziała:
    -Tak, ta jest w porządku.


WibrujÄ…cy intensywny prawdziwy orgazm.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...