13. Ciasto na chleb.
A później, nie minęło nawet pięć minut, usiadła po turecku na podłodze, cipką muskając zimną posadzkę. W ogóle się takimi szczegółami nie przejmowała. Była całkowicie pochłonięta tym, co robi, całkowicie oddana zadaniu.
Klęczała ze stopami pod pośladkami i trzymała moją fujarę u samej podstawy, gdzieś głęboko u korzenia. Ściskając sprężyście, nakierowała do dołu, wprost do swoich ust. Otworzyła je bardzo szeroko i wpuściła mnie do środka, do samego gardła. Wjeżdżałem w nią: raz, drugi, trzeci… a w mojej głowie wirowało jak na karuzeli.
-O ja pierdzielę! Nie dam rady. Pani Zosiu, proszę. Och proszę! - wzdychałem coraz bardziej nieprzytomny.
Chyba wzięła pod uwagę moje jęki i westchnienia, bo przestała. Roześmiała się od ucha do ucha i powiedziała:
-No dobrze, kochaniutki, a teraz sobie pojeździmy na koniku!
Zadrżałem z podniecenia, ale nie miałem czasu, aby się nad tym głębiej zastanowić.
-Siadaj! - nakazała, wskazując fotel.
Miałem poważne wątpliwości, czy ten zdezelowany mebel utrzyma ciężar dwóch osób, ale nie miałem nic do gadania. Jej przenikliwy wzrok raczej i nie pozostawiał żadnych wątpliwości.
Wyszczerzyła zęby, zadowolona z sama z siebie, że dorwała wystraszonego ciecia i może go zerżnąć na wszystkie możliwe sposoby.
-Siadaj, mówię ci! Nie ociągaj się ty fiucie! - rozkazała bardziej ostro.
Cóż miałem robić? Usiadłem. To wszystko było takie podniecające. Nawet jej głos.
-Oooooohhhhh… - westchnąłem kiedy dotknąłem pośladkami gładkiej powierzchni.
Wielka, gruba pyta sterczała między moimi nogami, czubkiem łba wskazując sufit. Moja przełożona znów wyszczerzyła zęby w serdecznym uśmiechu.
-Ładny kutasik! Och kurwa, ładny kutasik! Lubię takie, - wycedziła, a ja się wystraszyłem.
Nawet nie przypuszczałem, że to odbędzie się w taki sposób. Znów mnie zaskoczyła.
Bezpardonowo wpakowała się prosto na fotel. Nie dbała ani o jego konstrukcję, ani o moją wygodę. Chwyciła dłonią moją kiełbasę i nakierowała wprost w swoją cipę. Dosiadła mnie niczym dzika Amazonka.
-Oooo ja pierdolę! - wyrwało się z mojego gardła.
Fotel wygiął się pod naszym ciężarem jak stara szkapa. Zaczął trzeszczeć, jakby za chwilę miał się rozpaść na drobne kawałeczki.
Tymczasem ona była w swoim żywiole. Unosiła się i opadała, unosiła się i opadała, nie dając mi nawet sekundy wytchnienia. Góra-dół, góra-dół, góra-dół… szybko, równo, miarowo i dokładnie, a ja umierałem z rozkoszy. Było zajebiście.
W pewnym momencie, po prostu, spadłem z tego pieprzonego mebla. Nie spodziewałem się, że wywinie mi taki numer. Skurwysyn odjechał na kółkach do tyłu, a ja grzmotnąłem kością ogonową o podłogę.
Zabolało, ale nie było czasu przejmować się tym wszystkim, bo ona wciąż na mnie siedziała. Zdążyła tylko odwrócić się w drugą stronę, a ja, opierając się o ścianę, starałem się utrzymać ją na swoich udach.
Kiedy trochę bardziej doszedłem do siebie, uniosłem jej nogi wysoko do góry i poruszałem jej ciałem raz z jedną raz w drugą stronę. Jej cipka kurczyła się coraz bardziej, czułem każdy, zaciskający się mięsień. Było coraz goręcej, coraz bardziej mokro.
-Uuuuuuuaaaaaaaaaaaahhhhhhhh!!! - wydarła się w końcu na całe gardło.
Cipka szalała.
-Kurwa mać, cicho! Ludzie tu chodzą! - warknąłem, ale nie przestałem zabawy.
Bujałem ją: w prawo, w lewo, do przodu, do tyłu… i raz, i dwa, i trzy. Teraz ona była jak zabawka w moich rękach, a jej cipka szalała na moim kutasie. Sam sobie się dziwiłem, że, do tej pory, nie wypełniłem jej po brzegi moim gorącym nasieniem.
W pewnym momencie odwróciła się do mnie przodem. Dosiadła mnie, ale teraz zaczęła ujeżdżać powoli i łagodnie. Jej biodra kołysały się niczym fale morskie. Wchodziłem w nią bardzo głęboko i wychodziłem prawie do samego końca. Uśmiechała się, patrząc w moje oczy.
-Dobry jesteś, - powiedziała, - naprawdę, dobry jesteś. Dałeś mi tyle rozkoszy i zadowolenia. Jak mam ci to wynagrodzić?
-Hmm… jeszcze pomyślę, - mruknąłem.
Wyciągnąłem dłonie i chwyciłem ją za te i wielkie cycki, za te jej ogromne balony. Pieściłem i ugniatem jak ciasto na chleb. Poruszała się do góry i do dołu spokojnie i łagodnie. Bardzo powoli i stopniowo prowadziła mnie na sam szczyt. Nigdzie się nie spieszyła.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz