Szukaj na tym blogu

14 czerwca 2018

Jezioro.

4. W bladej poświacie księżyca.

Zatrzymałem samochód. Natychmiast otworzyliśmy drzwi i wyszliśmy na zewnątrz. Przywitał nas chłodny, ale spokojny powiew.
Przetarłem zmęczone oczy, przeciągnąłem się i odetchnąłem z ulgą. Dziewczyny się nie pobiły, a to już był dobry znak.
Obydwie strony drogi porastał las. Powiedzieć, że był szczególnie gęsty i nieprzystępny, to przesada. To był zwykły, mieszany zagajnik, średnio utkany drzewami. Od biedy, można było wybrać się tutaj na spacer, bez obawy, że utknie się w jakiś zaroślach.
Z prawej, rzeczywiście, było jezioro. Chociaż wydawało się takie nierealne, to jednak wciąż tam było.
W czasie zatrzymywania się pokonaliśmy kilkaset metrów, więc jego brzeg odsunął się nieco od krawędzi drogi. W tej chwili wyglądało, jak jeden z tanich widoczków, sprzedawanych na bazarach. Majaczyło ołowianą taflą wody w bladej poświacie księżyca, a nad nim, niczym duchy, unosiła się mgła.
Nikt z nas nie założył kurtki. Wyszliśmy tak, jak siedzieliśmy w aucie. Asia oplotła się ramionami, jakby to miało sprawić, że będzie jej cieplej.
-Brrrr… ale zimno, - zaczęła szczękać zębami.
-No zimno, - zgodziłem się.
-W dzień jeszcze da się wytrzymać, ale noce są już naprawdę chłodne, - dodała jeszcze.
Wokół nas ustawiła się gromadka ludzi, którzy tak samo szczękali zębami.
-Nieznośnie zimno. Tak zimno, że ochota na ten seks już przeszła, - odezwała się rezolutnym głosem, Ewa.
-No, wiedziałem, że tak będzie. Mi kuśka jakoś się skurczyła, - wtrącił swoje, bełkotliwym głosem, Bogdan.
Słysząc to, od razu, uśmiechnąłem się szyderczo.
-A nie mówiłem?! Trochę zimnego powietrza i od razu gadasz inaczej. No to jak, odlewka i wracamy do auta, dobra?!
-Dobra! - zgodził się.
Gosia, przechodząc obok, trąciła mnie łokciem i powiedziała:
-Fajnie tutaj.
Przez chwilę, zastanawialiśmy się, jak się rozdzielić, ale zaraz później, dziewczyny same ruszyły na lewo, a my w przeciwną stronę.
Nie chciałem zostawiać samochodu bez nadzoru, więc schowałem się za najbliższe drzewo. Ledwo co zdążyłem schować fiuta, a już słyszałem kroki za plecami. Odwróciłem się nerwowo i zobaczyłem Joannę. Szła pewnym krokiem, jakby mając nadzieję, że zostanie mnie właśnie w takiej, niezręcznej sytuacji.
-Popatrz jak tutaj cicho i pięknie, - odezwała się, stając tuż za moimi plecami.
W tej samej chwili, po moich plecach, przebiegł chłodny dreszcz i nie był on wywołany zimnem.
-Raczej dziwnie, - powiedziałem.
-Nieziemsko tak, tu jest, prawda? - dodała.
-Tylko popatrz na ten księżyc. Widzisz jaki jest duży? - wskazałem palcem na srebrną tarczę, zawieszoną nisko nad horyzontem.
-Niesamowity, - odezwała się, delikatnie przywierając do moich pleców.
-Podobno, podczas pełni wychodzą wilkołaki, - zażartowałem, mając nadzieję, że ją wystraszę i jeszcze bardziej się do mnie przytuli.
-Nie wierzę wilkołaki, - powiedziała, kładąc brodę na moim ramieniu.
Patrzyłem przed siebie, ale na mojej twarzy pojawił się uśmiech. O to mi przecież chodziło, była blisko mnie.
-Nie boisz się? - spytałem.
-Nie.
-Ani trochę?
-Ani trochę.
-Nie rozumiem, powinnaś się bać.
-Nie boję się, bo jestem z tobą.
Odwróciłem się powoli i objąłem ją w talii. Ta noc, rzeczywiście, zaczynała być czarująca.
-Myślałem, że jesteś na mnie zła, - powiedziałem, starając patrzeć jej w oczy.
-Nie, nie jestem zła, tylko…
-Co tylko?
-Miałam nadzieję, że będziesz poświęcał mi więcej czasu.
-Asiu jestem żonaty, a ty i tak nie chcesz pójść ze mną do łóżka, - powiedziałem pół żartem, pół serio.
-Przecież już ci mówiłam. Mogę ofiarować ci tylko przyjaźń, - westchnęła, trącając mnie palcem w nos.
-Przyjaźń, mówisz?
-Uhu…
-Rozumiem, to taka nagroda pocieszenia, - stwierdziłem, starając się wzbudzić w niej wyrzuty sumienia.

wspaniałe cycki basenowe

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...