Szukaj na tym blogu

10 stycznia 2019

Przygód kilka ochroniarza Mirka.

3. Chcesz zobaczyć więcej?

Tak czy inaczej, facet nie miał tak silnych pleców, jak mogłoby się wydawać. My wszyscy  nadal pracujemy, a jego dawno już nie ma. Nie wiem czy odszedł z własnej woli, czy go wywalili, bo nie dawał sobie rady  z własnymi obiektami. Dobrze się złożyło, że ta zima była lekka i śnieg spadł jedynie trzy razy.
Ta menda postanowiła się na nas odegrać. Przy różnych okazjach starał się wykorzystać swoją wiedzę i wejścia do tego, aby nabrudzić jak to tylko możliwe. Zaczęło się od tego, że naplótł głupot do administratorki i do zarządu osiedla, że ochrona się nie myje, że od ochroniarzy śmierdzi, że na portierni jest syf i brud. Do dziś, jak sobie o tym pomyślę, to krew mnie zalewa. Trzeba być wyjątkowym skurwysynem.
Oczywiście było to nieprawdą. Nie mogę powiedzieć, że było idealnie czysto. Nigdy nie jest. Natomiast na pewno nie było tak jak on mówił. Może to śmiesznie zabrzmi, ale gościu nasłał na nos kontrolę. Autentycznie.
Któregoś dnia, zupełnie niespodziewanie wpadła komisja złożona z kilku osób. Wyglądało to bardzo poważnie, ale okazało się być zwykłą farsą. Obecny był między innymi właśnie ten pawian w kolorowych butach, administratorka i przewodniczący zarządu. Zrobili nam tak zwany kipisz. No, kipisz to może za dużo powiedziane.
Przerzucili wszystko, co było w szafkach, nie zważając że mamy tam swoje prywatne rzeczy. Przejechali palcami owiniętymi w chusteczkę po gzymsach, szafach i rantach drzwi. Konia z rzędem temu, kto przy tak dokładniej kontroli, czegoś nie znajdzie. Po prostu, wynik kontroli musiał być zgodny z ich oczekiwaniami.
Po wszystkim zarządzili generalne porządki. Miało być czysto i sterylnie jak w szpitalu. Traf chciał, że akurat wtedy byłem na służbie. Powiedziałem, że nie boję się sprzątania i, co tylko będę mógł, to ogarnę.
Wtedy to właśnie miałem okazję osobiście poznać naszą panią administrator. Wcześniej jakoś nie zdarzało mi się na nią trafić. Co prawda w gablocie na holu wywieszone było, że ma dyżur raz w tygodniu, ale rzadko kiedy na nim była. Zaczynałem pracę na tym osiedlu, więc jeszcze w tym wszystkim tak bardzo się nie orientowałem.
Kiedy wszyscy się rozeszli, wreszcie mogłem odetchnąć z ulgą. Jeśli zgraja jełopów zagląda ci we wszystkie kąty, to masz ochotę tylko gryźć. Na szczęście została tylko pani administrator. Miała mi pomagać. Chciała, żeby było to ogarnięte jeszcze tego samego dnia.
Zdawałem sobie sprawę, że wszystko zajmie przynajmniej kilka godzin. Jednak perspektywa pracy z kimś w miarę normalnym i życzliwym ułatwiała mi perspektywę tego zajęcia. Tym bardziej że pani administrator… hmm… jakby to powiedzieć, była bardzo atrakcyjna.
To była osoba około trzydziestki, no może trochę więcej. Mogła mieć, powiedzmy, trzydzieści pięć. Była średniego wzrostu, miała rude (chyba naturalne) włosy, dość zgrabną figurę i duże cycki, które zdawały się mieścić pod bluzką. Jak by się nie odwróciła, odbijały się niczym dwa napompowane balony. No i oczywiście było coś jeszcze.
Choć bardzo się starałem, nie mogłem dojrzeć tam stanika. Za każdym razem, kiedy się schylała, miałem okazję zapuścić żurawia w jej  głęboki dekolt.
Nagle poczułem się jakbym dostał obuchem w tył głowy. Prędzej spodziewałbym się diabła, niż tego, że odezwie się do mnie tymi słowami, a jednak odezwała się.
W pewnym momencie odchyliła się do pionu i, przeciągając niczym kotka, uniosła ramiona do góry. Następnie włożyła dłonie w swoje rude włosy, przeczesała je palcami, spojrzała na mnie i odezwała się jak gdyby nigdy nic:
-Widzę, że podobają ci się moje cycki. Chcesz zobaczyć więcej?


Lick 39 hot secretary

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...