Szukaj na tym blogu

4 czerwca 2018

Relacje koleżeńskie.

81. Trzęsienie ziemi.

Z jej gardła wydobył się krzyk, a po chwili płynnie przeszedł w, trudny do zniesienia, pisk.Całe jej ciało drżało coraz bardziej. To było jak, zbliżające się, trzęsienie ziemi, jakby za chwilę miała wybuchnąć.
W tej samej chwili wpadła w tak intensywny rezonans drgawek, że myślałem, że coś się jej stało. To było dziwne, ale jednocześnie, ciekawe. Wyglądało to tak, jakby była podłączona do wysokiego napięcia. Drżała, podskakując na materacu, jakby była pozbawiona świadomości.
Po kilku sekundowym zastanowieniu, zrobiłem to jeszcze raz. Dotknąłem drugiej pachwiny. Tym razem także, moje uszy rozdarła salwa, jeszcze głośniejszych, krzyków.
Nie wiedziałem, co się z nią dzieje. Gwałtownie chwyciła mnie za nadgarstek i mocno ścisnęła. Jej dłoń była chłodna i spocona, taka nienaturalna.
To było za dużo. Broniła do siebie dostępu. Trzymała mnie tak przez kilka sekund, nie pozwalając roślinie zbliżyć się do swojej skóry.
Nie trwało to jednak zbyt długo. Ona doskonale wiedziała, co robi. Zdawała sobie sprawę ze swojej odporności i z tego, czego pragnie. Była sobą. Bez najmniejszych skrupułów potrafiła sprawić sobie jak najbardziej intensywną rozkosz.
W następnym momencie, zdarzyło się coś, co zaskoczyło, nawet, mnie samego. Bardzo kurczowo trzymając moją dłoń, skierowała czubek pokrzywy w sam środek swojej różyczki.
Patrzyłem i nie mogłem pojąć, jak to jest możliwe? Jak ona może to wytrzymać? To przekraczało moje pojmowanie rzeczywistości.
Powoli i z pełną premedytacją, przesuwaliśmy się, dokładnie w miejsce, gdzie wystawały napełnione krwią, wilgotne wargi jej muszelki. Ten widok wciąż mam przed swoimi oczami.
Nasze splecione dłonie wspólnie zaatakowały to, bardzo wrażliwe, miejsce. Łup-łup, łup-łup, łup-łup… - waliło moje serce. Miałem wrażenie, jakbym oglądał jakiś, niesamowicie mocny, thriller.
Pierwsze muśnięcie było, jak przywitanie, bardzo ostrożne i delikatne. To było jak pocałunek w policzek. Mimo to, moja partnerka szarpnęła się w gwałtownym skurczu, tak gwałtownym, jak u dentysty na fotelu.
Nie wiem czy ze mną wszystko jest w porządku. Z lubością obserwowałem jej męczarnie. Mimo, że się o nią bałem, podniecało mnie wszystko: jej spocona twarz, drżące ciało i bąble wszędzie, gdzie tylko się da.
Kolejne dotknięcie było już nieco mocniejsze. To ona sama stopniowała intensywność bodźców. Najprawdopodobniej robiła to już nie po raz pierwszy.
Kolejny skurcz, także, był już dużo silniejszy i bardziej nerwowy. Czas jakby się zatrzymał, świat wokół nas jeszcze raz przestał istnieć. Wszystko, co było dalej, niż dwa metry, zupełnie, przestało się obliczyć.
Następne dotknięcie. Tym razem, zgnietliśmy zielsko na środku jej cipki: ostro, mocno, bez wyczucia. To było kompletne szaleństwo. Tylko spróbujcie sobie wyobrazić coś takiego.
Następne sekundy, ciągnęły się, jak guma do żucia i były, tak samo, intensywne. Trzymaliśmy roślinę długo, leniwie obracając raz w lewo, raz w prawo. Poparzenia pojawiały się od razu i były, dużo bardziej, dotkliwe.
Powoli docierał do mnie pewien oczywisty fakt. Moja koleżanka z pracy była zboczoną desperatką, erotomanką, ale taką z krwi i kości, ukrytą pod płaszczykiem skromnej mężatki.
No cóż… pewnie, czułbym się bardzo zgorszony, gdybym… no właśnie, gdybym nie miał podobnych zainteresowań.
Uścisk jej dłoni na moich nadgarstkach był tak mocny, że aż porobiły mi się siniaki. Gdybym przy tym nie był, pewnie bym nie uwierzył, że zrobiła to mała, drobna kobieta.

prawdziwy orgazm

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...