4. Skurwić się.
Po czym, w ogóle nie czekając na moją odpowiedź, ściągnęła cienki i elastyczny sweterek. Pod spodem miała coś na kształt luźnej koszuli z rozpiętymi guzikami. Ostatni poprawnie zamknięty znajdował się chyba w okolicy pępka. Połówki stalowo-błękitnej bluzki delikatnie rozeszły się na boki. Na tyle szeroko, by ukazać cały kształt i rozmiar jej cudownej mleczarni.
-O ja pierdolę! - westchnąłem z przyjęciem czując, że w moim rozporku robi się ciasno.
Obserwowałem, jak spod materiału wysuwają się ogromne, chropowate brodawki i grube, sterczące sutki. Rottweiler w moich spodniach ostentacyjnie domagał się wyprowadzenia na spacer.
-No proszę, proszę… widzę, że robią na tobie duże wrażenie, - dodała bardzo spokojnie i grzecznie.
Ze zdziwienia otworzyłem usta. Była niesamowita. W jej zachowaniu nie było ani odrobiny wstydu czy skrępowania. Wszystko robiła luźno i naturalnie. Wyglądało to tak, jakby pokazywała mi nowy zestaw porcelany, a nie swoje piersi.
-W mordę jeża, pani Zosiu! - wycedziłem, kręcąc głową.
Nie wierzyłem, że to się stało naprawdę. Nie wiedziałem, czy mam się cieszyć, czy panikować. Takich cycków dawno już nie widziałem.
Uśmiechnęła się, a później, zupełnie bez żadnego wstydu, chwyciła palcami za brzegi tej koszuli i rozsunęła je szeroko na boki, odsłaniając swoje skarby.
-Boże, Boże, Boże! - powiedziałem drżącym głosem, nie mogąc zapanować nad podnieceniem.
Uczucia, których doświadczałem w tej chwili, były bardzo dziwne. W mojej głowie kołatało się jedno pytanie: prezent, czy pułapka? Miałem przed sobą dojrzałą kobietę jednak na tyle młodą i atrakcyjną, że w moich żyłach zawrzała krew. Czułem, jak ciśnienie rozsadza mi skronie.
Oto żonaty facet po pięćdziesiątce, mający, odchowane dzieci, żonę i ustabilizowane życie, stanął przed nie lada dylematem: skorzystać, czy nie skorzystać? Taka okazja mogła się już nigdy nie powtórzyć. Skurwić się jak ostatnia szmata, ale być szczęśliwym i mieć cudowne wspomnienia, czy pozostać wiernym mężem, zastanawiającym się, co by było, gdyby?
“Boże, co się ze mną dzieje?” - myślałem.
Pokusa była bardzo silna, czas uciekał. Nie wiem dlaczego, ale zacząłem zastanawiać się, która może być godzina. Byłem tak w pobudzony, że nie mogłem zmusić się, aby spojrzeć na monitor. Niemniej bardziej intuicyjnie podejrzewałem, że jest gdzieś około siedemnastej.
To był moment, kiedy lokatorzy wracali z pracy do domów. Raz po raz na korytarzu słychać było czyjeś kroki. Ktoś wsiadł do windy, ktoś inny szedł wyrzucić śmieci.
Drzwi do portierni były delikatnie uchylone. Co prawda, było to pomieszczenie bez okien i rzadko ktoś miał odwagę wejść bez pukania, jednak ryzyko, że o tej porze przyjdzie komuś taki pomysł do głowy, było dość duże.
Tymczasem moja pani administrator stała przede mną z wywalonymi cycami. To były tylko piersi, jednak w moich oczach była prawie naga. To fakt, w każdej chwili mogła szybko się schować. W tym momencie znajdowała się w łazience, więc osoba zaglądająca do naszego pomieszczenia nie spostrzegła by jej od razu. Nie było takiej fizycznej możliwości.
Nie wiem, czy miało to jakieś szczególne znaczenie, ale mieszanina uczuć i myśli, które się we mnie gotowały, była trudna do zniesienia.
Dość szybko wyrwała mnie z zamyślenia. Nie pozostawiła zbyt długo samego z tym problemem. Stanęła naprzeciwko mnie w delikatnym rozkroku, opuściła ramiona wzdłuż ciała i patrzyła. Patrzyła w sposób drapieżny, zachłanny.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz