Szukaj na tym blogu

14 stycznia 2019

Przygód kilka ochroniarza Mirka.


7. Lukrowany pączek.

O, pierdolona suka! Wiedziała, że tak się stanie i wiedziała, że teraz w żaden sposób się jej już nie wywinę. W tej chwili sam już nie chciałem. Nie chciałem nigdzie uciekać. Teraz już nie.
Włożyła przedramię pod te swoje wielkie cyce i uniosła delikatnie do góry. Ten widok sprawił, że nie byłem w stanie się ruszyć z miejsca. Moje, porażone jak słońcem ślepia, biegały szalone między kolejnymi częściami jej ciała: między jej balonami, ogromnymi, brązowymi brodawkami, sztywnymi sutkami, szerokimi, zajebiście zgrabnymi biodrami i tą cipą, tą brochą ledwie skrytą za majteczkami.
-Kurwa mać! - jęknąłem jeszcze raz, ale już rozpiąłem pasek spodni, - pani Zosiu, nie wiem, czy nie będę tego żałował.
-A co ty jesteś jakiś Szekspir, czy Mickiewicz? Będziesz pisał poemat, czy mnie grzmocił?
-Eh…
-Nie pierdol człowieku, tylko ściągaj te gacie, wyciągaj fiuta i zabieraj się ostro do roboty.
-Ale…
-Pokaż ptaka! Przecież muszę sprawdzić, czy jest czysty, prawda?!
-Och, pani Zosiu, prawda, ale…
Była tak napoleona, że nie miała zamiaru dłużej tolerować moich protestów.
-Chodź tutaj do mnie. Nie opieraj się, przecież tego chcesz?!
Modliszka jedna. Jasne, że chciałem.
-Och, nie wiem… - stęknąłem.
Jej zniecierpliwienie narastało z każdą minutą.
-Kurde, facet, chodź do mnie!
W momencie, kiedy wydawało mi się, że jestem w totalnym szoku i jakoś próbuję wybrnąć z tej sytuacji, ona prowadziła mnie jak dziecko za rączkę, od sceny do sceny na coraz większe manowce.
Niestety, im dłużej to trwało, im bardziej ze sobą walczyłem, tym dobitniej zdawałem sobie sprawę z faktu, że to jest bez sensu. Z każdą upływającą chwilą byłem w stanie coraz bardziej dostrzec, w co wdepnąłem, w jakiej sytuacji się znajduję i co mam przed sobą. Hmm… raczej, kogo mam przed sobą. O tak, tego nie dało się ukryć. Teraz widziałem ją w całej okazałości.
Była piękna. W pełni dojrzała i ukształtowana, niczym ukończone dzieło. Nic jej nie brakowało. Była jak posąg, którego nie strawił jeszcze ząb czasu. Nie było widać żadnych pęknięć i rys, żadnych oznak upływających lat.
Mogłem jej tylko zazdrościć, bo w moim przypadku było zupełnie inaczej. Siwe stronie i cała masa zmarszczek była moim podpisem. Chociaż, podejrzewam, że w przypadku mężczyzny nie ma to aż tak wielkiego znaczenia. Mimo wszystko, kiedy stawałem przed lustrem, nie dało powiedzieć: wciąż jesteś młody.
Ona była inna. Bez dwóch zdań. Chociaż przekroczyła trzydziestkę, jej ciało wyglądało jak u nastolatki. Była kobietą pełną kształtów i krągłości, o jędrnej, sprężystej cerze.
Uśmiechnęła się, a moje serce zabiło jeszcze mocniej. Przyciągała mnie do siebie jak magnes. Teraz jej uśmiech był serdeczny i zachęcający, jak u dobrej pani profesor, która chce wyciągnąć ucznia na lepszą ocenę.
Potrząsnęła głową, rozrzucając swoje włosy tak, że zakryły jej czoło i oczy. Rude pukle zwisały luźno ze wszystkich stron. Byłoby totalnym kłamstwem powiedzenie, że w tej chwili jej i nie pragnę.
Zapadła długa chwila ciszy, która zdawała ciągnąć się w nieskończoność.
-No i co, jak długo jeszcze będziesz się opierał?
-Eh…
-To nie ma sensu. Ty zrobisz mi dobrze, ja tobie… proste, prawda?
-Ohhh…
-Wiesz co? Jesteś jak lukrowany pączek. Mogłabym cię zjeść na poczekaniu.
-Yyyy…


Petite Pussy Licking

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...